Nierozstrzygnięta pozostaje kwestia przyznawania się do swojej nieparzystości. Rzecz jest prosta, gdy na swej drodze spotykamy singla. Wówczas singielstwo staje się hasłem, które zbliża, przyciąga bratnią duszę. Nie jest też wielkim problemem mówienie o braku partnera, gdy jest się w młodym wieku, który nie budzi negatywnych skojarzeń.

Z czasem jest coraz trudniej. Pojawiają się wścibskie pytania i niezbyt miłe komentarze. Nawet jeśli mamy tolerancyjnych przyjaciół, nie sposób uniknąć w swoim otoczeniu osób, które nie wykazują się życzliwością. Dalsza rodzina, koledzy z pracy, sąsiedzi, znajomi z siłowni czy basenu mogą nam przypiąć łatkę. Im więcej takich ludzi w pobliżu, tym trudniej przyznawać się do swojej sytuacji. Inna sprawa, że czasami wystarczy jedna upiorna ciotka czy złośliwa koleżanka, by stworzyć wrażenie, że cały świat jest przeciwko nam. Jak się wtedy zachować? Jest wiele metod przyznawania się do nieparzystości i jej tłumaczenia, a także równie dużo, a może nawet więcej, sposobów unikania prawdy. To, jak przekazujemy informację o swojej nieparzystości, wiele mówi o naszym stosunku do życia i do zaistniałej sytuacji życiowej. Daje rozmówcy sygnał, jak sobie radzimy z niewygodnymi pytaniami i trudnymi odpowiedziami. Jest swego rodzaju testem, którego wprawdzie nie można oblać, ale jego wynik może wpłynąć na nasz wizerunek.

"Nie mam czasu na związki"

To argument, który przekona wyłącznie pracoholików i pasjonatów, ale warto go mieć w zanadrzu, bo istnieje i czasami bywa pomocny, ucinając dyskusje. Dobrze jednak znać jego słabe strony. Kiedy twierdzimy, że nie mamy czasu na coś tak ważnego jak uczucie, to sobie sami wystawiamy kiepską ocenę. Pokazujemy, że nasza hierarchia wartości ustawiona jest według przedziwnych kryteriów, a to z kolei stawia pod znakiem zapylania naszą wiarygodność, lojalność, uczciwość, czyli wszystko to, co wiąże się właśnie z systemem wartości.

„Tak mi dobrze!"

Wśród singli, które w ten sposób ogłaszają światu swoją nie-parzystość, tylko część rzeczywiście czuje się dobrze. Reszta wybrała taką formę, bo zapewnia im ona - w ich pojęciu -wyjście z twarzą z sytuacji, w której się znalazła. Przyznanie się do samotności, zdaniem wielu osób, jest równoznaczne z przyznaniem się do porażki życiowej, więc aby tego uniknąć, lepiej uciec w swego rodzaju manifest. Zaletą tego pomysłu jest jego wyrazistość, wykluczająca dyskusję, wadą zaś - jednoznaczność, która blokuje sytuacje, mogące przynieść nowy związek.

„Sam nie znaczy samotny"

To jak tłumaczenie się, że jest tylko trochę źle. Dobre wśród osób tolerancyjnych i życzliwych, kiepsko jednak sprawdza się wobec ludzi o usposobieniu mniej serdecznym. Zdradza podskórny problem z zaakceptowaniem tego stanu i otwiera drogę do mniej lub bardziej oczywistych kąśliwości.

„Nie idę w życiu na łatwiznę"

Jasna informacja, że mamy do czynienia z kimś, kto ma wymagania. Odsiewa amatorów łatwych zdobyczy, pozostałym sugeruje, że muszą się postarać. Uczciwe postawienie sprawy. Rodzi jednak jedno niebezpieczeństwo - buduje wokół nas mur, na sforsowanie którego nie każdy (nawet potencjalnie świetny kandydat) będzie miał ochotę. Znajomość rozpoczynana od pokazania trudności może nie przerodzić się w coś bliższego. Choć jeżeli już to się uda, jest szansa na naprawdę trwały związek.

„Wciąż szukam"

Łagodniejsza wersja niezgody na tak zwane „byle co". Nie ma tak dużej siły odrzutu jak „nie idę na łatwiznę", nie obudowuje nas przezroczystym murem. Może jednak wskazywać na niezdecydowanie i marudzenie. Zwłaszcza w przypadku nieco starszych singli budzi podejrzenie, że szukają, by szukać, a nie znaleźć.

„Singiel, ale nieortodoksyjny"

Tak sformułowane „przyznanie się do winy" informuje o nieparzystości, a jednocześnie wyklucza nas z grona zatwardziałych ideologów życia bez pary. To przekaz, że tak się ułożyło, ale nie mamy nic przeciwko temu, by w przyszłości ułożyło się inaczej. Sygnał, że mamy sympatyczny dystans do siebie.

Twoja Ocena