Ożywiają zmarłych, rzucają klątwy i uroki, składają krwawe ofiary, potrafią zsyłać ból i śmierć na życzenie. Ile jest prawdy w voodoo?

Byl 3 maja 1962 roku. Na niewielkim haitańskim cmentarzu, niedaleko miasteczka L’Estere, zgromadziła się rodzina, aby pogrzebać Clairviusa Narcisse. Mężczyzna trafił do szpitala zaledwie trzy dni wcześniej, skarżąc się na dokuczliwe bóle mięśni i wysoką gorączkę. Nic jednak nie zapowiadało rychłej śmierci. Pogrzeb odbył się zgodnie z haitańskim rytuałem.

Osiemnaście lat później starsza siostra Clairviusa Angelina o mało nie zemdlała z wrażenia, kiedy podczas zakupów na targu podszedł do niej znajomo wyglądający mężczyzna. Angelina z niedowierzaniem rozpoznała w nim pochowanego wiele lat wcześniej brata. Wstrząśnięta kobieta zabrała Clairviusa do domu i cierpliwie wysłuchała jego niezwykłej historii. Mężczyzna, który nie miał prawa żyć, wyznał, że przed dwoma dekadami popadł w konflikt z jednym z braci. Spór dotyczył tego, kto będzie dziedziczył rodzinną ziemię. Ponieważ Narcisse nie ustępował, jego brat po pomoc zgłosił się do bokora, czyli kapłana voodoo. Bokor obiecał „pozbyć się" Narcisse'a z grona żywych i otworzyć jego bratu drogę do przejęcia spadku. Według opowieści, której wysłuchała Angelina, kapłan dosypał Narcisse’owi do posiłku tzw. proszek zombie, który miał wprowadzić go w przypominający śmierć stan letargu. Zaraz po pogrzebie bokor wykopał mężczyznę, zamknął na swojej farmie i przez dwa lata faszerował narkotykami. Narcisse został niewolnikiem bokora. Po śmierci oprawcy ukrywał się, czekając na śmierć brata. Dopiero po jego pogrzebie zdecydował się na powrót do domu. Historia Clairviusa Nar-cisse’a brzmi jak scenariusz kiepskiego horroru? Może i tak, ale ponieważ jest świetnie udokumentowana - ekshumacja wykazała brak ciała w grobie Narcisse’a, który do dziś żyje na Haiti - naukowcy postanowili przyjrzeć się sprawie zombie i kultowi voodoo z bliska.

MATKA BOSKA HAITANSKA

Aby zrozumieć synkretyczny, czyli łączący tradycje różnych wyznań, charakter voodoo, należy odwołać się do źródeł. Tradycja ma korzenie w rdzennych, opartych na animizmie i kulcie przodków wierzeniach ludów zachodnio-afrykańskich. Z Afryki religia trafiła na Karaiby z milionami niewolników, którzy w Nowym Świecie podlegali przymusowej chrystianizacji. Nie oznacza to jednak, że wyrzekli się dawnego kultu. Przeciwnie - wiarę chrześcijańską zaadaptowano do tradycji afrykańskich. Tak powstało voodoo.

Jednym z najbardziej kuriozalnych efektów tego mariażu jest bogini Erzulie Dantor, którą przedstawia się pod postacią śniadej kobiety w koronie i sukni, trzymającej na rękach dziecko. Przez jej policzek przebiega charakterystyczna blizna... Brzmi znajomo? Oczywiście. Skąd Matka Boska Częstochowska wzięła się pośród bóstw voodoo?  Zdaniem antropologa Sebastiana Rypsona, autora książki „Being Polone in Haiti”, obecny wizerunek Erzulie Dantor dowodzi wpływu dewocjonaliów, które przywieźli na Haiti (Santo Domingo) żołnierze z Legionów Polskich. Na początku XIX wieku wysłał ich tam Napoleon Bonaparte, aby stłumili bunt niewolników.

MROCZNE OBRZĘDY

Wyznawcy voodoo wierzą co prawda w jednego boga Bondye, jednak jego rola ogranicza się do stworzenia świata. Nie interesuje się ludźmi i nie ingeruje w ich życie, dlatego nie oddaje się mu czci. Dużo większe znaczenie mają duchy - bóstwa zwane loa, utożsamiane z katolickimi świętymi. I tak w panteonie voo-doo zasiada: Damballah (bóg-wąż) ukazywany pod postacią św. Patryka, Szango (bóg piorunów) utożsamiany z Janem Chrzcicielem i Oxala (bóg miłosierdzia) do złudzenia przypominający Jezusa Chrystusa. Każdemu z kilkudziesięciu duchów należy złożyć ofiarę: krwawą - z koguta czy kozła lub pod niewinną postacią słodyczy, mleka, rumu albo owoców. Niezbędnym elementem rytuałów są ludzkie kości. Praktykowane jest wykopywanie z grobów czaszek przodków i wykonywanie z nich talizmanów.

Najważniejszym religijnym obrządkiem są ceremonie zwane „rytuałami opętania”. W ich trakcie zebrani wprowadzani są w stan transu za pomocą bębnów. Wyznawcy voodoo wierzą, że podczas obrzędu duchy loa wchodzą w ciała medium i za ich pośrednictwem przekazują rady, wiadomości od zmarłych i dokonują uzdrowień. Rolę medium pełnią kapłani, zwani houngan, i kapłanki - mambo. Natomiast bokorzy, którzy „praktykują” tworzenie zombie, są bardziej związani z lokalną tradycją haitańską niż ogólnym kultem voodoo.

Od lat na Zachodzie panuje moda na zabawę w czarną magię i voodooistyczne obrzędy. Wyzuty z tradycji kult staje się czasem niebezpieczną grą. Dwa lata temu w Nowym Jorku podczas voodooistycznej ceremonii seksualnej wybuchł pożar, w którym zginęła jedna osoba, a dwudziestu policjantów zostało rannych. Innym razem matka i córka zostały skazane za posmarowanie główki małej dziewczynki łatwopalną substancją i ułożenie jej w środku płonącego okręgu. Dziecko trafiło do szpitala z poparzeniami drugiego stopnia. Trudno więc się dziwić, że tajemniczy kult wzbudza silne negatywne emocje. Po katastrofalnym trzęsieniu ziemi na Haiti i w 2010 r. chrześcijańscy kaznodzieje głosili, że kraj spotkała kara za konszachty z diabłem. Udowodniono kilkanaście przypadków linczu na kapłanach voodoo.

ŻYWE TRUPY

Jednym z najbardziej tajemniczych i przerażających rytuałów z pogranicza mitów i fikcji jest zombifikacja, czyli wskrzeszanie umarłych. Nie stanowi co prawda elementu kultu, ale jest częścią wierzeń ludowych związanych z voodoo. Pozostaje pytanie - co należy rozumieć pod pojęciem „wskrzeszania”, i czy Clairvius Narcisse rzeczywiście powstał z martwych? Za specjalistę od zombie uważany jest kanadyjski antropolog Wadę Davis. Badacz w połowie lat 80. wybrał się na Haiti, gdzie poszukiwał prawdy o procesie zombifikacji. To właśnie Davis opisał przypadek Clairviusa Narcisse'a. Zbadał też historię Felicii Felix Mentor, która w 1936 r. rzekomo wróciła do rodzinnej wioski, 29 lat po swojej śmierci. Po serii badań przeprowadzonych na wyspie Davis postanowił przyjrzeć się bliżej tzw. proszkowi voodoo. W jego skład wchodzi tetrodotoksyna - silna trucizna znajdująca się w ciele niektórych gatunków ryb, w tym w rybach fugu, wykorzystywanych w kuchni japońskiej (tylko wyjątkowo doświadczony kucharz potrafi przyrządzić fugu w taki sposób, aby nie była trująca). Tetrodotoksyna nie przechodzi przez barierę krew-mózg, przez co sparaliżowana ofiara, która sprawia wrażenie umarłej, pozostaje całkowicie przytomna.

Według ustaleń Davisa kapłan zaraz po pogrzebie odkopywał delikwenta, wybudzał go za pomocą znanego tylko sobie antidotum (medycyna nie zna odtrutki na zatrucie tetrodotoksyną), a następnie faszerował tajemniczymi miksturami, które przemieniały niedoszłego trupa w niewolnika. Sami I Haitańczycy istnienie zombie wyjaśniają inaczej. Ich zdaniem w ciało zmarłego wstępuje duch śmierci. Aby się przed nim obronić, zdarza się, że zwłokom obcina się głowę lub ręce, a rodzina jeszcze kilkanaście dni po pogrzebie pilnuje grobu zmarłego. Szacuje się, że dzisiaj voodoo wyznaje 57-60 milionów ludzi na świecie. Przede wszystkimi w Afryce Zachodniej, Brazylii i na Karaibach. Na Haiti, gdzie tradycje animistyczne są najsilniejsze, voodoo jest obok katolicyzmu religią oficjalną. O podejściu Haitańczyków do tego wyznania najlepiej świadczą statystyki: 70 proc, z nich uznaje się za katolików, 30 proc. - to protestanci, a 100 proc, praktykuje voodoo.   

Twoja Ocena



Facebook Conversations