Jeden z siedmiu cudów świata: ogromna figura u wejścia do portu Rodos, ofiara dziękczynna dla Heliosa, który sprowadził deszcz. Jak Kolos wyglądał naprawdę? Gdzie znajdują się szczątki zniszczonego posągu?

Kolos Rodyjski - trochę historii

Hic Rhodos, hic salta!

To stary cytat: „Tu Rodos, tu skacz!" Ale nie ma on nic wspólnego z Kolosem Rodyjskim. Pochodzi z bajki Ezopa pt. „Samochwał". W niej to pewien człowiek przechwala się swoim skokiem, który wykonał na Rodos i powołuje się na świadków, którzy to zdarzenie widzieli. Ale jeden ze słuchających odpowiedział mu: „Przyjacielu, jeżeli to prawda, nie potrzebujesz świadków. Tu jest Rodos, tu skacz!" Do dziś aktualne jest znaczenie morału tej bajki: oto twoje zadanie, rozwiąż je teraz, zaraz!

Kolos Rodyjski, jeden z antycznych siedmiu cudów świata pozostał do dzisiaj wielką zagadką historii. Przekazy mówią, że Chares z Lindos, uczeń rzeźbiarza Lizypa, stworzył gigantyczny posąg z brązu. Potrzebował na to prawie 20 lat, dokładnie od roku 299 do 280 p.n.e. Ale co do reszty brakuje przekonujących dowodów. Na wiele pytań brak jest odpowiedzi. Legenda głosi, że mieszkańcy wyspy Rodos chcieli tym posągiem uczcić Heliosa, boga słońca.

W pierwszej wersji posąg miał mieć 20 metrów' wysokości. Kosztorys przedstawiony przez Charesa wydał się zleceniodawcom bardzo niski. Dlatego też, gdy poznali wysokość przewidywanych kosztów', obarczyli rzeźbiarza nowym zadaniem. Mistrzu, stwórz posąg o wiele większy, Heliosowi ku chwale!

Jaką wielkość osiągnął w' końcu Kolos, jest do dziś przedmiotem sporu uczonych. Mierzył on na pewno 32 lub 36 metrów. Istnieją dowody potwierdzające obydwie wersje. Rozbieżności może wyjaśnić obrana metoda pomiaru. Jedni mierzyli posąg wraz z cokołem, inni bez. Nic wyjaśniono jednak nadal, czy posąg w ogóle stał na cokole.

Drugi punkt sporny stanowi pytanie, jak Kolos właściwie wyglądał. Istnieje bardzo wiele jego opisów, ale każdy z nich jest w mniejszym lub większym stopniu wytworem wyobraźni późniejszych twórców. Na podstawie pewnych zachowanych przekazów można przypuszczać, że Kolos stał w rozkroku przy wejściu do portu, tak że

wszystkie wpływające statki musiały pod nim przepływać. Innymi słowy: figura była właściwą bramą portu, tak jak to wiele lat później przedstawił Fischer z Erlach na swoim słynnym miedziorycie przedstawiającym ów cud świata. Inni twierdzą, że potężny posąg umieszczono na wzniesieniu lub nawet na górze; we wzniesionej ręce trzymał gigantyczny kocioł z. palnym olejem, który zapalony pełnił funkcje latami morskiej.

A może był to ceremonialny ogień przeznaczony na uroczyste okazje- rodzaj ognia olimpijskiego?

Są to kwestie sporne, ponieważ brak tu jakichkolwiek dowodów. Jedyne, co można w przybliżeniu stwierdzić, to to, że Kolos Rodyjski, niezależnie od swojego faktycznego wyglądu, miał imponować oraz przekonywać zarówno przyjaciół, jak i wrogów o potędze mieszkańców' Rodos. Był obliczony na wywoływanie wrażenia.

Już przed III stuleciem przed Chrystusem Rodos było wielkim centrum handlowym. Statki z Eginy, Chalkis, Koryntu i Cypru zawijały tutaj, żeby odnowić zapasy żywności i wody. Rodos rozwijało samodzielnie kontakty' handlowe, np. z Egiptem.

Egipt...

Nie wykluczano, że mieszkańcy Rodos, będąc pod wrażeniem ogromu gigantycznych piramid egipskich, chcieli u siebie zbudować coś równie wielkiego. Może tak, a może nie. Kwestia ta musi pozostać nie rozstrzygnięta, ponieważ brak jest dowodów.

W V wieku p.n.e. leżące w Azji Mniejszej, a należące do Grecji miasta usiłowały wyzwolić się spod uciążliwej władzy Persów. Wybuchło wiele powstań, ale Rodos pozostało neutralne. Jednakże tego rodzaju dyplomacja nie zdała się na nic. Persowie postanowili położyć kres powstaniom i zorganizowali wyprawę przeciwko miastom greckim, a w’ 490 roku p.n.e. przyszła kolej na Rodos. Mieszkańcy wyspiarskiego miasta Lindos stawiali bohaterski opór. Lindos należało rzucić na kolana. Rozpoczęto oblężenie. Zaciekłość, z jaką Persowie atakowali, wkrótce zmalała. Straty były zbyt duże, ale czas pracował na ich korzyść. Postanowiono wziąć Lindos głodem. Przede wszystkim brak wody miał zmusić obrońców do poddania się. Wódz Persów, Datis, przygotowywał się już do przejęcia miasta, gdy nieoczekiwanie nad Lindos nadciągnęły czarne chmury i zerwał się gwałtowny wiatr. Niebo pociemniało, rozpętała się gwałtowna ulewa. Lindos było uratowane. Naturalnie dla każdego - przyjaciela i wroga - jedynym wyjaśnieniem był cud. Dla mieszkańców miasta Lindos było jasne, że uratowała ich Atena Lindia.

Nawet dla wodza Persów było to jedyne logiczne wyjaśnienie. A z ludźmi znajdującymi się pod opieką tak potężnej bogini lepiej żyć w zgodzie. Datis poświęcił bogini Atenie bogate ofiary i zaniechał oblężenia. Persja i Rodos zawarły układ. Wyspa ponownie wykazała się swoimi zdolnościami dyplomatycznymi: wycofała się ze związku miast greckich i zbratała z potężną Persją. Jeżeli nie z czystej miłości, to może powodowana przekonaniem, że podobny cud drugi raz się nie zdarzy.

Siedemdziesiąt lat później, w roku 408 p.n.e., założono miasto Rodos. Leżało ono na północnym cyplu wyspy i miało demokratyczną konstytucje. Istniało w nim zgromadzenie ludu i zmieniająca się co pół roku rada. Mimo swej postępowej polityki wewnętrznej, Rodos - jako miasto i wyspa - miało dużo problemów w dziedzinie polityki zewnętrznej.

W 307 roku p.n.e., w czasie wojny z Egiptem, Rodos miało wspierać macedońskiego wodza Antygonosa,. zwanego Jednookim. Prowadzenie wojny z ważnym, a nawet najważniejszym partnerem handlowym nie jest proste. Rodos wzbrania się i za karę zostaje r. zaatakowane przez Demetriusza, syna Jednookiego. Użyto wtedy machiny wojennej, nie ustępującej wielkością późniejszemu Kolosowi Rodyjskiemu.

Czego nie zdołało dokonać wojsko i flota miała nadrobić machina wojenna! Otoczone i oblężone miasto broniło się uparcie, choć przed jego bramami powstawała gigantyczna machina. Budowano ogromną ruchomą wieżę. Jej podstawa mierzyła 22 metry, a wysokość wynosiła 30. Wnętrze podzielono na 9 poziomów, na każdym umieszczono otwory strzelnicze z katapultami. Owo monstrum wolno zbliżało się do bram i murów miasta. Grad strzał ognionośnych, wypuszczanych przez obrońców, miał podpalić machinę.

Ale wieża była na to przygotowana. Zewnętrzna konstrukcję stanowiły plecionki z umocowanymi na nich mokrymi skórami zwierzęcymi stale polewanymi woda- Na drugim poziomie wieży znajdował się specjalnie w tym celu umieszczony pojemnik 7 wodą. Na dolnych zamocowano kafary. Wokół wieży znajdowało się około 3400 żołnierzy, którzy dzięki niej dokonali wyłomu w murach miasta.

I wtedy Demetriusz popełnia fatalny i niewybaczalny błąd: osiągnąwszy tym manewrem punkt zwrotny w oblężeniu, przekłada samo zdobycie miasta na dzień następny. Obrońcy Rodos wykorzystują ten fakt i wykopują pułapkę. W nią to wpada monstrum i - niezdolne do manewru - tkwi unieruchomione w murach miasta, zatykając wyłom dokonany przez siebie. Demetriusz praktycznie przegrał. W każdym razie nie może już wygrać i proponuje układ, aby uprościć sprawę. Po dokładnym namyśle Rodos akceptuje tę propozycję. Pierwszy atak wprawdzie odparto, ale wojsko jest w złym stanie, a wróg mógłby w niedługim czasie zbudować nową machinę wojenną. Jeżeli ponownie dokonałby wyłomu w murze miasta i tym razem bez zwłoki, nie czekając następnego dnia, kontynuował atak, miasto musiałoby się bez wątpienia poddać. Wobec takiego stanu rzeczy Demetriusz proponuje zawarcie korzystnego pokoju. Musiał być zdeprymowany i zmęczony wojną. Mieszkańcy Rodos byli przekonani, że to Helios im pomógł. Jest on patronem miasta i wyspy. Już raz uratował miasto przed śmiercią  z pragnienia sprowadzając deszcz. Teraz sprawił, że o wiele potężniejszy przeciwnik proponuje zwyciężonym układ przyjaźni, jak równy równemu. Za to należało podziękować. 

Podziękowaniem miał być pomnik, olbrzymich rozmiarów statua z brązu. Tylko kto miałby ja sfinansować?

 Statua, jak zdecydowano, powinna dorównać wielkością machinie wojennej Demetriusza, czyli mierzyć około 40 metrów. Mieszkańcy zareagowali tak, jak ma to miejsce i dziś: pomyśleli przede wszystkim o ogromnych kosztach. Wtedy kupcy wpadli na genialny pomysł: sprzedali machinę wojenną Demetriusza. Otrzymali za nią 7800 kg srebra. Wystarczająco dużo, aby wykonać Kolosa Rodyjskiego.

Można było sobie nawet pozwolić na zatrudnienie najlepszego rzeźbiarza kraju, Charesa, znanego jako ucznia sławnego Lizypa. Cha-res, jak większość artystów, nie potrafił liczyć, a koszty go nie interesowały. W tym przypadku artysta wyznaczył jednak zbyt niską cenę. Kosztorys 20-metrowej statuy opiewał na tak niską sumę, że rzeźbiarz, natychmiast otrzymał nowe zadanie: wykonanie posągu dwa razy większego.

Chares jest szybki, zbyt szybki. Podwójna wysokość - podwójne koszty. W końcu mu-siał swój kosztorys zwiększyć aż ośmiokrotnie. Zużycie materiału jest ośmiokrotnie większe niż pierwotnie planowano. Innymi słowy: wielkie zlecenie zamiast przynieść mu spodziewane bogactwo, doprowadziło artystę do całkowitej ruiny. Dlatego trzeba było się pogodzić z drobnymi niedociągnięciami. Istnieją przekazy twierdzące, że stopy Kolosa musiano obciążyć potężnymi kamieniami, aby zabezpieczyć statuę przed runięciem np. w czasie sztormu. Dla wykonania odlewu opracowano nową technikę. Wokół Kolosa usypano wały ziemne, a figurę wykonywano we fragmentach. Następnie usunięto ziemię. Kolos z Rodos jednak długo nie postał. Wykonano go w 280 roku p.n.e., 50 lat później trzęsienie ziemi, między rokiem 227 a 224 p.n.e., spowodowało jego runięcie. Przełamał się nad kolanami i rozsypał się.

Po katastrofie opinie dotyczące kwestii, czy należy go odbudować, były podzielone; nie bez znaczenia była sprawa kosztów. Gdyby można zdobyć pieniądze na ten cel z innych źródeł... Może Ptolemeusz III z Egiptu byłby gotów pokryć koszty? Ale z pewnością oczekiwałby w rewanżu ustępstw politycznych. A tego obawiali się kupcy z Rodos. W końcu zdecydowano poradzić się wyroczni delfickiej. Odpowiedź brzmiała: „Co spoczywa, należy zostawić w spokoju/* Zastosowano się do tej rady, tzn. pozostawiono szczątki zwalonego posągu tam, gdzie runął. Leżał tak prawdopodobnie przez 9 wieków. Dopiero kalif Otman, który zdobył wyspę Rodos w roku 653 n.e., podobno sprzedał ten stary złom jakiemuś Żydowi. Jak powiadają 900 wielbłądów transportowało szczątki tego, kiedyś tak dumnego, olbrzyma do Syrii. Tam giną ślady Kolosa Rodyjskiego.

Twoja Ocena