Chcesz lepiej sypiać, odzyskać wigor i zgrabną figurę? Musisz jeść. Brzmi niewiarygodnie. A jednak działa. Zobacz, w czym tkwi sekret zrzucania wagi nie na tygodnie czy miesiące, lecz na lata.

Zrywasz się na dźwięk budzika, szybki prysznic, kilka łyków kawy i zaczyna się codzienna gonitwa. Adrenalina sprawia, że początkowo nie czujesz głodu. Gdy pojawia się ssanie, zjadasz bułkę lub batona. Ale to pogarsza sytuację, bo zawarte w nich węglowodany szybko podnoszą poziom glukozy we krwi. Potem jednak następuje gwałtowny jej spadek i robisz się senna. Sięgasz więc po kolejną kawę. I tak do wieczora, kiedy zaczynasz nadrabiać zaległości. A po sutym obiedzie nagradzasz się jeszcze czekoladką.

JAK NA DIABELSKIM MŁYNIE

Na efekty nic trzeba długo czekać. Twoje udręczone ciało można porównać do samochodu, który najpierw długie godziny musi jechać na oparach, a potem tak go tankujesz, że mu się przelewa. Jesteś wciąż zmęczona, rozdrażniona, często się przeziębiasz, ale przede wszystkim... tyjesz. I zachodzisz w głowę, jak to możliwe, skoro cały dzień nic nie jadasz. Mechanizm jest prosty. Gdy omijasz posiłek, poziom cukru we krwi spada, gorzej pracuje każdy organ. Jeśli to śniadanie, nic dajesz sobie nawet szansy na rozruszanie metabolizmu. Twój organizm nie wie też, czego może się spodziewać. Na wszelki wypadek przestawia się więc na „tryb oszczędnościowy”. Metabolizm zwalnia i nawet wieczorem, gdy się objesz, spalanie nic przyspiesza. W nocy zamiast odpoczywać, organizm ciężko pracuje, żeby strawić nadmiar jedzenia, a ty wstajesz rano równie zmęczona jak przed snem. Jeżeli taka sytuacja trwa dłużej, ciało zaczyna czerpać energię z mięśni. Nie chudniesz, ale robisz się coraz słabsza.

POSIŁKI POD NADZOREM

Dietetycy nie mają wątpliwości. Najbardziej służy nam jedzenie mało a często. Najlepiej pięć posiłków co trzy godziny. Jeśli więc pierwsze śniadanie planujesz na godz. 8.00, o 11.00 będzie już czas na śniadanie drugie, o 14.00 powinnaś zjeść obiad, o 17.00 - podwieczorek, a o 20.00 - kolację. Dzięki takiemu schematowi zdążysz zjeść ostatni posiłek na 2-3 godziny przed snem. To szczególnie ważne, jeśli skończyłaś czterdziestkę, bo właśnie wtedy tempo przemiany materii zaczyna maleć. Najwięcej energii powinnaś czerpać z obiadu, śniadanie powinno być obfitsze niż kolacja. W procentach wygląda to następująco: pierwsze śniadanie

-    25% dziennego zapotrzebowania na energię, drugie śniadanie 10%, obiad - 30%, podwieczorek 15%, kolacja

-    20%. Najmniej wypada więc na drugie śniadanie. Ale to nie znaczy, że można je bezkarnie pominąć. W tej części dnia masz bowiem szczególnie dużo zadań do wykonania, a kanapka z pełnoziarnistego pieczywa z wędliną czy jogurt z owocami

pozwoli ci utrzymać energię do popołudnia.

DOBRA LOKATA

Zmiana nawyków wymaga trochę wysiłku. Ale trud się opłaci. Już po 2-3 tygodniach:

•    Zaczniesz się wysypiać.

•    Rano będziesz czuła się świeża i wypoczęta. Energii starczy ci do późnego wieczora.

•    Przestaniesz łapać infekcje.

•    Wzrośnie twoja wydajność w pracy. Będziesz świetnie skoncentrowana, znikną kłopoty z zapamiętywaniem i kojarzeniem faktów.

• Przestaniesz odczuwać silny głód - dzięki temu łatwiej będzie ci walczyć z pokusami.

Najważniejsze jednak, że twój organizm optymalnie zagospodaruje wszystko, co w ciągu dnia dostanie. Zaczniesz więc powoli, ale systematycznie chudnąć. A gdy uzyskasz już prawidłową wagę, po prostu przy niej pozostaniesz. Brzmi zachęcająco? Zatem chwyć notes i długopis w dłoń i zaplanuj mądrze swoje posiłki. Tak, byś już od jutra mogła zacząć jadać regularnie.

Twoja Ocena



Facebook Conversations