Kiedy poznajemy nową osobę, jesteśmy nią zafascynowani. Marny wspólne zainteresowania, lubimy jeść podobne potrawy, czytamy te same książki, śmiejemy się w tych samych momentach, wyznajemy podobne wartości, w jednym kierunku patrzymy, a do tego wszystkiego okazuje się, że w łóżku także jest cudownie. Spędzamy ze sobą każdą wolną chwilę i godzinami możemy patrzeć sobie w oczy Świat wokół wydaje się nie istnieć.

Czujemy, że nic i nikt nie jest w stanie zmącić tak pięknego stanu rzeczy. I w takim beztroskim przekonaniu żyje-my sobie, aż do momentu, gdy z ust któregoś z partnerów pada: „Chcę pobyć sam!”. Czar pryska.

CO TO WŁAŚCIWIE ZNACZY

W głowie osoby, która słyszy taki komunikat, najczęściej pojawia się niepokój. Pojawiają się myśli: Czy chodzi o to, że już ci nie zależy? Czy zrobiłam coś nie tak? Może czymś cię uraziłam? Narzucałam się? Nie domyśliłam się? Dlaczego chcesz zmieniać, coś, co dobrze działa? A może coś ukrywasz, nie byłeś dotąd szczery'? Masz kogoś? Nudzę cię? Chcesz mnie zostawić, ale nie wiesz, jak mi o tym powiedzieć?  spirala tego typu niewiadomych nakręca się, wywołując różne emocje - od frustracji, złości, poprzez żal, smutek, na rozpaczy kończąc.

POTRZEBA UNIWERSALNA

Forma tych pytań sugeruje, że to kobiety mają trudności w radzeniu sobie z przestrzenią w relacji. Użyłam takiej formy jedynie z racji własnej płci. Równie często mężczyznom jest ciężko zaakceptować prośbę o reorganizację czasu spędzanego razem.

KOLEJNY LEPSZY ETAP

Pojawienie się potrzeby związanej z przestrzenią może wskazywać, że relacja przechodzi w kolejną fazę. Czar pryska, a zaczyna się rzeczywistość. Z etapu fascynacji, zauroczenia, idealizacji przekształca się w formę bardziej kompletną, przeżywaną bardziej realnie i uwzględniającą indywidualność obojga partnerów. Zaczynamy się do siebie przyzwyczajać, znamy swoje dobre i te słabsze strony, czujemy się pewnie i bezpiecznie. I jest to też moment, gdy na powrót zauważamy, że poza nami istnieje jeszcze całkiem atrakcyjny świat. Zgłoszenie, że potrzebujemy przestrzeni, pokazuje, że będąc w relacji, jesteśmy w stanie zachować siebie, zadbać o swoje potrzeby, postawić granice. Dzięki temu związek jest obszarem, do którego chętnie wracamy, za którym tęsknimy, o którym myślimy czy uwzględniamy w naszych planach. Jest czymś z wyboru, własnej, nieprzymuszonej woli, dającym siłę, wsparcie, spokój ducha, radość i poczucie bezpieczeństwa. Ale tak można czuć się tylko wtedy, gdy będąc z drugą osobą, czujemy, że możemy być sobą. Związek to nadal dwie, często różne osoby. Wchodząc w relację, wnosimy te różnice, ale nie po to, by się kłócić i poświęcać, ale aby budować wspólną rzeczywistość, w której obie strony nadal powinny czuć, że mogą być sobą. Oznacza to także, że nie wszystko robimy razem.

GDY PRZESTRZENI JEST ZA MAŁO

Problem rodzi się, gdy przejawy chęci spędzania czasu osobno odbierane są jako coś przeciw relacji. Niezadowolenie nie jest wyrażane wprost, bo zakładamy, że nie możemy się złościć na bliską osobę. Staramy się z największą czułością dać do zrozumienia, że po prostu cierpimy w momentach rozłąki. Jak się kocha, to nie zadaje się bólu. Skoro jesteśmy dla siebie najważniejsi, to nic innego nie może przecież dawać takiej satysfakcji jak wspólne przebywanie. Jest to manipulacja wymuszająca bycie razem, jednocześnie odbierająca jakikolwiek wybór. W takiej relacji trudno jest zawalczyć o przestrzeń. Jeśli osoba urażona takim pragnieniem drugiej strony skoncentruje się na swoim poczuciu odrzucenia, jako jedynej interpretacji, to właściwie zamyka drogę do porozumienia. Jednocześnie jej postawa może mówić o błędnym przekonaniu, że jak jesteśmy razem i się kochamy, to mamy dokładnie takie same potrzeby, czytamy sobie w myślach, a związek to monolit, to MY, emocjonalnie i psychologicznie zlani w szczelnie dopasowaną jedność. Częściej reagują tak osoby z niskim poczuciem własnej wartości, z nadmierną potrzebą uwagi, opieki, miłości, nie umiejące żyć własnym życiem.

JA I ON TO JEDNOŚĆ

Taki stan rzeczy często przejawia się zatraceniem poczucia swojej odrębności, przejęciem sposobu myślenia drugiej strony czy zwątpieniem we własne rozumienie czy przeżywanie sytuacji. Widać to np. w rozmowie, gdy na pytania skierowane do nas indywidualnie, np.: Czy WIDZIAŁAŚ ostatni film Tarantino? Odpowiadamy: Tak, BYLIŚMY w kinie w zeszłym tygodniu. Albo Czy TY lubisz pizzę? - NIE JEMY takich rzeczy. Utrata czy znaczne ograniczenie indywidualności w relacji, na dłuższą metę generuje szereg problemów, m.in. somatyczne dolegliwości, jak bóle głowy chroniczne zmęczenie, problemy ze snem, także trudności w bliskości fizycznej, pogorszenie komunikacji, spadek motywacji, rozdrażnienie, ucieczkę w pracę zawodową lub obowiązki domowe, w dalszej konsekwencji obniżony nastrój, depresję, nerwicę czy też zdradę. Jeśli w związku jest duszno, bo brakuje przestrzeni, to w pewnym sensie nie mamy czym oddychać. Instynkt samozachowawczy pcha nas ku miejscom, gdzie tlen jest dostępny. Nikt nie chce wracać do dusznego pomieszczenia, choćby nie wiem jak przytulnym i komfortowym było miejscem. Pary, które zgłaszają się do mnie z problemem w sferze seksualnej, często prezentują ten typ relacji. Opisują swój związek jako cudowny i dopasowany, „tylko ten seks jakoś nie wychodzi”. Za chwilę okazuje się, że np. partner musiał zrezygnować ze swoich pasji i znajomych, bo partnerka była smutna i rozdrażniona. Co prawda od tego momentu jest szczęśliwe', bo i ona jest zadowolona, ale przestał mieć ochotę na seks. Zastanówmy się? Może to się łączy: niewyrażona wprost frustracja z rezygnacji z siebie, wychodzi w postaci spadku libido partnera i w ten sposób daje mu pewien dystans.

NADMIAR WOLNOŚCI

Kiedy przestrzeni jest za dużo, możemy mówić bardziej o układzie niż bliskiej relacji. Nieograniczona przestrzeń sprzyja unikaniu odpowiedzialności za jakość relacji, zmniejsza zaangażowanie w jej rozwój i umacnianie. Związki, które w taki sposób funkcjonują, często odpowiadają osobom, które nie chcą rezygnować dla relacji z żadnej części swojego życia. Są to osoby samodzielne, o silnym charakterze, o typie narcystycznym, z dużą potrzebą kontroli i wpływu na swoje życie. Dzięki drugiej osobie zagłuszają pojawiającą się czasami samotność.

ZLOTY ŚRODEK

W relacji, w której przestrzeni jest akurat, nie oznacza, że wszystko nam wolno. Bierzemy odpowiedzialność za związek, za drugą osobę, a jednocześnie jesteśmy sobą, rozwijamy się, czujemy akceptację. Tutaj jest miejsce na rozmowę, na różnice zdań czy potrzeb, na wspólne rozwiązania sporów. Jest poszanowanie osoby jako autonomicznej jednostki z jednoczesnym rozumieniem konsekwencji, jakie nakłada na nas decyzja o życiu w związku. Oboje umawiamy się, że każde ma czas na swoje indywidualne aktywności, przy jednoczesnym zachowaniu równowagi w chwilach spędzanych wspólnie czy czasie na obowiązki domowe. Typowa sytuacja wyjścia mężczyzny na piwo z kolegami, często uruchamia rozmowy' o potrzebie przestrzeni. Zamiast się obruszać, panie powinny zadbać o własną przestrzeń i zorganizować damskie spotkanie. Ważne jest zachowanie równowagi w realizacji potrzeb.

    Przestrzeń wspiera rozwój, chęć do działania, doświadczanie świata, wzmacnia samoocenę, samodzielność, daje różne perspektywy widzenia, co sprzyja kreatywności, np. w rozwiązywaniu konfliktów w relacji. Podtrzymuje wolny wybór, a nie przymus bycia z kimś. Kiedy czujemy się sobą, to chętnie do naszego świata zapraszamy drugą osobę, chcemy z nią dzielić swoje przeżycia, a perspektywa wspólnej przyszłości wywołuje radość. Przestrzeń w związku można rozumieć jako granice naszego zaufania względem siebie. Czy te granice są sztywne, czy elastyczne zależy od wzorców i przekonań na temat związków, ról męskich i kobiecych, wartości, schematów układania sobie życia. Nie bez znaczenia jest też doświadczenie z poprzednich relacji, środowisko, w jakim funkcjonujemy, lub jaki przekaz otrzymaliśmy w domu. Wpływ na to ma konstrukcja osobowości, poziom empatii, tolerancji, adaptacji, ale też asertywność, poczucie własnej wartości, dążenie do rozwoju. Jeśli żyjąc wspólnie, potrafimy mieć przestrzeń dla siebie i pozwalamy, żeby miał ją partner, okazujemy najwyższe zaufanie. Absolutne połączenie dwóch osób jest niemożliwe. A jeśli wydaje nam się inaczej, okradamy siebie z wolności i rozwoju, pozostając w świecie iluzji.

JAK DBAĆ 0 WŁASNĄ PRZESTRZEŃ

Najprościej, to przypomnieć sobie, co sprawiało przyjemność, zanim weszliście w związek, gdy mogliście pomyśleć tylko i wyłącznie o sobie. Czasami warto do tego wrócić. Może to był samotny spacer bez określonego celu przed siebie? Może oglądanie po raz setny znanego na pamięć, ale poprawiającego nastrój filmu? Może lubicie coś kolekcjonować, co innym wydaje się mało sensowne i dlatego to zarzuciliście, choć mieliście frajdę? Może jakaś aktywność fizyczna, rower, basen, rolki, badminton, taniec? Może uczyliście się jakiegoś języka? A może to wyjazd tylko z przyjaciółmi? Wakacje w babskim gronie lub biwak z kumplami to świetna odskocznia, która pozwala zatęsknić za bliską osobą. Chodźmy do kina na różne filmy, zamiast zmuszać się do oglądania tych samych. Starajmy się mieć nie tylko wspólnych, ale też wyłącznie własnych znajomych. Warto też nadal być otwartym na poznawanie nowych ludzi. Korzystanie z przestrzeni to także szczerość i odpowiedzialność. Oznacza to, że partner wie dokładnie, co i gdzie robimy i to akceptuje. Więc przestrzeń to nie zatajanie części siebie, ale dojrzałe określenie swoich granic,

Twoja Ocena



Facebook Conversations