Kochać nic nie robić można godzinami, tygodniami, miesiącami, a nawet latami, w zależności od tego, czego się nie robi, kiedy się nic nie robi i czego się nie robi, kiedy się coś robi. Nic nie robić godzinami pozwala nam każda robota. Aby jednak w okresie nicnierobienia nie marnować czasu, należy sobie z góry, podobnie jak w robocie, czas dobrze zaplanować.

Na przykład pracując w biurze planujemy sobie przed przyjściem do pracy, że w godzinach, kiedy kierownik nasz wyjdzie na umówioną konferencję, udamy się do fryzjera. W ten sposób czas, który normalnie każdego dnia przeznaczamy na nicnierobienie, został zaplanowany. Cóż jednak poczniemy, jeśli konferencja zostanie odwołana albo kierownik nasz pod jakimś pretekstem wymiga się z niej, jak to się często zdarza? W tej sytuacji, jeśli wcześniej nie obmyśliliśmy drugiego wariantu planu, zmuszeni jesteśmy improwizować. A więc, z nikim uprzednio nie umówieni, wyskakujemy na kawę, składamy nie zapowiedzianą wizytę koledze bądź koleżance w innym dziale, nie mając pewności, czy oni właśnie, mądrze uprzednio zaplanowawszy plan nicnierobienia w kilku wariantach, nie są akuratnie u fryzjera — jednym słowem lekkomyślnie trwonimy cenne godziny, przeznaczone na nicnierobienie.

Właściwe planowanie nabiera szczególnej wagi w wypadku, jeśli decydujemy się na nicnierobienie kilkutygodniowe. Musimy pamiętać zawsze o tym, że zwolnienie lekarskie umożliwia nam tylko nicnierobienie, ale go nam w żadnym wypadku nie wypełnia. Toteż jeśli przed uzyskaniem zwolnienia lekarskiego nie załatwimy sobie wczasów, wizyty u ciotki w górach lub nad morzem albo wyjazdu z kimś, kto na zasadzie dobrowolnej umowy zgodził się z nami wyjechać na kilkutygodniowe nicnierobienie — narazimy się nieuchronnie na bezsensowną wegetację, która w wypadkach skrajnych doprowadzić nas może wręcz do skrócenia sobie okresu przeznaczonego uprzednio na nicnierobienie oraz do desperackiego powrotu do pracy.

Na nicnierobienie miesiącami lub latami pozwolić sobie możemy tylko w dwóch wypadkach: albo jeśli jesteśmy posiadaczami wysokiego konta dewizowego w banku handlowym, umożliwiającego nam np. podróżowanie dookoła świata własnym jachtem, albo jeśli jesteśmy bohaterem współczesnego filmu — bez względu na kategorię uposażenia. W tym drugim wypadku kochanie nicnierobienia jest szczególnie mile widziane.

Twoja Ocena