„Zielone włosy, zielone butki, całe zielone są ufoludki” - śpiewał popularny w latach 80. dziecięcy zespół Fasolki. Czy rzeczywiście zielone? Może raczej szare, z czarnymi ogromnymi oczami? A jeśli obcy są rodzajem fal, których nie jesteśmy zdolni odebrać ludzkimi zmysłami?

Najpopularniejsze trendy są dwa: albo przybysz z kosmosu ma kształt zbliżony do ludzkiej postaci, albo jest stworzeniem, zwykle niezbyt sympatycznym, które wyglądem przypomina dinozaury lub morskie stworzenia o dziwnych formach.

KOSMICI Z ROSWELL

Szara skóra, wiotka szyja i drobna, wręcz dziecięca postura. Do tego nieproporcjonalnie duża głowa z wielkimi oczami w kształcie migdałów, koniecznie głęboko czarnych, budzących raczej niepokój i strach niż jakiekolwiek pozytywne odczucia. To wyobrażenie chyba najbardziej powszechne. Takich kosmitów mogliśmy oglądać w „Bliskich spotkaniach trzeciego stopnia” Stevena Spielberga, filmie nakręconym w 1977 roku. Podobną postać widać na dwudziestominutowym nagraniu, które miało przedstawiać sekcję zwłok kosmity z Roswell. To chyba najbardziej głośny i wzbudzający najwięcej kontrowersji incydent z udziałem niezidentyfikowanych obiektów latających i istot, które mogą się na nich znajdować. 2 lipca 1947 roku ponad 100 km od tej położonej w stanie Nowy Meksyk miejscowości miało się rozbić UFO. Wokół wydarzenia, które najpierw zostało podane jako wielka sensacja przez rzecznika prasowego bazy wojskowej w Roswell, lecz potem błyskawicznie zdementowane przez przełożonych żołnierzy (stwierdzono, że to jednak nie statek z kosmosu, a jedynie balon meteorologiczny), narosło wiele legend, a masową wyobraźnię na nowo poruszył film z sekcji zwłok kosmity, który ujrzał światło dzienne w roku 1995. Na stole operacyjnym widać drobną postać, wzrostu może dziesięcioletniego dziecka. Ma gładką skórę, ranę na nodze, wzdęty brzuch k i charakterystyczną  głowę, z małymi, nisko osadzonymi uszami, szczupłym W nosem, wąskimi ciemnymi oczami. I choć znalazł się człowiek, który przyznał, że brał udział w wielkiej mistyfikacji, jaką było nakręcenie filmu, wielu ludzi wierzy w autentyczność obrazu, a w Ameryce (i nie tylko) niezwykle popularne jest twierdzenie, że rząd ukrywa przed światem tajemnicę UFO. Emocje mogą też budzić wypowiedzi dr. Edgara Mitchella, astronauty misji Apollo 14, który jest przekonany, że kosmici wiele razy odwiedzali Ziemię. Dr Mitchell opisuje przybyszów jako przypominających ludzi niewielkiego wzrostu o wielkich głowach, takich, którzy - jak podkreśla - wyglądają dla nas strasznie. Mitchell jest też przekonany, że incydent w Roswell był prawdziwy.

Czy rzeczywiście przybysze z obcej planety mogliby wyglądać tak jak postać widoczna na czarno-białym filmie pokazującym rzekomą sekcję zwłok obcego? Szczerze wątpi w to Clifford Pickover, autor I publikacji „Istoty pozaziemskie a współczesna nauka” (wyd. Amber, 2000). Pickover zwraca uwagę na wrażliwą strukturę ewolucji. Wystarczyłoby, gdyby Ziemia u swych początków miała temperaturę choćby o stopień wyższą, a rodzaj ludzki w ogóle by nie istniał. „Świadczy to również o tym, że znalezienie innej planety, na której żyliby ludzie, dinozaury lub małpy, jest mniej prawdopodobne niż znalezienie wyspy u wybrzeży New Jersey, na której tubylcy mieliby psie głowy i mówili po angielsku” - kpi Pickover.

E.T. I SPÓŁKA

Steven Spielberg udowodnił, że kosmita wcale nie musi być straszny. Może być też sympatyczny. „E.T.” był kinowym hitem początku lat 80., a każde dziecko marzyło, żeby spotkać takiego ufoludka i pomóc mu wrócić do domu. E.T. nie mógł budzić przerażenia. Nieporadny, mały, z wielką głową, poruszający się koślawo na bardzo krótkich nóżkach. No i najważniejsze: oczy. Duże, ale nie ziejące czarną pustką, lecz zupełnie „ludzkie", wyrażające emocje i uczucia. I nie czarne, a niebieskie. Jeszcze dalej poszli twórcy sitcomu „ALF”, który był parodią dzieła Spielberga. Tytułowy bohater to przybysz z odległej planety Melmac. ALF jest cały pokryty futrem, ma pomarszczony nos, małe rezolutne oczy i żywi się... kotami. Bywa złośliwy, jest niezwykle inteligentny i jakżeby inaczej - mówi po angielsku.

Jednak sposób przedstawiania obcych w filmach zależy w dużej mierze od tego, jakie mają zamiary wobec ludzkości.  W „Dniu Niepodległości", gdzie celem ] kosmitów jest zniszczenie Ziemi - to bio- I mechaniczne potwory, które choć są wyprostowane, mają dwie ręce i nogi oraz są wyposażone w dodatkowe wężowe odnóża. Mało sympatyczni są też obcy z „Wojny ' Światów”. To olbrzymie potwory niszczące : wszystko, co stanie na ich drodze. Odrażającą wręcz bestią jest też kosmiczny bohater „Obcego. Ósmego pasażera Nostromo” - który nie tylko wykorzystuje człowieka, aby móc narodzić się i przepoczwarzyć w dorosłą postać, ale jest bezwzględną maszyną do zabijania. Groźni obcy przedstawiani w filmach często też ociekają lepką mazią. „Być może ów ślinotok ma nam przypominać rozjuszone zwierzęta, których należy się bać?” - zastanawia się Cliffbrd Pickover. Z kolei astrobiolog Dirk Schulze-Makuch z Uniwersytetu Stanu Waszyngton, który bada możliwości pojawienia się życia na takich planetach jak Mars czy Wenus, uważa, że pierwsi kosmici, jakich spotkamy, będą... robakami lub bakteriami. Jego zdaniem takie formy życia mają szansę rozwinąć się na znanych nam planetach Układu Słonecznego.

KOSMICZNY SEKS

Przedstawienia kosmitów rzadko wskazują na to, aby mieli konkretną płeć. Obcy ze stołu sekcyjnego w Roswell nie ma penisa, co mogłoby wskazywać, że jest kobietą. Jednak nie posiada też piersi. Gdyby iść tropem rozważań Pickovera na temat ewolucji - ogromna różnorodność sposobów rozmnażania organizmów żyjących na Ziemi byłaby tylko dowodem na to, że przybysze z innej planety mogą mieć zupełnie nam nieznany sposób powoływania na świat potomstwa. Naukowiec i pisarz w charakterystyczny dla siebie sposób ironizuje: „Gdyby takie istoty odwiedziły Ziemię, ich praktyki seksualne z pewnością nie spodobałyby się konserwatywnym ugrupowaniom religijnym”. Sugeruje też, że równie dobrze obcy mogą zmieniać płeć w zależności od potrzeb. W relacjach osób, które rzekomo miały spotkania z UFO, pojawia się też niekiedy motyw gwałtu - obca istota, wtedy zwykle płci męskiej, gwałci ludzką samicę. Czy może z tego powstać międzygalaktyczne potomstwo? I tu zacytujemy Pickovera, który zaśmiewa się, że jeśli tak, to on chciałby spłodzić dzieci z ośmiornicą. Dość popularnym motywem rozmnaża- j nia obcych są jaja - motyw ten pojawia ( się chociażby we wspomnianym filmie f „Obcy -8. pasażer Nostromo”.

WIERZYĆ, NIE WIERZYĆ

Według sondażu CBOS aż 39 proc. Polaków wierzy w istnienie cywilizacji pozaziemskiej. Gdyby zapytać dzieci, jak wygląda ufoludek, większość odpowiedziałaby zapewne, że jest zielony - bo taki obraz kosmity znają z bajek, filmów, a nawet reklam witamin dla dzieci. Zielony wyróżnia - jest zaskakujący, dziwny, inny, nie ma przecież ludzi o takim kolorze skóry. Zielony motyw wykorzystali twórcy happeningu, który odbył się pod koniec kwietnia w Łodzi. Wówczas przedstawiciele Marsjańskiego Związku Piłki Nożnej zwrócili się do włodarzy miasta, aby wybudowali na ich planecie stadion. Wymowne jest, jak wyglądali przedstawiciele kosmicznego związku. To swoisty miks wyobrażenia o zielonym ufoludku z wizją obcego z Roswell. Jednak teoretycy zwracają uwagę, że obce formy życia, jeśli istnieją, mogą nas zupełnie zaskoczyć swoim wyglądem i przekreślić wszelkie dotychczasowe wyobrażenia o kosmitach. Może więc najbliższy prawdy jest Stanisław Lem, który w powieści „Solaris” stworzył chyba najbardziej oryginalną wizję obcego. Kosmita Lema nie ma kształtu człowieka, nie jest potworem, robakiem, maszyną. Jest to inteligentny, cytoplazmatyczny ocean, który pokrywa powierzchnię planety Solaris. Tak inny od wszystkiego, co zna ludzkość, że próba kontaktu, zrozumienia i zbadania dziwnej materii z góry skazana jest na porażkę i pokazuje jedynie wielką bezsilność człowieka.   

Twoja Ocena



Facebook Conversations