Polskie przepisy drogowe są niespójne, oznakowanie dróg fatalne, a policjanci, strażnicy miejscy i inspektorzy transportu drogowego często nie wiedzą, co robią. Powodów, żeby nie przyjmować mandatów nie brakuje. Informujemy, kiedy i jak warto to zrobić

Zacznijmy od tego, czym w ogóle jest mandat. To uproszczona forma nałożenia kary, którą można zastosować tylko, gdy dokładnie wiadomo, że rzeczywiście doszło do wykroczenia i nie ma wątpliwości, kto je popełnił. W dodatku, na taką  formę ukarania muszą się zgodzić obie strony: ten kto karze i ten, kto mandat przyjmuje. Zawsze funkcjonariusz ma obowiązek poinformować obwinionego o prawie do odmowy przyjęcia mandatu, a także pouczyć, jakie będzie to miało konsekwencje.

Oczywiście, odmowa nie zamyka sprawy (poza przypadkami, kiedy policjant z lenistwa zrezygnuje z wypełnienia wniosku do sądu lub gdy propozycja mandatu była w istocie próbą wyłudzenia łapówki) - w takiej sytuacji organ, w imieniu którego działał funkcjonariusz, powinien przeprowadzić „czynności wyjaśniające”, a następnie sprawą zajmie się sąd. Możliwość odmowy przyjęcia mandatu przewidziano nie bez powodu - nie chodzi o to, żeby sprawca mógł wykręcić się od sankcji, ale żeby uniknąć ryzyka niesłusznego ukarania osoby niewinnej lub nałożenia kary niewspółmiernie wysokiej.

Żeby nie było wątpliwości - odradzamy nadużywania możliwości odmowy przyjęcia mandatu. Niezależnie od tego, co można przeczytać w internetowych poradnikach czy w artykułach prasowych - jeśli sprawa trafi do sądu, nie ma 100-procen-towo pewnej metody na uniknięcie kary. W Polsce nie ma tzw. prawa precedensowego. Oznacza to, że z faktu, iż jeden sąd w jakiejś sprawie wydał określony wyrok lub orzeczenie, nie wynika wcale to, że inny sąd, rozpatrując identyczną sprawę, zachowa się tak samo. Wyjątek stanowią orzeczenia Sądu Najwyższego - można i należy się na nie powoływać, jeśli są dla nas korzystne, choć -jeśli się nie upomnimy - nie ma pewności, że będą wzięte pod uwagę. Jeśli więc przeczytamy w tabloidzie artykuł napisany na podstawie tylko jednego orzeczenia sądu rejonowego, który zgodził się z argumentacją kierowcy, wcale nie znaczy to, że można w ciemno odmawiać przyjmowania mandatów. Sądy są niezawisłe, a sędziowie podejmują decyzje wedle własnego uznania.

Warto też wiedzieć, że odmowa przyjęcia mandatu tylko po to, żeby ratować się przed zatrzymaniem prawa jazdy z powodu przekroczenia limitu punktów, nie ma sensu - w takim przypadku punkty są dopisywane do konta w systemie, tyle że w formie „uśpionej”, do czasu uprawomocnienia się postanowienia sądu. Jeżeli choćby przez chwilę na koncie kierowcy suma punktów uśpionych i normalnie naliczonych przekraczała dopuszczalny limit - i tak straci on prawo jazdy, nawet jeżeli w momencie uprawomocnienia się punktów „uśpionych”, pozostałe były już przedawnione.

Uwaga! Każdy przyjęty mandat staje się prawomocny. Nie ma już instancji odwoławczej - nie może go unieważnić przełożony funkcjonariusza ani nawet minister spraw wewnętrznych. Da się go jedynie uchylić, ale tylko w przypadku, jeśli został on nałożony za czyn niebędący wykroczeniem - np. za brak apteczki w aucie osobowym - bo nie jest to wykroczenie. Uprawniony jest do tego sąd rejonowy właściwy dla miejsca, gdzie nałożono grzywnę, wniosek można wnieść w ciągu 7 dni od uprawomocnienia się mandatu. Jeżeli sąd odrzuci wniosek, klamka zapadła. Sąd nie może też zmienić wysokości nałożonej i przyjętej kary!

Mandat od policjanta

„Nakładam na pana mandat w wysokości 100 zł i pouczam o prawie do odmowy przyjęcia go. Jeżeli odmówi pan przyjęcia mandatu, sprawa zostanie skierowana do sądu. Czy przyjmuje Pan?” - to formułka, którą zwykle słyszy kierujący obwiniony o złamanie przepisów drogowych. Kierowcy niemal domyślnie zgadzają się na przyjęcie kary, odmowy zdarzają się sporadycznie. Od policjantów wiemy, że zwykle na tę możliwość decydują się prawnicy. Dla przeciętnego Kowalskiego wybór między zapłaceniem kilkuset złotych, a koniecznością stawienia się przed sądem jest prosty - tym bardziej, że nawet w pozornie oczywistych sprawach orzeczenia sądu nie sposób przewidzieć.

Rozważając odmowę przyjęcia mandatu powinniśmy uwzględnić, że będziemy potrzebowali mocnych argumentów-jeśli dojdzie do sytuacji „słowo przeciwko słowu” - sąd (przynajmniej w pierwszej instancji) niemal na pewno przyjmie wersję podawaną przez funkcjonariusza. W sądzie nie wystarczy mieć rację, trzeba ją jeszcze udowodnić - choć w teorii powinno wystarczyć, żeby uprawdopodobnić to, że policjant mógł się mylić. Warto też wziąć pod uwagę, że skoro już decydujemy się na rozpatrywanie sprawy przez sąd, nie powinniśmy liczyć na to, że ten pod naszą nieobecność przyzna nam rację - trzeba się liczyć z koniecznością pojawienia się na jednej bądź kilku rozprawach.

Uwaga! Sprawą będzie zajmował się sąd właściwy dla miejsca, w którym ujawniono wykroczenie. Jeśli więc mieszkamy w Białowieży, a zostaniemy przyłapani w Świnoujściu, warto przeliczyć, czy walka o swoje prawa nam się opłaci - chyba, że walczymy dla zasady.

Mandat od straży miejskiej

Kwestia wystawiania mandatów przez straże miejskie i gminne została wyjątkowo niechlujnie ujęta w przepisach. Wątpliwości budzi nawet to, jakiego sprzętu mogą używać strażnicy, kto i w jakiej sytuacji powinien kierować sprawy do sądu, jeśli właściciel pojazdu odmówi wskazania kierowcy (a w dalszej kolejności: czy on w ogóle ma taki obowiązek?). Do Sądu Najwyższego trafiła właśnie kasacja Prokuratora Generalnego, który wniósł o uchylenie wyroku wymierzającego grzywnę  w wysokości 500 zł kierowcy, który wjechał na skrzyżowanie na czerwonym świetle. Prokurator generalny nie zakwestionował faktu, iż zdarzenie miało miejsce, ale uznał, że straż miejska nie była uprawniona do skierowania sprawy do sądu, bo wykroczenie zarejestrowano przy użyciu fotoradaru stacjonarnego. Z prawniczego na nasze: straż miejska może zrobić zdjęcie fotoradarem stacjonarnym, ale nie może go sama wykorzystać - powinna przekazać materiał policji do dalszej obróbki. Znowelizowany w 2010 roku Kodeks drogowy wśród urządzeń do kontroli prędkości, do których użytkowania upoważniona jest straż miejska, wymienia radary przenośne i zamontowane w samochodach, natomiast korzystanie z urządzeń stacjonarnych powierzono w nim Inspekcji Transportu Drogowego. Zresztą, wspomniana kasacja jest jednym z wielu argumentów dostarczonych ostatnio przez prokuratora generalnego wszystkim, którzy nie chcą przyjąć mandatu. Zdaniem PG kierowca nie ma obowiązku donosić ani na siebie, ani na członków rodziny. Jeśli Trybunał Konstytucyjny podzieli to stanowisko, automatyczne systemy wysyłające mandaty i fotoradary robiące zdjęcia od tyłu nie mają racji bytu! Ten sam organ uważa, że niezgodny z konstytucją jest nawet... taryfikator mandatów. Już pobieżna lektura wniosków prokuratora (dostępne m.in. na stronach Trybunału Konstytucyjnego) pozwala przypuszczać, że wie on, o czym pisze. Tobie, Czytelniku, pozostaje skopiować jego argumentację i zastosować ją przed sądem. Albo unikniesz kary, albo... przynajmniej upewnisz się, że urzędnicy i funkcjonariusze na kilkaset złotych grzywny zarobili ciężką pracą.

Twoja Ocena