Wątpliwości związane z bezpieczeństwem szczepionek. Niepokoiło też to, że małe dziecko musi przyjąć ich tak dużo. „Pytaliśmy lekarzy, farmaceutów, homeopatów, lekarzy medycyny chińskiej, znajomych, rodzinę. Po zgromadzeniu wiedzy o chorobach zakaźnych, grupach ryzyka i innych metodach profilaktyki uważam, że stosunek zysków do ryzyka nie przemawia na korzyść szczepień.

Jeśli moje dziecko zachoruje na jakąś chorobę, przeciw której nie było szczepione, to zawsze mam czas, aby zapewnić mu jak najlepszą opiekę medyczną. A w przypadku wystąpienia niepożądanych odczynów poszczepiennych? Dziecko nie ma żadnych szans na normalne życie. Dlatego na razie zrezygnowaliśmy ze szczepień. Jak dzieci będą starsze, zastanowimy się ponownie” - przekonuje Przemysław.

On oraz inni rodzice, którzy sceptycznie podchodzą do przymusu szczepienia, założyli ogólnopolskie stowarzyszenie wiedzy o szczepieniach STOP NOP NOP to skrót od niepożądanych odczynów poszczepiennych. Ciągle zgłaszają się do nich nowi rodzice, których dzieci zachorowały po przyjęciu szczepionki.

CZY GROZI NAM EPIDEMIA?

Według danych Państwowego Zakładu Higieny niepożądane odczyny poszczepienne odnotowano w ubiegłym roku u 1130 pacjentów. Zdaniem „antyszczepionkowców” ta liczba jest niedoszacowana. Jednak lekarze studzą emocje. Wśród przypadków NOP większość stanowią reakcje zupełnie niegroźne dla zdrowia i życia dziecka.  

 Gdyby przyjąć klasyfikację Światowej Organizacji Zdrowia, 282 ubiegłoroczne przypadki NOP należałoby uznać za ciężkie. Według WHO ciężkie to takie, które wymagają hospitalizacji. Jednak polscy eksperci przyjęli inne reguły, bo jak przekonują, czasami dziecko jest hospitalizowane choćby z powodu wysokiej temperatury. Dlatego według klasyfikacji, jaką przyjmuje PZH, jedynie 4 ubiegłoroczne przypadki należy uznać za ciężkie. W ubiegłym roku dzieci, które odchorowały szczepionkę, najczęściej cierpiały z powodu wysokiej gorączki, zaczerwienień czy nadmiernej płaczliwości. Zdarzały się jednak również ataki padaczki, utrata przytomności czy bezdechy.

Mimo to eksperci nie zostawiają na ruchu antyszczepionkowym suchej nitki: „Na głupotę nie ma rady. Ci rodzice nie są lekarzami, nie znają badań. Boją się działań niepożądanych? Przecież wystarczy wziąć ulotkę pierwszego lepszego lekarstwa. Każde ma jakieś działania niepożądane. Uważam, że rodzice, którzy odmawiają szczepienia, są zwyczajnie nieodpowiedzialni” - mówi.

Rzecznik Głównego Inspektora Sanitarnego: „Rodzice tych dzieci mówią: moje dziecko nie jest szczepione i nie choruje. Oczywiście, że tak, bo żeruje na tych, którzy są zaszczepieni. Mamy tu do czynienia z tzw. odpornością populacyjną. Dzięki temu, że wszczepionych jest ok. 97 proc, dzieci, ryzyko zachorowania jest bliskie zeru” - tłumaczy.

Lekarze ostrzegają, że problem zacznie się, kiedy stosunkowo mała jeszcze grupa przeciwników szczepionek sprawi, że magiczna granica 95 proc, wyszczepialności nie zostanie osiągnięta. Jeśli doszłoby do tego, że co dziesiąte dziecko nie byłoby szczepione na jedną z chorób zakaźnych - istnieje duże ryzyko wystąpienia epidemii. Dlatego - zdaniem większości specjalistów - decyzja o szczepieniu nic powinna być indywidualną sprawą rodzica, bo od niej zależy bezpieczeństwo całego społeczeństwa. Dzięki masowym szczepieniom udało się wyeliminować chociażby czarną ospę czy chorobę Heinego-Medina. Większość młodych rodziców nie pamięta epidemii poliomyelitis (polio) pod koniec lat 50. w Polsce. Zachorowało wówczas ponad 6 tys. osób, a prawie 350 zmarło. Choroba Heinego-Medina, którą wywołuje wirus polio, stała się wtedy postrachem każdego rodzica. Na przełomie lat 1959-60 rozpoczęły się masowe szczepienia. Na efekt nie trzeba było długo czekać. Ostatni przypadek zachorowania odnotowano w Polsce w 1984 roku, a prawie 10 lat temu Światowa Organizacja Zdrowia uznała Europę za wolną od polio.

ŻYCIE DZIECKA NA SZALI

Obecnie w Polsce na liście obowiązkowych szczepień znajdują się preparaty uodpamiające na dziesięć chorób zakaźnych: gruźlicę, błonicę, krztusiec, polio, odrę, świnkę, różyczkę, tężec, wirusowe zapalenie wątroby typu B oraz zakażenie Hib. Jeszcze do niedawna sanepid karał wysokimi grzywnami rodziców, którzy odmawiali szczepienia, jednak przed wakacjami Najwyższy Sąd Administracyjny orzekł, że nic ma takiego prawa. Niezależnie od tego służby sanitarne każdy taki przypadek szczegółowo rejestrują. „Większość osób, które w pierwszej chwili odmawiają szczepienia, po rozmowie ze specjalistą zmienia zdanie” - twierdzi GIS. Jednocześnie specjaliści pracują nad nowelizacją prawa dotyczącego szczepień. „Chcemy ująć to tak, że szczepienie jest obowiązkiem  rodzicielskim. Nie chodzi o to, żeby za jego zaniechanie karać rodziców” - zapewnia. W Polsce pod pojęciem szczepienie obowiązkowe kryje się jego 99 refundacja. Oprócz w szczepień obowiązkowych są więc jeszcze zalecane. Za nie rodzice muszą zapłacić sami. To m.in. preparaty zapobiegające biegunkom rotawirusowym, kleszczowemu zapaleniu mózgu, ospie wietrznej czy zakażeniom wywołanym przez pneumokoki. To te ostatnie wywołują najwięcej emocji. Wiele osób krytykuje chociażby poruszające i wpędzające nieszczepiących rodziców w poczucie winy reklamy, emitowane w telewizji pod hasłem „Stop pncumokokom”. Profesor Jan Zdunek: „Na co dzień widzę ciężko chore dzieci, których rodzice mają pretensje: dlaczego nikt nam nie powiedział, że powinniśmy zaszczepić dziecko na pneumokoki. I nie mam wątpliwości - jest ich więcej niż dzieci z niepożądanymi odczynami poszczepiennymi” - mówi.

Po drugiej stronie barykady, naprzeciw tych, których dzieci ucierpiały z powodu szczepionek, są rodzice, którzy dziś gorzko żałują, że dziecka nic zaszczepili. Podczas gdy rodzice ze Stowarzyszenia STOP NOP walczą o prawo do odmowy podania szczepionek swoim dzieciom, rodzice ze Stowarzyszenia „Parasol dla życia” chcą, żeby szczepienie przeciwko pneumokokom znalazło się na liście tych obowiązkowych, a co za tym idzie refundowanych. W tej chwili przeciwko pneumokokom szczepi się ledwie pięć procent dzieci. W przyszłym roku, kiedy państwo obejmie refundacją szczepienie wcześniaków, ta liczba wzrośnie dwukrotnie. To cały czas za mało. Sabina Szafraniec, prezes „Parasola dla życia”, uważa, że bilans strat i zysków nie powinien budzić wątpliwości- „Każdy rodzic musi na jednej szali położyć bardzo duże prawdopodobieństwo zachorowania na inwazyjną chorobę bakteryjną wywołaną bakterią pneumokoka, a na drugiej bardzo wątpliwe ryzyko wystąpienia powikłań po szczepionce. I niech oprze się na faktach i wynikach badań, a nie dywagacjach ruchów antyszczepionkowych, które nie są w żaden sposób poparte rzetelnymi badaniami medycznymi” - mówi. Ona sama dziękuje dziś za każdy dzień życia swojego syna. Jesienią 2005 roku u Jakuba zdiagnozowano śmiertelną chorobę - pneumokokowe zapalenie opon mózgowych w przebiegu z sepsą (posocznicą), zapaleniem płuc i obustronnym zapaleniem ucha środkowego. Po dwumiesięcznej walce o życie Kubę udało się wyleczyć. Pozostałością po strasznej chorobie jest trwała głuchota na jedno ucho. „Moja historia jest wyjątkiem” - podkreśla Sabina Szafraniec. „Inne dzieci nie miały tyle szczęścia, co Kubuś”. Na co dzień pomaga rodzicom niepełnosprawnych dzieci ciężko okaleczonych po infekcji pneumokokowej i tym, których córek i synów nie udało się uratować.

Twoja Ocena



Facebook Conversations