Przeżywamy drugą falę emigracji. Od tej pierwszej różni się tym, że teraz Polacy coraz chętniej zostają za granicą na stałe i coraz lepiej się tam organizują. Emigracja nie tylko daje im pracę, ale i uczy odwagi.

Z badań Komisji Europejskiej wynika, że Polacy są jedną z najbardziej mobilnych nacji w Europie. Potwierdzają to badania Głównego Urzędu Statystycznego z 2013 roku, według których liczba wyjeżdżających z kraju rodaków wzrosła do blisko 2,2 min osób. Jest to stan niemal porównywalny z 2007 rokiem, kiedy to trzy lata po akcesji do Unii Europejskiej poza granicami kraju przebywała rekordowa w naszej historii liczba Polaków (2, 27 min osób). Zdecydowana większość osiadała w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Irlandii i Holandii.

Z badań instytutu Millward Brown wynika, że jedynie 17 na 100 dorosłych Polaków nie rozważa emigracji. Raport Work Service wskazuje, że myślą o niej nie tylko uczniowie, studenci czy bezrobotni, ale również osoby rozczarowane brakiem możliwości rozwoju w pracy czy zbyt małymi zarobkami. Przyszłość za granicą planują nawet najmłodsi. Rzecznik Praw Dziecka potwierdza, że niemal 44 proc, badanych na jego zlecenie gimnazjalistów chciałoby ułożyć sobie życie poza Polską, a 9 proc, waha się między wyborem ojczyzny, a innymi krajami.

- Tegoroczne badania NBP wskazują, że coraz więcej Polaków deklaruje wyjazd, nie biorąc pod uwagę możliwości powrotu - mówi Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha. - W innym badaniu mówią to również osoby po pięćdziesiątym roku życia o ustabilizowanej sytuacji zawodowej i materialnej, których umiejętności i doświadczenia nie wykorzystuje się.

Zdaniem Komitetu Badań nad Migracjami Polskiej Akademii Nauk Polska jest nadal krajem emigracji netto, co oznacza, że odpływ mieszkańców zdecydowanie przewyższa napływ cudzoziemców oraz Polaków powracających z zagranicy. W latach 2007-2013 wróciło do kraju zaledwie 100 tys. naszych rodaków.

Wracajcie, choć nikt na was nie czeka...

Z danych statystycznych wynika, że jesteśmy krajem najszybciej rozwijającym się w Europie. Nasz skumulowany wzrost gospodarczy w latach 2007-2013 wyniósł 24 proc, i tylko w niecałych trzech procentach zależał od dotacji unijnych. W tym samym czasie bezrobocie spadło z 8,9 proc, do 8 proc. Jeszcze w 2007 roku zajmowaliśmy pod tym względem 26 miejsce na 27 krajów Unii, by po siedmiu latach wskoczyć na 14. W latach 2007-2013 powstało według danych GUS prawie pół miliona nowych miejsc pracy. Czemu więc nadal jest źle, a ludzie chcą wyjeżdżać?

- Cały czas mamy dwucyfrowe bezrobocie, wobec którego politycy są bezradni. Jakość rządzenia i polityków mających realny wpływ na jakość naszego życia nie zmieniła się na lepsze. Odpowiedzialnością za ten stan rzeczy obarcza się mentalność Polaków celowo ignorując fakt, że to właśnie my wyznaczamy w zjednoczonej Europie standardy przedsiębiorczości i pracy. Ludzie odpowiedzialni za rządzenie i tworzenie prawa, które ułatwiałoby życie obywatelom nie mają do tego kompetencji - zauważa Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha.

Największą falę emigracji powrotnej przeżyliśmy na początku lat 90. ubiegłego wieku.

- Ludzie wracali także dlatego, że byliśmy krajem największego cudu gospodarczego końca XX wieku. Mimo że nie mieliśmy dzisiejszych autostrad, telefonów komórkowych ani systemu bankowego, setki tysięcy Polaków chciało zaczynać w ojczyźnie od nowa, bo w Polsce była wolność gospodarcza. Dzięki niej i przedsiębiorczości Polaków w ciągu kilku lat powstało ok. 6 min nowych miejsc pracy - mówi Andrzej Sadowski.

Najboleśniej przekonali się o tym Polacy wracający do kraju kilka lat po akcesji do Unii w 2004 roku. Kiedy zorientowali się, że nie osiągną takiego komfortu pracy i życia, do jakiego przyzwyczaili się za granicą, wyjechali ponownie. Pozostało niewielu starających się odnaleźć w naszej rzeczywistości. Nie zawsze odpowiednio wykorzystani, doceniani i opłacani, bo nikt nie miał na nich pomysłu.

- Na całym Podlasiu, na osiemset instytucji rządowych i pozarządowych nie ma ani jednej, która zajmowałaby się imigrantami powrotnymi. Nie ma pomysłu, jak zagospodarować tych ludzi - mówi dr Sylwia Urbańska socjolog z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego.

To istotny problem, bo osoby, które decydują się na powrót wiozą ze sobą nie tylko pieniądze, ale i doświadczenie w zarządzaniu firmami oraz nowe standardy pracy. Otwarci na zmiany, przyzwyczajeni do odpowiedniego traktowania w urzędach zderzają się z naszą rzeczywistością. Przedsiębiorcy od lat domagają się przejrzystych przepisów podatkowych, wspierania małych i średnich rodzimych przedsiębiorstw. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez firmę doradczą PwC i Instytut Biznesu Rodzinnego, zachodnie firmy rodzinne wśród największych wyzwań na najbliższy rok wymieniają: konkurencyjność, innowacyjność i zwiększenie zatrudnienia wykształconych pracowników. Polskie zaś marzą głównie, żeby kontrahenci im płacili na czas albo chociaż w ogóle.

- Nasi emigranci w ciągu ostatnich lat przysłali do kraju więcej pieniędzy, niż dały nam wszystkie wielomiliardowe inwestycje koncernów wspieranych przez państwo dotacjami - mówi Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha.

W 2013 roku emigranci przysłali do Polski 4 mld euro, ale jeszcze więcej wypracowali dla gospodarek krajów, w których mieszkają. Tylko Brytyjczycy wyliczyli, że w latach 2001-2011 ich kraj zarobił na podatkach płaconych przez mieszkających tam Polaków 108 mld zł.

Wyjeżdżając, nie zawsze tracimy

Rodzimi socjologowie są ostrożni w malowaniu aż tak czarnych wizji.

- Należy zauważyć, że migracje były, są i będą stałym zjawiskiem społecznym. A my latami żyliśmy w zamknięciu. W czasach PRL-u nasza mobilność była znacznie ograniczana, dlatego teraz nadrabiamy zaległości - mówi dr Anna Kordasiewicz, socjolog i adiunkt w Ośrodku Badań nad Migracjami. - Żyjemy w bardzo dynamicznych pod tym względem czasach, coraz trudniej jest nam jednoznacznie określić czym jest wyjazd „z” i powrót „do” jakiegoś kraju. Kiedyś emigracja oznaczała całkowite lub długotrwałe zerwanie więzi z bliskimi. Dzisiaj mówimy raczej o migracji, ponieważ osoby wyjeżdżające pozostają zarówno w kontakcie z bliskimi, jak i w relacjach z ludźmi w nowym kraju. Ludzie przemieszczają się pomiędzy różnymi krajami, żyją na styku wielu kultur i mają możliwość czerpania z każdej z nich.

Takimi emigrantami są głównie ludzie młodzi, wykształceni, znający języki, otwarci na nowe doświadczenia. Osoby w średnim wieku lub z niższym wykształceniem i mniejszym obyciem językowym wolą za granicą zamykać się w swoich enklawach.

-    Są i tacy, którzy nic funkcjonują w żadnym z tych miejsc, skazując się na podwójne wykluczenie. Po latach rozłąki nic czują już bliskości z rodziną, ale w nowym miejscu też nie zapuszczają korzeni. Przebywają w zawieszeniu. Osoby tego typu najłatwiej popadają we frustrację, ale są wśród nich i takie, którym ten stan bardzo odpowiada - mówi dr Anna Kordasiewicz.

-    Wybierając życic w zawieszeniu uciekają przed przemocą w rodzinie czy alkoholizmem współmałżonka. W ten sposób nie muszą podejmować trudnych decyzji. Zdarza się jednak, że wyjazd wyzwala w kobiecie odwagę, by wyrwać się z trudnej relacji i rozwieść z domowym tyranem. Migracja nie zawsze więc rodzi problemy, czasem wręcz pozwala się z nich wyzwolić - dodaje dr Sylwia Urbańska.

Według raportu Komitetu Badań nad Migracjami PAN liczba rozwodów w latach 2004-2011 wyniosła 519,1 tys., a udział rozwodów po akcesji Polski do UE w ogólnej liczbie rozwodów to aż 52 procent.

Najwyższy współczynnik przypada a województwa, z których odpłynęło wielu migrantów, czyli: dolnośląskie, lubuskie, zachodnio-pomorskie i warmińsko-mazurskie. Co dziesiąte polskie gospodarstwo domowe jest gospodarstwem migranckim i coraz częściej ubywa z nich kobiet.

Z Narodowego Spisu Powszechnego z roku 201 1 wynika, że w pierwszych lalach po akcesji do Unii z kraju wyjeżdżali głównie mężczyźni, ale z czasem, kiedy wzrosło zapotrzebowanie na usługi domowe i opiekę, to kobiety stały się naszą siłą eksportową.

- Niestety ich wyjazdy wciąż są postrzegane negatywnie. Matki jadące zarobić na chleb traktuje się na równi z tymi, które porzucają swoje dzieci, a przecież do tak trudnych decyzji zmusza je często sytuacja ekonomiczna - zauważa dr Sylwia Urbańska, która badała w Belgii emigrantki ze wschodniej Polski.

Z ankiety przeprowadzonej na zlecenie Komisji Europejskiej wynika, że Polska zajmuje czołowe miejsce w Europie pod względem ubóstwa dzieci.

- Co czwarte polskie dziecko żyje w biedzie lub na skraju ubóstwa. Gorzej od nas wypada tylko Rumunia - mówi dr Urbańska. - Część społeczeństwa doświadcza wykluczenia na rynku pracy. Mówienie więc o matkach jadących zarobić na chleb, a często i lepszą edukację dzieci, że produkują eurosieroty jest nieludzkie. Bo te kobiety nic dość, że ciężko pracują, to jeszcze potrafią zorganizować opiekę nad dziećmi nawet, gdy są setki kilometrów od domu. Każda ma na to swoje sposoby nie ograniczające się jedynie do rozmów telefonicznych i esemesów. Proszę mi wierzyć, Polki naprawdę potrafią.

Twoja Ocena



Facebook Conversations