Od 2001 r. na całym świecie spadło ponad 400 amerykańskich dronów wojskowych. Ku zaskoczeniu zestrzelenie przez nieprzyjaciela wcale nie należy do najczęstszych przyczyn upadków. Terroryści, przeciw którym działają drony, w większości przypadków nie dysponują nawet niezbędnymi środkami do zestrzelenia wojskowego drona.

Zdalnie sterowane samoloty mogą być wyposażone w kamery, czujniki i broń. Po długich dekadach prac i testów systemy bezzałogowe stały się standardowym wyposażeniem armii. Bezpilotowe „obiekty latające” były wykorzystywane już w przeszłości. Zawsze wykorzystywały najnowocześniejsze technologie i zdobycze swoich czasów. Współcześnie są to łącza radiowe, satelity, GPS, kamery na podczerwień itp. Jeśli ktoś, powiedzmy 150 lat temu, chciał zrzucić bombę na cudze terytorium, potrzebował do tego balonu napędzanego gorącym powietrzem, odpowiedniego wiatru oraz pewnej dozy szczęścia. Dziś dzięki nowoczesnej technice czynnik szczęścia nie jest już tak istotny. Drony nie są zależne od kierunku wiatru, ale od połączenia satelitarnego. Amerykańskie maszyny MQ-1 Predator i MQ-9 Reaper nie latają na misje samotnie. System obronny tworzą zazwyczaj 4 drony, przy czym każdy z nich jest pilotowany przez inną naziemną załogę. Koszty wybudowania tego systemu sięgnęły ok. 54 min dolarów. Załoga drona składa się z dwóch osób: pilota, którego zadaniem jest sterowanie drenem oraz operatora sensorów, który obserwuje działanie poszczególnych kamer, czujników i skanerów, np. analizuje obrazy z kamer na podczerwień lub noktowizyjnych. Obaj są od siebie całkowicie zależni, a dodatkowo współpracują z załogami innych drenów. Baza, w której pracują załogi, może znajdować się w pobliżu miejsca operacji (np. Port lotniczy Al-Bakr w Iraku) lub setki kilometrów od miejsca akcji, np. Creech Air Force Base w Newadzie, z której swoimi misjami sterują m.in. brytyjskie zespoły operacyjne.

RADIO CZY SATELITA?

Lecący dron jest sterowany z bazy za pośrednictwem satelitów. Przez radio drony pilotowane są tylko podczas startu i lądowania w pobliżu bazy operacyjnej. Komunikacja przez satelitę ma opóźnienie kilkuset milisekund, czyli zbyt wiele dla bardzo skomplikowanych zadań. Ponieważ drony wytrzymują w powietrzu nawet cały dzień, załogi muszą zmieniać się w ciągu jednego lotu samolotu. Zazwyczaj każda załoga jest odpowiedzialna za inną część lotu. Przykładowo ta w bazie irackiej zajmuje się startami. Gdy samolot jest już w powietrzu, przejmuje go załoga z bazy w Newadzie, która wypełnia określoną misję, a później dron znowu wraca pod kontrolę pierwszej załogi, która ląduje samolotem. W większości przypadków załoga startująca i lądująca nie ma nawet pojęcia, gdzie odbywała się misja drona

KRÓTKA PODRÓŻ W PRZESZŁOŚĆ

Pomysł transportowania bomb na terytorium nieprzyjaciela nie powstał wcale w kręgach prezydenta Busha. Pojawił się o wiele wcześniej, już podczas wojny secesyjnej w Stanach Zjednoczonych (1861-1865). Wówczas bardzo przydatnym środkiem transportu były balony (w mniejszym stopniu wykorzystywano je już w bitwach napoleońskich na przełomie XVIII i XIX w.). Przydawały się zwłaszcza w misjach rozpoznawczych. Ale pojawiły się również próby zrzucania bomb z balonów.

BOMBA W BALONIE...

Wówczas opatentowano nawet bezzałogowy balon, który na swoim pokładzie niósł materiały wybuchowe. W koszu miał wbudowany bezpiecznik czasowy, który po pewnym czasie odwracał kosz do góry dnem. Z wielu różnych powodów - złych warunków pogodowych lub nieodpowiedniego nastawienia bezpiecznika - żaden balon nie dotarł nad swój cel, czyli nad stanowiska Konfederatów, i bomba spadała często na szeregi żołnierzy Unii. Ale pomysł przetarł szlaki dla następnych wynalazków!

... ALBO NA LATAWCU

Kolejnym przodkiem dzisiejszych dronów była konstrukcja podobna do latawców. Latawce (kitę) wykorzystywano przede wszystkim do celów rozpoznawczych. Umieszczano na nich aparaty fotograficzne, a do spustu migawki prowadził bardzo długi sznurek. Ta technologia została po raz pierwszy wykorzystana w 1898 r. podczas wojny amerykańko-hiszpańskiej. Były to pierwsze wojskowe zdjęcia lotnicze w historii.

PROTOTYPY, KTÓRE POZOSTAŁY PROTOTYPAMI

Warto również wspomnieć o próbach i prototypach różnych bezpilotowych samolotów sterowanych radiem, które opracowywano podczas pierwszej wojny światowej. Chociaż niektóre wyglądały obiecująco, żaden z nich nie ukończył fazy testów przed końcem wojny. Peter Cooper Hewitt (1861-1921) i Elmer Ambrose Sperry (1860-1930) stworzyli projekt torpedy powietrznej, nazwanej Hewitt--Sperry Automatic Airplane. Wyposażyli ją w swój wynalazek - automatyczny żyroskop stabilizacyjny. Ich bezzałogowy zdalnie sterowany samolot w określonym miejscu, po ustawionym dystansie zaczynał po prostu spadać. Chociaż testy wypadły nadspodziewanie dobrze, samolot nie wziął udziału w wojnie. Ten sam los spotkał wynalazek Karola Franklina Ketteringa (1876-1958), który W okresie międzywojennym nie próżnowali też Brytyjczycy. Wynaleźli Queen Bee - samolot, który osiągał prędkość aż 160 km/h i potrafił lądować, więc był wielokrotnego użytku. Służył tylko do ćwiczeń.

NAJCIEMNIEJSZY OKRES W DZIEJACH

Kamieniem milowym była druga wojna światowa. Niemcy mieli swoje V-1 (niem. Vergeltungswaffe-1) napędzane silnikami wtryskowymi. Te automatyczne pociski samolotowe o zasięgu 240 km osiągały prędkość 656 km/h. Niemcy wystrzelili ich ok. 10 tys. na Wielką Brytanię, ale do celu doleciała zaledwie 1/4 z nich. Kolejne tysiące pocisków wystrzelono na Antwerpię i Brukselę. Amerykanie do niszczenia niemieckich baz wojskowych i fabryk zbrojeniowych używali zmodyfikowanych bombowców PB4Y-1 Liberator. Modyfikacja polegała na tym, że samoloty były bezzałogowe, sterowane radiem i wypełnione materiałami wybuchowymi. Maszyna nie potrafiła sama wystartować, więc do określonej wysokości samolot wznosiła dwuosobowa załoga, która wyskakiwała z bombowca ze spadochronami. Od tego momentu PB4Y-1 Liberator działał jak dron. Pierwsza próba zakończyła się niepowodzeniem. Bombowiec wybuchł, zanim zdążyli opuścić go porucznicy Joseph Patrick Kennedy Jr. (1915-1944), starszy brat Johna F. Kennedy’ego 35. prezydenta USA, i Wilford John Willy (1909-1944).

JAPOŃCZYCY BOMBARDUJĄ USA

Nad bezzałogowymi dronami pracowali również Japończycy. Aby zmienić niekorzystny bieg wojny wypuścili nad terytorium USA bomby balonowe fu-go, pod którymi zawiesili ładunki. Mimo że wypuścili ok. 9000 balonów, ich skuteczność okazała się niemalże zerowa. Do jednego potwierdzonego wybuchu, w którym zginęli ludzie, doszło w maju 1945 r. w pobliżu Klamath Falls w stanie Oregon. Istniało jeszcze wiele wynalazków, ale Żaden z nich nie znalazł się w standardowym wyposażeniu armii. Dopiero bezzałogowy MQ-1 Predator jako pierwszy dron znalazł miejsce w uzbrojeniu.

Twoja Ocena



Facebook Conversations