Zmuszeni do przebywania z tą samą kobietą w pokoju biurowym przez osiem godzin dziennie, nie widząc ani przed sobą, ani przed nią bliskich perspektyw awansu, wybieramy stosunkowo najmniejsze zło i zakochujemy się w niej. Jeśli pokój jest wieloosobowy, mamy możliwości wyboru.

Jeśli tylko dwuosobwy, nie szukamy kobiety do zakochania się ani w sąsiednim pokoju, ani w sąsiednim korytarzu, a tym bardziej w sąsiednim budynku, tylko decydujemy się od razu na najbliższą sąsiadkę, ponieważ i tak nas ona nie ominie, zaś dwie koleżanki z pracy plus żona — to już może się w pewnych szczególnie niekorzystnych wypadkach okazać za wiele.

Do akcji przystępujemy natychmiast, nie czekając, aż minie próbny okres zatrudnienia, ponieważ jeśli się nie utrzymamy w pracy — sąsiadka zza biurka sama nie będzie reflektowała na bezrobotnego, natomiast jeśli się utrzymamy, zakochanie się po trzech miesiącach może zostać potraktowane przez nią jako niezrozumiale nachalstwo.

Zakochanie się w koleżance z pracy rozpoczynamy od wyrażenia zgody na poczęstowanie nas przez nią jej własnym cukrem do herbaty, którą przyniosła woźna. Jeśli bez wahania cukier przyjmiemy, następną oznaką naszego zakochania się będzie przyjęcie od koleżanki śniadania, którym się z nami podzieli. Zakończenie tego etapu zakochania się w koleżance z pracy sygnalizuje ona sama propozycją wspólnego wypicia kawy na mieście w godzinach pracy. Jeśli przy płaceniu oświadczy, byśmy się nie fatygowali, ponieważ ma drobne, to bez względu na to, czy ma ona drobne, czy nie ma, nie fatygujemy się, aby jej przypadkiem nie urazić.

Drugi etap zakochania się w koleżance z pracy rozpoczynamy od wyrażenia zgody na spotkanie się z nią wprost na mieście, zamiast w pracy, pod osłoną zaświadczenia lekarskiego, o które się dla siebie i dla nas wystarała. Ewentualne wyrzuty sumienia, możliwe zwłaszcza w okresie próbnym, tłumimy siłą uczucia do koleżanki, które zaprowadziło nas już tak daleko. Jeśli koleżanka z pracy należy do wybitnie nieśmiałych, „na mieście” — oznaczać może kawiarnię w kamienicy, w której mieszka. Jeśli należy do po prostu nieśmiałych, „na mieście” — oznacza od razu jej mieszkanie. W wypadku koleżanki wybitnie nieśmiałej przezwyciężamy jej wybitną nieśmiałość godząc się na propozycję obejrzenia jej skromnego mieszkania dopiero po pół godzinie. W wypadku koleżanki po prostu nieśmiałej godzimy się na jej propozycję już po kwadransie.

Drugi etap zakochania się w koleżance z pracy kończymy — jeśli jest samotna — z wybiciem godziny zakończenia pracy w biurze, jeśli zaś jest mężatką — na godzinę przed powrotem męża z pracy, po to, aby umożliwić jej: uporządkowanie siebie, mieszkania oraz zgotowanie czegoś do zjedzenia dla męża.

Trzeci etap zakochania się w koleżance z pracy polega na ustaleniu realnego harmonogramu spotkań, pozostawiającego pewien konieczny margines na pracę zawodową i życie osobiste. Trzeci etap trwa w zasadzie aż do momentu wygaśnięcia stosunków służbowych jednej ze stron, przejścia na emeryturę bądź przeniesienia zakochanych do różnych pokoi w wyniku reorganizacji lub awansu. Dłuższe rozłąki, związane z urlopem bądź załatwieniem sobie wczasów zdrowotnych, nie są wskazane, ponieważ nakłada to obowiązek natychmiastowego zakochania się w koleżance z domu wczasowego albo w koleżance z tego samego oddziału sanatorium, co z kolei zmusza do ponownego przejścia tych wszystkich trzech uciążliwych etapów, i to jeszcze na dodatek w skróconym terminie.

Twoja Ocena