Nieumiejętność przyjęcia odmowy powoduje, że często tak formułujemy prośby skierowane do innych, że właściwie stawiamy ich pod ścianą. Jak nauczyć się przyjmować słowo „nie”?

Kiedy Asia zobaczyła SMS-a od wychowawczyni swojego syna, serce zaczęło jej mocniej bić. Znowu jakaś afera! Czy to się nigdy nie skończy? Okazało się, że Robert nie przygotował prezentacji o zabytkach Warszawy i nie poinformował rodziców o związanej z tym uwadze w dzienniczku. Tłumaczył się, że odrobił pracę domową, tylko zapomniał zabrać z domu pendrive’a. Nauczyciele nie są jednak skłonni przyjmować takie tłumaczenia. Pała z historii była faktem niepodważalnym i - jak wynikało z rozmowy z nauczycielką - nieodwołalnym. „Tyle razy prosiłam cię, żebyś pakował plecak do szkoły wieczorem, a nie rano w pośpiechu. Mam już tego serdecznie dość. Prosiłam cię też, żebyś pokazywał dzienniczek na bieżąco, bo jeśli nie będziesz tego robił, to przepadnie ci tygodniówka” - powiedziała synowi, nie bardzo w głębi ducha wierząc, że sytuacja ulegnie zmianie. Czuła się całkiem bezradna.

Karol bardzo lubi i ceni Ulę jako pracownika i ma świadomość, że zawsze może na nią liczyć. Dlatego też zwrócił się do niej z małą prośbą: „Weź za mnie tę delegację do Szczecina, bo ja nie mogę w tym terminie wyjechać ze względu na moją obecną sytuację rodzinną. Mam nadzieję, że na tobie się nie zawiodę”. Ale Ula odmówiła. Karol był oburzony jej postawą, czemu dał wyraz w czasie prywatnych rozmów z resztą zespołu. Nie rozumiał, dlaczego Ula jest taka bezduszna i - chociaż mogła - nie zastąpiła go. Przecież naprawdę potrzebował pomocy.

Żądanie przebrane za prośbę

W relacjach z innymi używamy różnego rodzaju komunikatów: informujemy, prosimy, wydajemy polecenia, ale też bardzo często przedstawiamy swoje żądania, nie zawsze mając świadomość, że właśnie stawiamy kogoś pod ścianą. Otóż prośba charakteryzuje się tym, że kiedy ją wypowiadamy, jesteśmy tak samo gotowi usłyszeć zarówno odpowiedź twierdzącą, jak i komunikat „nie”. Jeżeli nie ma w nas gotowości na odmowę, to znak, że wcale nie prosiliśmy, tylko żądaliśmy. A żądanie to informacja, że chcemy, żeby ktoś coś zrobił, a jeśli tego nie zrobi, to zastosujemy karę. Kara może mieć różną postać - od strzelenia focha, poprzez obwiniające milczenie, reperkusje w postaci odebrania przywilejów, po stosowanie przemocy fizycznej. Jednym słowem, jest to komunikat zbudowany według schematu: „albo zrobisz tak, jak chcę, albo będzie nieprzyjemnie”. Najtrudniej jest się zorientować, że stawia się nam żądania, gdy przybierają one uprzejmą i miłą maskę - jak w przypadku prośby o wzięcie delegacji za kolegę. Przecież on zachował się w taki miły sposób, a ona powiedziała „nie”.

Dobro kontra zło

Klucz do rozwiązania zagadki, dlaczego to tak działa, leży w błędnym przekonaniu, że prośba jest ze swej natury czymś dobrym, a odmowa - złym. To przekonanie, które powoduje, że wiele osób wychowanych za pomocą metod wzbudzających w nich strach, wstyd lub poczucie winy nie radzi sobie z odmawianiem nawet w sytuacjach, kiedy jasno widać, że dokonują wyboru, który im nie służy, a w ostatecznym rozrachunku nie służy także proszącym, bo w pewien sposób - nie zawsze świadomie, ale jednak - wykorzystują oni w tej sytuacji ich słabość. Jest to sytuacja, w której dąży się do tego, by ktoś kierował się dobrem proszącego bez sprawdzenia, czy i jak służy to drugiej stronie. Kiedy nauczymy się odmawiać w sposób asertywny, nie będziemy przykładać ręki do rozpowszechniania się modelu „prośby, której nie da się odmówić”.

Tak dla czegoś innego

Prośba, którą kierujemy do innych, ma zazwyczaj na celu poprawę naszej aktualnej sytuacji, którą postrzegamy jako niekomfortową i wymagającą zmiany. Mamy jakiś pomysł na tę zmianę, który polega na tym, że ktoś ma coś zrobić. Jeżeli osoba proszona jest w stanie zrobić to z radością, to doskonale - właśnie zdarzyła się okazja, w której ktoś, kto ma coś do zaoferowania, i ktoś, kto jest chętny to coś przyjąć, spotkali się i dokonali wymiany - każda ze stron coś zyskała i zaistniała sytuacja win-win (czyli wygrana-wygrana). Wbrew pozorom takie sytuacje zdarzają się codziennie. Przykład: bardzo pragniesz pójść z ukochanym na romantyczny film, a on woli kino akcji. Zamiast przekonywać się nawzajem do własnych racji, warto poszukać rozwiązania satysfakcjonującego dla obu stron: może kolacja przy świecach i jej ciąg dalszy to  to, co wniesie powiew romantyzmu i będzie atrakcyjne dla was obojga? W takim przypadku dokonuje się właśnie wymiana oparta na obustronnym zadowoleniu. Po prostu znajdujemy rozwiązanie, które jest „na tak” dla obu stron relacji.

Paradoksy proszenia

Okazuje się, że prośba ma większe szanse na bycie spełnioną, kiedy jesteśmy otwarci na usłyszenie „nie”. Jeśli proszący obraża się na niespełnienie prośby i zamyka na dalszy kontakt - to blokuje możliwość poszukiwania rozwiązań. Jeżeli z kolei proszony źle się czuje z odmową albo spełnia prośbę pod presją, zamyka się na kontakt oparty na zaufaniu, pozostaje z poczuciem krzywdy i przekonaniem, że w danym układzie nie ma miejsca na jego potrzeby. Taki związek ma szansę przetrwać tak długo, jak długo nie ma innego wyjścia. Mowa tu o tych wszystkich „niewdzięcznych” dzieciach czy przyjaciołach pracownikach, którzy nagle buntują się, odchodzą, zrywają kontakt, nie wiadomo czemu. Zdarza się tak, bo właśnie dzban, który poty wodę nosił, póki się mu ucho nie urwało, przestaje nosić wodę z wiadomego powodu.

To wszystko pokazuje, że prośba przybierająca formę żądania nie poprawia jakości naszego życia. Jednak kiedy prosząc, nie zamykamy się na dalszy kontakt - możemy wspólnie podjąć poszukiwania rozwiązania dobrego dla obu stron. Poziom satysfakcji w relacji wygrana-wygrana jest zdecydowanie większy niż przy rozwiązaniach opartych na wygranej jednej ze stron.

Słaby musi słuchać

Bardzo łatwo zapomnieć o tych zasadach albo nie zauważać, że stosujemy rozwiązania siłowe, kiedy mamy do czynienia z osobami pozostającymi w stosunku do nas w „naturalnie” słabszej pozycji - jak dzieci czy podwładni w firmie. Gdyby Asia uświadomiła sobie, że od dawna swego syna nie prosi o współpracę, tylko żąda jej pod groźbą kary, może łatwiej byłoby jej zrozumieć, dlaczego nie był z nią szczery. Ludzie z natury rzeczy bronią siebie przed agresją otoczenia. Skoro Robert unika pokazywania dzienniczka, to prawdopodobnie wydarzyły się różne rzeczy, które spowodowały, że trudno mu ufać w to, że dzielenie się z rodzicami informacjami o problemach w szkole może zakończyć się otrzymaniem wsparcia i poszukiwaniem rozwiązania, a nie dodatkową karą (bo już w szkole został ukarany). Dopóki Asia postrzega siebie jako nieagresywną w stosunku do dziecka i proszącą o współpracę, której syn odmawia - trudno jej będzie zrozumieć, co i dlaczego naprawdę się dzieje.

Wielu rodziców nadal wychowuje dzieci w tym samym rygorystycznym systemie, do którego sami zostali przyzwyczajeni. Nawet dzieci, które miały szczęście wychować się w rodzinie akceptującej asertywne zachowania, w szkole nie mają zazwyczaj szans ich stosować z powodu krytyki ze strony rówieśników i nauczycieli. W przeszłości nauczyciele tłumili spontaniczność u dzieci, nagradzając zachowania nieasertywne, a ganiąc uczniów o żywych, ciekawych świata, buntowniczych umysłach i, pomimo że stopniowo dokonują się zmiany w naszej mentalności, szkody emocjonalne wyrządzone przez system wychowania i edukacji ciągle zbierają swoje żniwo, bo zmiana nawyków społecznych nie dokonuje się natychmiastowo.

Jeżeli więc zależy nam na promowaniu asertywnego podejścia w relacjach z innymi, czyli kierowania się zasadą „ja i inni jesteśmy tak samo ważni”, warto po pierwsze - nauczyć się mówić „nie” sytuacjom, które nam czy osobom pozostającym pod naszą opieką nie służą, a z drugiej strony - nauczyć się prosić zamiast żądać, ćwicząc się w poszukiwaniu rozwiązań „nie, czyli tak dla czegoś innego”. Jeśli będziemy poszukiwać go wspólnie z naszym rozmówcą, szanse na jego znalezienie wzrosną co najmniej dwukrotnie, a uwzględniając teorię synergii - nawet trzykrotnie.   

Twoja Ocena



Facebook Conversations