| Naukowcy dostrzegli planetę przypominającą Ziemię. |
|
|
| 27.01.2010. | |
G dy w październiku zeszłego roku naukowcy ogłosili światu, że zdołali dostrzec planetę przypominającą Ziemię, okazało się to wielką nowiną. To niezwykłe ciało niebieskie znajduje się poza naszym układem słonecznym i jest skaliste, czym może przypominać naszą planetę.
Planety skaliste, takie jak Ziemia, Merkury, Wenus i Mars, stanowią połowę planet naszego układu słonecznego. Uważa się, że planety skaliste mogą stanowić lepsze środowisko naturalne dla życia, które chce się rozwinąć, niż planety składające się w większości z mieszanki gazów. Do tej grupy planet zalicza się: Jupiter, Saturn, Uran i Neptun. Łącznie planety te stanowią nasz układ słoneczny. Skalista planeta o niewiele mówiącej nazwie „CoRoT-7 b” zostało odkryta w trakcie, gdy okrążała jedną z gwiazd znajdującą się jakieś 480 lat świetlnych od Ziemi. Jest to jednak najprawdopodobniej miejsce niekorzystne dla rozwoju życia. Dzieje się tak , ponieważ planeta ta znajduje się w dużej bliskości z jej słońcem. Fakt ten sprawia, że temperatura na części powierzchni CoRoT-7 b oświetlonej przez gwiazdę wynosi około 2 200 stopni Celsjusza (ponad 4 000 stopni Farenheita). Tam, gdzie nie dochodzi gwiezdne światło, temperatura wynosi około minus 210 stopni Celsjusza (minus 350 stopni Farenheita). „Jeśli nasze prognozy dotyczące warunków klimatycznych panujących na CoRoT-7 b okażą się trafne, może to oznaczać, że na skutek ciągłych erupcji wulkanicznych, cała powierzchnia tej planety pokryta jest magmą,” wyjaśnia Rory Barnes, który pracuje nad swoją habilitacją na University of Washington na wydziale astronomii i astrobiologii. Dodaje on, że na jakiejkolwiek planecie, której powierzchnia byłaby narażona na ciągłe zalewanie lawą, nie byłby w stanie przetrwać żaden rodzaj życia.
Kolejny krok, który zbliży uczonych do odkrycia planety, na której mogłoby rozwinąć się życie, nastąpi w chwili, gdy badacze będą w stanie dostrzec planetę, która znajdować się będzie w większej odległości od otaczających ją gwiazd, tłumaczy Barnes. Badacz wyjaśnia dalej: „Łatwiej jest dostrzec nam planety będące w stosunkowo niewielkiej odległości od ich słońc. Lecz na tych życie nie mogłoby się najprawdopodobniej rozwinąć. Dlatego też duża część nowoodkrytych przez nasz zespół badawczy ciał niebieskich bardziej przypomina groźnego Io niż przyjazną rozwojowi wszelkiego życia Ziemię”. Wybuchy wulkanów są rezultatem nawet najmniejszej zmiany w cyrkulacji planet po swej orbicie. Im orbita bardziej kolista i jednostajna, tym mniej aktywnie wulkaniczna planeta. Lecz jakiego rzędu muszą być to zmiany? Według pomiarów i badań Barnesa liczba ta to 250 kilometrów (wynik ten bazuje na spekulacjach opartych o nasz układ słoneczny). To odległość, która dzieli Waszyngton od Filadelfii. Zmiany w cyrkulacji planetarnej mogą następować na skutek pola grawitacyjnego wytwarzanego przez planetę sąsiadującą z CoRoT-7 b. „Na CoRoT-7 b z całą pewnością nie występują żadne oceany. Planeta, która ma tak nierówny przebieg cyrkulacji orbitalnej doświadcza różnie mocnych sił grawitacji, w zależności od punktu na orbicie, w którym planeta się aktualnie znajduje. Najsilniejszą grawitację odczuwa się, gdy planeta jest najbliżej gwiazdy; najmniejsze przyciąganie odczuwalne jest, gdy planeta odsuwa się dalej od jej słońca. Jako że interesująca nas planeta oscyluje między tymi dwoma punktami, rozciąga się ona i kurczy na powrót. Ta zmiana rozmiarów planety sprawia, że w jej wnętrzu robi się niezmiernie gorąco, co skutkuje licznymi erupcjami wulkanicznymi,” tłumaczy doktor Barnes. „Dokładni ten sam powtarzalny scenariusz wydarzeń odbywa się na księżycu Jupitera, Io. Lecz w przypadku planet takich jak CoRoT-7 b ciepło pod powierzchnią planety jest dużo, dużo wyższe niż wewnątrz Io,” dodaje uczony. Źródło: www.sciencedaily.com |









