Przyjazd Lecha Kaczyńskiego do Katynia 10 kwietnia 2010 roku, w 70 rocznicę stalinowskiej zbrodni, miał być ważnym wydarzeniem w perspektywie wyborów prezydenckich. Świadczył o tym skład licznej delegacji, w której znaleźli się przedstawiciele władz państwowych, dowódcy sił zbrojnych, zwierzchnicy Kościołów i reprezentanci wielu środowisk.

Na pokładzie wojskowego samolotu dla VIP-ów obecnych było 96 osób. Wszyscy zginęli w katastrofie, która nastąpiła o godzinie 8.41 w okolicach smoleńskiego lotniska. Śmierć uczestników lotu potwierdzono po 10.00. Tuż po południu marszałek sejmu Bronisław Komorowski zapowiedział, że przejmuje obowiązki prezydenta, a o 20.30 wygłosił orędzie telewizyjne. Po godzinie 14.00 przed kamerami wystąpił premier Donald Tusk, mówiąc o tragedii „jakiej świat nie widział". Media relacjonowały każdy istotny szczegół z wydarzeń tego dnia, przykuwając uwagę milionów Polaków: kondolencje płynące z całego świata (23 państwa ogłosiły żałobę narodową), modlitwy pod Pałacem Prezydenckim w Warszawie, bijący dzwon Zygmunta w Krakowie, identyfikację ciała brata przez Jarosława Kaczyńskiego.

Bezpieczeństwo państwa nie było zagrożone, tym niemniej społeczny szok wywołany tragedią był nieporównywalny z żadną inną reakcją na wydarzenia w Polsce po II wojnie światowej. Przedstawiciele najwyższych władz musieli natychmiast zapewnić ciągłość funkcjonowania organów i instytucji, rozpocząć wyjaśnianie przyczyn katastrofy, zorganizować godny pochówek ofiarom oraz udzielić pomocy ich rodzinom. Ludzkie reakcje w pierwszych godzinach i dniach wskazywały na umocnienie poczucia wspólnoty narodowej oraz religijnej. Według przeprowadzonych badań Polacy w tym momencie przychylniej spojrzeli na siebie jako na naród, na swoje państwo, a także na jego przywódców.

W trakcie trwającej dziewięć dni żałoby narodowej do kraju sprowadzono trumny z ciałami ofiar, a przed Pałacem Prezydenckim gromadziły się tłumy. Ofiary katastrofy uczczono marszami pamięci w ponad 60 polskich miastach. W sobotę 17 kwietnia na placu Piłsudskiego w Warszawie odbyły się państwowe uroczystości żałobne, a następnego dnia w katedrze na Wawelu spoczęły ciała Lecha i Marii Kaczyńskich. W krakowskiej ceremonii pogrzebowej uczestniczyło 150 tys. osób, przed telewizorami śledziło ją 13 min widzów. Według sondaży społeczeństwo na ogół dobrze oceniało działania rządu zaraz po katastrofie. Pojawiały się jednak pytania ojej przyczynę, a udzielane odpowiedzi - wskazujące na ludzkie błędy, przypadek, a nawet zamach - na wiele lat podzieliły Polaków.

Prezydencka kampania wyborcza przebiegała w atmosferze powagi i wyciszenia. Po krótkich wahaniach na kandydowanie zdecydował się Jarosław Kaczyński, którego prezentowano nie tylko jako prezesa PiS, ale i brata tragicznie zmarłego prezydenta. W podwójnej roli występował też Bronisław Komorowski (marszałek sejmu pełniący obowiązki prezydenta), który już w marcu wygrał z Radosławem Sikorskim prawybory w PO. Miejsce Jerzego Szmajdzińskiego, kandydata SLD, który zginął pod Smoleńskiem, zajął 36-letni Grzegorz Napieralski. Jego kampania była odmienna i pomysłowa, przez co uzyskał 14% głosów poparcia. Ale i tak faworytami byli Komorowski (z wizerunkiem zmodernizowanego sarmaty) i Kaczyński (przedstawiany przez swój sztab jako wyciszony wojownik). W obu turach frekwencja wyniosła 55%, aż 800 tys. osób głosowało poza stałym miejscem zamieszkania, przyspieszone wybory przypadły bowiem w sezonie urlopowym (20 czerwca, 4 lipca). Ostatecznie kandydat PO pokonał prezesa PiS stosunkiem 53:47. Późną jesienią partia Tuska po raz piąty z rzędu wygrała kolejne wybory, tym razem do organów samorządu terytorialnego, rządząc samodzielnie lub z PSL we wszystkich regionach.

Zarówno w PO, jak i w PiS po wyborach prezydenckich dokonano zmian kadrowych. Grzegorz Schetyna został marszałkiem sejmu, choć Tusk sugerował na to stanowisko Ewę Kopacz. Z kolei prezes Kaczyński w swojej partii odsunął animatorkę kampanii prezydenckiej Joannę Kluzik-Rostkowską, która jesienią założyła własne ugrupowanie Polska Jest Najważniejsza, a po roku wstąpiła do PO. W PiS coraz większą rolę odgrywał znany z radykalizmu Antoni Macierewicz, który podjął się misji wyjaśnienia okoliczności katastrofy smoleńskiej. Oficjalne śledztwo w tej sprawie przeciągało się, a wiele szczegółów budziło kontrowersje. Pogarszała się współpraca z rosyjskimi instytucjami prowadzącymi własne dochodzenie. Rosła determinacja Ruchu 10 Kwietnia, którego członkowie każdego miesiąca manifestowali pod Pałacem Prezydenckim.

Twoja Ocena