Konsumenci są bardziej świadomi zdrowia niż kiedykolwiek, więc niektórzy producenci żywności używają wprowadzających w błąd sztuczek, aby przekonać ludzi do kupowania wysoko przetworzonych i niezdrowych produktów. Jak poprawnie czytać etykiety na produktach spożywczych?

Nie wierz etykietom

 Pomyśl dwa razy, zanim skusisz się na produkt z napisem „Nie zawiera cholesterolu” lub „W 90% wolny od tłuszczu”. Cholesterol to tłuszcz, który występuje tylko w produktach zwierzęcych - mięsie, rybach, jajkach i mleku. Dlaczego więc na produktach roślinnych umieszcza się informacje, że nie zawierają cholesterolu? Bo producenci żywności wiedzą, że ludzie martwią się swoim podwyższonym poziomem cholesterolu, a nie wszyscy zdają sobie sprawę, że rośliny i ich przetwory go nie zawierają.

Jeżeli produkt jest „w 90% wolny od tłuszczu”, to i tak zawiera go 10%. Opatrując przekąski i ciasta takimi etykietami, producenci starają się przekonać nabywców, że są one zdrowe. Nie daj się zwieść napisom: „Nie zawiera sztucznych barwników”, gdyż może być to tylko część prawdy. Produkt może zawierać inne dodatki. Sprawdź dokładnie jego skład na etykiecie.

Szukaj artykułów, które mają krótką listę składników

 Ilekroć w sklepie weźmiesz do ręki produkt, na którego opakowaniu widnieje długa lista składników, od razu odłóż go z powrotem na półkę. Aż strach pomyśleć, że większość z tych składników to cukier pod różnymi postaciami oraz substancje chemiczne. Dodawane są do żywności nie dla twojego dobra, ale dla dobra producenta - mają poprawiać wygląd i smak produktu oraz wydłużyć jego termin przydatności do spożycia. Takie dodatki nie mają nic wspólnego z naturalnymi wartościami odżywczymi i smakowymi. Im lista jest krótsza, tym lepiej.

Uważaj na dodatki

W Europie, zanim barwniki i konserwanty zostaną dopuszczone do produkcji, przechodzą rygorystyczne testy. Nadal jednak powinniśmy uważać na te, wymienione niżej, bo mogą być szkodliwe.

Barwniki coal tar i azo: E102 (tartrazyna), E104, El 10, El22, El23, E124, E127, E128, E129, E131, E132, E133, El 51, E154, E155, E120 i E160b (anatto).

- Benzoesany i siarczany: E210, E211 i E220-288.

- Syntetyczne przeciwutleniacze: E310, E311, E320, E321.

- Obawy przed sztucznymi barwnikami skłoniły niektóre koncerny do wycofania się z nich całkowicie. Nie oznacza to jednak, że nie dodają innych barwników do swoich produktów, aby nadać im bardziej atrakcyjny wygląd.

Do barwników pochodzenia naturalnego należą: El00 - żółty barwnik z kurkumy oraz El62 - czerwony barwnik z korzenia buraka. Reakcje uczuleniowe na te barwniki nie występują często, ale jednak się zdarzają, więc lepiej unikać produktów z niepotrzebnymi dodatkami.

Dowiedz się, co naprawdę znaczy określenie „żywność organiczna"

Takiego określenia można używać tylko po uzyskaniu specjalnego certyfikatu, który poświadcza, że producent stosuje się do pewnych zasad i procedur. Produkty „organiczne” to takie, przy których produkcji nie stosuje się genetycznie modyfikowanych nasion, nawozów sztucznych lub pochodzenia komunalnego, chemicznych środków ochrony roślin lub herbicydów oraz napromieniowania promieniami gamma. Produkty roślinne mogą być oznaczone jako „100% organiczne”, „organiczne” (organiczne w 95-99%) lub „wytworzone z udziałem produktów organicznych” (organiczne w 74-94%). Organiczne mięso to takie, które zostało uzyskane ze zwierząt karmionych wyłącznie paszą organiczną, bez żadnego udziału produktów pochodzenia zwierzęcego. Nie wolno im też podawać hormonów ani antybiotyków, muszą być regularnie wyprowadzane z pomieszczeń, w których są trzymane, i być traktowane w sposób humanitarny.

Nie ufaj nalepkom z napisem: „Produkt naturalny"

Użycie słowa „naturalny” jest znacznie bardziej dowolne niż słowa „organiczny”. Nie istnieją zasady i procedury

(ani kontrole), które muszą być spełnione przez producenta, by mógł określać produkty jako naturalne. Jeśli więc mięso nazywane jest „naturalnym”, ponieważ zwierzętom nie podaje się antybiotyków i hormonów, powinno to być zaznaczone na opakowaniu i zgodne z prawdą. Producentom „naturalnej” żywności można wierzyć albo nie.

Uważaj na określenie „porcja"

 Często lista wartości odżywczych na etykiecie produktu podana jest w taki sposób, byśmy uważali, że spożywamy mniej kalorii niż w rzeczywistości. Na przykład podaje się kaloryczność „porcji”, a nas powinna interesować zawartość kaloryczna opakowania. Bywa, że na opakowaniu batonika, który każdy zjada od razu, widnieje informacja, że są to dwie porcje. Jeśli więc przeczytałeś, że porcja zawiera 100 kcal, musisz dokonać korekty - ten batonik to nie 100, ale 200 kcal!

Poznaj „pełną" prawdę

 Producenci wiedzą, że klienci, którzy pragną zdrowo się odżywiać, poszukują produktów zbożowych z pełnego przemiału. Czasem jednak na opakowaniach produktów umieszczają napis: „zawiera płatki zbożowe”. W rzeczywistości jednak to, czego poszukujemy, to informacja, że chleb lub płatki wyprodukowano z mąki razowej lub z pełnego przemiału.

Nie wierz w to, co piszą o płatkach

 Jeśli chcesz jeść na śniadanie zdrowe płatki zbożowe, nie czytaj reklamowych zapewnień na ich opakowaniach, lecz od razu spójrz na listę składników. Sprawdź, czy na pierwszym miejscu są ziarna zbóż. Wybierz takie, które nie zawierają cukru (zawsze możesz go dodać). Potem zerknij na wartość odżywczą jednej porcji. Najlepsze płatki powinny zawierać mnóstwo błonnika. Mocno dosładzane płatki, podawane regularnie dzieciom, wyrabiają w nich łaknienie cukru i przyzwyczajenie do jedzenia słodyczy, z których później trudno zrezygnować.

Nie daj się utopić w łyżce wody

 Nie zdziwimy się, jeśli woda będzie wymieniona jako główny składnik zupy. W końcu do przyrządzenia zupy potrzeba jej dość dużo. Wiele dressingów do sałatek składa się głównie z wody, a ponieważ nie da się jej normalnie wymieszać z olejem, potrzeba mnóstwo chemicznych substancji, by nadać jej pożądaną konsystencję. Woda jest tania, więc producenci żywności bardzo ją lubią.

Sprawdzaj zawartość glutaminianu sodu

Czytaj całą listę składników artykułów spożywczych, które kupujesz. Zazwyczaj na jej końcu czai się monoglutaminian sodu (jeśli dany produkt go nie zawiera, jest to podane grubą czcionką na widocznym miejscu). Występuje on albo pod własną nazwą, albo jako hydrolizowane białko sojowe, drożdże autolizowane lub kazeina sodu. Monoglutaminian sodu to syntetyczna wersja substancji znanej w Japonii pod nazwą urnami, która występuje naturalnie w niektórych pokarmach, np. w parmezanie, sosie sojowym i grzybach. Monoglutaminianu sodu używa się w kuchniach krajów azjatyckich. Ostatnio zyskał on złą sławę, kiedy okazało się, że może wywoływać bóle głowy i inne nieprzyjemne objawy. Dziś wiele restauracji orientalnych chwali się, że nie używa tej substancji, ale producenci żywności wciąż przemycają ją w swoich wyrobach jako środek podnoszący walory smakowe.

Twoja Ocena