Nauka o Piekle jest na pewno najbardziej niepopularną ze wszystkich chrześcijańskich doktryn. Oburza prawie wszystkich niechrześcijan. Skąd to wiemy? Licząc negatywne wypowiedzi? Demokratyczność prawdy to oczywiście nonsens, zarówno co do zasady (to fakty decydują o prawdzie jakiejś myśli, a nie liczba ludzi, którzy w nią wierzą), jak i w praktyce (największe prawdy zostały odkryte przez tych, którzy płynęli pod prąd).

 W istocie, nawet demokratyczne głosowanie wypowiedziałoby się pewnie za istnieniem Piekła, gdyby liczyć też głosy zmarłych. Ludzki autorytet głosuje za Piekłem. Boski autorytet (Pismo Święte, Chrystus i Kościół) wypowiada się za Piekłem. Jak spróbuję pokazać, rozum także głosuje za Piekłem. Jedynym głosem przeciw jest głos dzisiejszej mody. Ale to rozum czy autorytet musi osądzać modę, a nie na odwrót. Mogę tylko poprosić czytelnika, żeby - podejmując wysiłek intelektualny - bardzo usilnie postarał się być uczciwy i otwarty, a nie tylko powtarzał przestarzałe formułki. Czy to rzeczywiście takie ważne? Jakie to ma znaczenie?

Piekło ma ogromne znaczenie. Wysokość góry mierzona jest głębokością doliny. Wielkość zbawienia doceniana jest w zestawieniu z okropnością wyklęcia, tym, od czego jesteśmy zbawieni. CS. Lewis zauważa: „Nigdy nie spotkałem ludzi, którzy całkowicie nie wierząc w piekło, równocześnie mieliby żywą i życiodajną wiarę w niebo”.

Żeby dostrzec, jakie dana rzecz ma znaczenie, zawsze możemy zrobić myślowy eksperyment polegający na jej usunięciu, aby zobaczyć, co się wtedy stanie. Bez Piekła wszystkie drogi prowadzą do jednego miejsca, czy tym miejscem jest Niebo, śmierć, reinkarnacja, czy mityczna kraina cieni. I jeśli wszystkie drogi prowadzą do tego samego miejsca, nie ma większej różnicy, którą z nich pójdziemy. Ale jeśli prowadzą do dwóch nieskończenie różnych miejsc, wybór drogi robi różnicę nieskończenie istotną. Według chrześcijaństwa:

Nie żyjemy w świecie, w którym wszystkie drogi niby promienie okręgu schodzą się w jednym punkcie i gdzie po wyborze którejkolwiek z nich zawsze dojdzie się po wytrwałej wędrówce do tego samego celu. W naszym świecie każda droga po pewnym czasie rozwidla się, a każda z powstałych w ten sposób dróg rozwidla się ponownie i na każdym z takich rozwidleń musimy podejmować decyzje.

Musimy jednak uniknąć często spotykanej pułapki. Wpadają w nią zarówno ortodoksyjni chrześcijanie (wierzący w Piekło), jak i zwolennicy nowożytnej wizji świata, czyli „moderniści” (którzy nie wierzą). Jest to pułapka polegająca na podejmowaniu decyzji o uwierzeniu w jakąś ideę na podstawie czegoś innego niż jej prawdziwość - na przykład tego, że jest interesująca albo bezpieczna, albo popularna, albo pocieszająca, albo stanowiąca wyzwanie, albo pasująca do wcześniej przyjętych przekonań. Jedną z form owej pułapki jest argument za Piekłem, często występujący w antymodernistycznych polemikach: brak wiary w Piekło spowoduje na ziemi amoralność i dojdzie do Piekła na ziemi. „Mniemano, że kiedy usunięty zostanie strach wiecznej kary, społeczeństwo wpadnie w anarchiczną orgię”.

Argument ten ma trzy słabości. Po pierwsze, tak naprawdę nie znamy tych konsekwencji. Po drugie, służalczy strach nie jest moralnym motywem, chociaż jest skuteczny, o czym wie każdy tyran. Ale Bóg nie jest tyranem, lecz kochankiem, a „doskonała miłość usuwa lęk” (1 J 4, 18). Po trzecie, wierzyć w coś na podstawie czegoś innego niż prawda jest nieuczciwością, wspomnianą pułapką.

W tym przypadku argument jest lepszy niż względy popularności, pociechy czy korzyści - Piekło jest hamulcem dla niemoralności. Ale ciągle jest to nieuczciwe. Ten sam rodzaj nieuczciwości pojawia się, żeby usprawiedliwić „modernistyczny” brak wiary w Piekło. „Budzi służalczy strach, a nie prawdziwą miłość”. Może tak się dzieje (a może nie na pewno nie w przypadku świętych). Ale nawet jeśli jest hamulcem, nie znaczy to, że istnienie Piekła nie jest prawdą. Powiedzenie:

„Masz pistolet przyłożony do skroni”, wywołuje służalczy strach, ale może mimo to być prawdziwe. Jak widzicie, obie strony mogą i często tworzą nieuczciwe i błahe argumenty, że powinno się w coś wierzyć lub nie ze względu na konsekwencje tej wiary lub niewiary, a nie dlatego, że coś jest prawdą albo nieprawdą. Te dwa zbiory argumentów zwykle się znoszą i pozostaje pierwotne pytanie - czy Piekło istnieje?

„Moderniście” zostaje jeszcze jeden argument, któremu powinniśmy się przyjrzeć, zanim powrócimy do zasadniczego pytania. Mówi on, że Piekło jest częścią nauki egzoterycznej (publicznej, popularnej), ale nie prawdy ezoterycznej (prywatnej, ukrytej), znanej tylko duchowo dojrzałym. Odrzucenie tej tezy wynika po pierwsze z tego, że teolog ignoruje fakt, iż chrześcijaństwo, w przeciwieństwie do religii Wschodu, n i e jest ezoteryczne, ale otwarte dla wszystkich, będąc jedną z trzech „religii Księgi” wraz z judaizmem oraz islamem. Ponadto twierdzenie, że o Piekle powinno się tylko uczyć masy, które potrzebują hamulców chroniących przed niemoralnością, pociągałoby za sobą założenie, iż mówiący jest świętym o czystych pobudkach i nie potrzebuje hamulców!

Obroną przed zarzutem nieuczciwości jest zwykle to, że Piekło nie jest kłamstwem, ale mitem. Ale kiedy już ktoś może rozróżnić między tym, co faktyczne, a tym, co mityczne, kłamstwem  jest podawanie mu mitu jako faktu. Gdy dzieci pytają: „Czy Święty Mikołaj jest prawdziwy czy wymyślony?”, kłamstwem jest mówienie, że jest prawdziwy, a nie mityczny. Kiedy pytamy: „Czy Piekło i Niebo, i Wcielenie, i Wniebowstąpienie, i Zmartwychwstanie, i nadprzyrodzoność w sensie ogólnym są realne?”, kłamstwem jest odpowiadanie „tak”, a myślenie „nie”. Albo ci nauczyciele lekceważą inteligencję mas, stawiając je na poziomie wiary w Świętego Mikołaja, albo są kłamcami. Sądzę, że większość „modernistów” jest wystarczająco uczciwa i chce natychmiast „wyemancypować” całą ludzkość od wiary w Piekło po prostu dlatego, że ono rzekomo nie istnieje. Z tymi ludźmi możemy prowadzić uczciwą dyskusję.

Twoja Ocena



Facebook Conversations