Fala nielegalnych imigrantów narodowości Albańskiej jest sprawą zagadkową. Etniczni Albańczycy zamieszkujący Kosowo, Macedonię, Albanię i Czarnogórę nie żyją pod presją reżimu zabraniającemu legalne uzyskanie paszportu, mogą legalnie podróżować i przekraczać granice międzypaństwowe. Dlatego też duża fala imigrantów Albańczyków wyznania muzułmańskiego budzi pewne podejrzenia.

Obiektywizm jest postawą trudną do zachowania. Zwłaszcza w czasach, które z każdym dniem stają się coraz bardziej burzliwe. Wrażenie potęgują przekazy mediów, bijące nas po oczach szkarłatem nagłówków „Kryzys”. Kryzys zdaje być się wszechobecny i nieustający - zmieniają się tylko przymiotniki. Kryzys gospodarczy w Grecji, kryzys międzynarodowy na Ukrainie, a obecnie paski informacyjne i nagłówki zapełnia kryzys imigracyjny. Cała sytuacja nie jest żadną nowością, od wielu lat granice UE przekraczają nielegalni imigranci i uchodźcy z Bliskiego Wschodu i Afryki, przepływając Morze Śródziemne na łódkach. Od wielu lat pod terminalem promowym w Calais ustawiają się chętni na nielegalny tranzyt na terytorium Wielkiej Brytanii.

W czym zatem jest różnica? Wydarzenia tzw. Arabskiej Wiosny, wyeliminowanie dyktatorów od lat rządzących państwami Maghrebu i Bliskiego Wschodu, spowodowały ogromną destabilizację tych krajów. Wycofanie się wojsk NATO z Iraku wywołało próżnię. Próżnia musi być zapełniona. W miejsce dotychczasowych reżimów wstąpiły nowe siły oparte na przemocy i fundamentalizmie, rekrutujące się spośród ludzi przekonanych o tym, że otaczający ich świat jest przeciwko nim. Nic więc dziwnego, że mieszkańcy tych de facto państw upadłych chcą stamtąd uciekać. Że szukają schronienia w krajach ościeńnych, a nawet dalej, tam gdzie ich krewni i znajomi żyją i pracują. Syryjczycy, to w dużej mierze ludzie wykształceni i w pewnym stopniu zeuropeizowani. W Polsce łatwo się asymilują i stanowią niewielką społeczność osiadłych w naszym kraju jeszcze w latach 80 i 90 XX wieku. Podróżują w większości z rodzinami i faktycznie są uchodźcami. Podobnie, choć nieco gorzej, sytuacja wygląda jeśli chodzi o Irakijczyków. Natomiast zdecydowanie problem stanowią Afgańczycy, pochodzący z kraju oddalonego od Europy, zniszczonego przez wojny, zacofanego tak gospodarczo jak i kulturowo. Afgańczycy są obok Albańczyków najbardziej agresywną grupą wśród imigrantów.

Wynika to z kilku czynników. Obrazy wyrzucanego jedzenia czy zgrzewek wody przez agresywny tłum młodych mężczyzn mają swoją genezę w religijnym nauczaniu imamów wyznających skrajne odmiany islamu. Wahabityzm propagowany przez Arabię Saudyjską promowany jest w wielu krajach islamskich oraz zamieszkanych przez islamistów. Głosi koncepcję powrotu do źródeł religii Mahometa, sprzeciwiając się wszelkiemu postępowi. Wahabici uznają wyższość Islamu nad wszystkimi religiami, konieczność dominacji nad nimi oraz agresywny prozelityzm. W życiu codziennym powszechną postawą jest wrogi stosunek do instytucji świeckich oraz mocny antyintelektualizm. Totalitarna ideologia wahabickiego islamu przewiduje religijny nadzór nad każdą dziedziną życia wiernego. Szerzenie się wahabickiej ideologii finansowane jest przez Arabię Saudyjską, która od 1932 roku znajduje się pod rządami dynastii będącej wyznawcami tego odłamu islamu. To za saudyjskie pieniądze budowane są okazałe meczety w Albanii, Bośni i Hercegowinie, Turcji, Malezji i krajach Azji Środkowej. Środki płynące od Saudów utrzymują również kaznodziejów i organizacje takie jak Bractwo Muzułmańskie. Kaznodzieje głoszą, że niewierni w zepsutej Europie do wszystkich pokarmów dodają wieprzowinę, a we wszystkich napojach znajduje się alkohol. Niepiśmienni ludzie, nie znający języków obcych nawet nie są w stanie odczytać etykiet na opakowaniach darowanej żywności. Znak Czerwonego Krzyża odczytywany jest jako wrogi, kojarzony jest z wrogością.

Efektem, są właśnie ekscesy z atakowaniem darczyńców, wyrzucaniem wody i jedzenia które dzieją się przed obiektywami kamer. Obrazy powstałe w ten sposób są następnie prezentowane odbiorcom  z odpowiednim do nastawienia politycznego redakcji komentarzem. Problem leży tylko w nastawieniu - ludzie wpisują się w definicję fanatyka - osób, które nie przyjmują argumentów innych, niż potwierdzające jego punkt widzenia. Asymilacja grupy etnicznej nastawionej konfrontacyjnie do wszystkiego, co reprezentuje sobą kultura Europy jest procesem niemożliwym do przeprowadzenia.

Kolejną grupą przekraczającą granicę w liczebności równej Syryjczykom są Albańczycy. Albania jest krajem zamieszkanym w większości przez muzułmanów, sunnitów oraz w mniejszości bektaszytówi1]. Ponadto mieszkają tam również katolicy i prawosławni. W latach komunistycznej dyktatury Envera Hodży podejmowano próby wykorzenienia wszelkiej działalności religijnej, jednak zakaz wyznawania religii wprowadzony w 1967 roku przyniósł efekt odwrotny do zamierzonego. Rządy komunistyczne spowodowały z jednej strony relatywnie dynamiczny rozwój kraju, będącego w stanie ogromnego zacofania kulturowego i gospodarczego, z drugiej pozostawiły po sobie wszechobecne „bunkry”, niewydolną gospodarkę i utrzymały kraj w stanie pełnej politycznej izolacji na blisko pół wieku.

Po pierwszych wolnych wyborach w 1991 roku władzę przejęli politycy Demokratycznej Partii Albanii reprezentowani przez tirańskiego kardiologa Salego Berishy. Szybka liberalizacja polityki gospodarczej doprowadziła do powstania piramid finansowych już na samym początku procesu dekomunizacji kraju. Fundusze inwestycyjnie funkcjonowały przez kilka lat stanowiąc fasadę dla przestępczych działań spod znaku nielegalnego handlu bronią oraz prania brudnych pieniędzy. Po zamieszaniu związanym z wyborami parlamentarnymi nieuznanymi przez Partię Socjalistyczną w maju 1996 roku, doszło do niepoko-jów w całym kraju. Ponowne wybory w październiku tego roku nie przyniosły rozwiązania sytuacji. W styczniu 1997 roku doszło do upadku piramid. W całym kraju wystąpiły gwałtowne protesty, armia i policja nie były w stanie zapanować nad tłumem. Doszło do masowych dezercji, splądrowano bazy wojskowe, duża ilość broni trafiła do rąk protestujących. Przez dziesięć dni w kraju praktycznie trwała wojna domowa. W niektórych miastach władzę przejęły uzbrojone gangi przewodzone przez przestępców lub byłych agentów bezpieki Sigurimi mających nadzieję na powrót do dawnego znaczenia.

Stany Zjednoczone oraz RFN zorganizowały akcje ewakuacyjne dla obcokrajowców znajdujących się w tym czasie na terytorium Albanii. W czasie ogólnokrajowej anarchii doszło do przerzutu około 25 tysięcy sztuk broni do sąsiadującej z Albanią jugosłowiańskiej prowincji autonomicznej Kosowo. Kilkudniowa anarchia i splądrowanie magazynów z bronią wzmocniły tradycyjne klanowe struktury albańskich górali wśród których nadal praktykowana jest krwawa zemsta, przenoszona z pokolenia na pokolenie. Po dziś dzień w górskich wioskach żyją rodziny nigdy nie opuszczające domu w obawie o swoje życie. Sytuacja została opanowana przez zorganizowaną naprędce misję wojskową ONZ pod dowództwem Włochów. Po sformowaniu sił interwencyjnych z 11 krajów, przeprowadzono Operację Alba, zajmując strategiczne punkty kraju. W ciągu następnych miesięcy zostały przeprowadzone wybory, a nawet referendum, w sprawie powrotu na tron albański dynastii Zogu. Od 1997 roku Albania przeszła proces rekonstrukcji, zaznaczając swoją pozycję na arenie międzynarodowej, stając się stopniowo członkiem NATO, zgłaszając wniosek akcesyjny do Unii Europejskiej w 2009 roku. W zamieszkanej przez Albańczyków i Serbów jugosłowiańskiej prowincji Kosowo, od 1996 roku doszło do starć pomiędzy członkami Armii Wyzwolenia Kosowa (Ushtria ęiirimtare e Kosoves), a jugosłowiańskimi siłami porządkowymi. Starcia przybrały na sile po 1997 roku, gdy do rąk rebeliantów dociera albańska broń. Federacyjna Republika Jugosławii rządzona twardą ręką przez Slobodana Milośevića reaguje wysyłając w rejon konfliktu oddziały wojskowe. Od 1998 roku dochodzi do eskalacji działań terrorystycznych ze strony UCKi3i, wymierzonych przeważnie w cywilów zarówno narodowości serbskiej, jak i lojalnych wobec Belgradu Albańczyków. Ataki bojówek spotykały się z równie brutalną odpowiedzią oddziałów serbskich. We wrześniu 1998 roku rozpoczęto odnajdywanie pierwszych grobów masowych. W styczniu 1999 roku w miejscowości Raczak znaleziono grób masowy zawierający 45 ciał. Wcześniej o Raczak toczyły się walki pomiędzy oddziałami serbskimi a UCK. Pochodzenie ciał nie zostało ostatecznie wyjaśnione, raport fińskich lekarzy i antropologów badających zwłoki został utajniony, jednak do opinii publicznej przeniknęła informacja o kolejnej zbrodni dokonanej przez Serbów.

30 stycznia NATO wystosowało ultimatum wobec Serbii żądając wydania sprawców zbrodni. Działania dyplomatycznie nie zostały uwieńczone sukcesem, w wyniku czego w marcu tegoż roku doszło do interwencji wojsk NATO w postaci lotniczego wsparcia działań UCK i wojsk Albańskich znanej pod nazwą Allied Force. W trakcie operacji zbombardowano również strategiczne obiekty na terenie całej Federacyjnej Republiki Jugosławii. 12 czerwca 1999 na mocy rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ 1244 roku siły pokojowe pod nazwą KFOR (Kosovo Force) wkraczają na teren Kosowa. Zgodnie z porozumieniem zawartym w Kumanowie wojska Serbskie opuszczają Kosowo a prowincja przechodzi pod bezpośredni zarząd ONZ. Kosowo pod zarządem Organizacji Narodów Zjednoczonych jest nadal areną zmagań. Dochodzi do pogromów Serbskich mieszkańców dokonywanych przez Albańczyków. Płoną wiekowe klasztory mające ogromne znaczenie w serbskiej tradycji narodowej. Kwitnie zorganizowana przestępczość, handel narkotykami i żywym towarem, mający swoje podstawy wśród formalnie już byłych członków UCK. Sama organizacja zostaje uznana za terrorystyczną, a pomimo to nadal jest szkolona przez amerykańskich instruktorów. Sytuacja ta utrzymuje się bez większych zmian do 2008 roku.

Na innych terenach zamieszkałych przez Albańczyków także dochodziło do starć zbrojnych. Weterani UCK formują się w nowe grupy i szerzą zamęt w Dolinie Pre-szewskiej, a następnie w 2001 roku w Macedonii. Irre-denta albańska nadal pozostaje żywą sprawą. Na obszarach Macedonii zamieszkałych przez Albańczyków nadal dochodzi do incydentów zbrojnych - ostatni raz w miejscowości Kumanovo w maju bieżącego roku. W czasie protestów macedońskich Albańczyków w Skopje w 2012 roku, na demonstracjach pojawiały się obok siebie zarówno flagi Albanii jak i Arabii Saudyjskiej oraz czarne flagi Dżihadu z hasłami „Muzułmanie to nie terroryści”, „Wielka Albania” oraz „UCK”. W dniu dzisiejszym mamy do czynienia nie tylko z naporem uchodźców z krajów Bliskiego czy Środkowego Wschodu, ale również z praktycznie 1/3 tak zwanych imigrantów przekraczających nielegalnie granicę na Szlaku Bałkańskim, którymi są Albańczycy. O ile zrozumiała staje się życzliwa postawa Serbów wobec imigracji kosowskich Albańczyków, o tyle sama w sobie fala nielegalnych imigrantów narodowości Albańskiej jest sprawą zagadkową. Etniczni Albańczycy zamieszkujący Kosowo, Macedonię, Albanię i Czarnogórę nie żyją pod presją reżimu zabraniającemu legalne uzyskanie paszportu, mogą legalnie podróżować i przekraczać granice międzypaństwowe. Dlatego też duża fala imigrantów Albańczyków wyznania muzułmańskiego budzi pewne podejrzenia.

W lipcu, gdy kwestia imigrantów nie była jeszcze nagłośniona przez media, byłem przez kilka dni w Budapeszcie. Sytuacja na południowej granicy z Serbią była już do pewnego stopnia zaogniona, lecz nie dochodziło tam jeszcze do starć z policją i aktów przemocy. Na dworcach koczowali ludzie, choć nie było to zjawisko masowe. Dwa tygodnie po moim powrocie opublikowano zdjęcia z dworca Keleti, w tamtej chwili będącego już obozowiskiem w pełnym tego słowa znaczeniu. 1 września znalazłem się na granicy Austriacko - Węgierskiej w Hegyeshalom, gdzie doszło do starcia pomiędzy imigrantami i austriacką policją. Austriackie Koleje OBB nie zezwoliły na wjazd przepełnionych pociągów. Niezadowoleni z braku możliwości przekroczenia granicy imigranci, w większości młodzi mężczyźni, starli się z węgierską i austriacką policją. Granica i tak już zatłoczona w wyniku przywrócenia kontroli na przejściach stała się na cały dzień nieprzejezdna. Następnego dnia, gdy pociągi przekroczyły granicę, odbyła się w Wiedniu demonstracja zwolenników przyjmowania imigrantów, jak do tej pory pierwsza i ostatnia. 14 września Niemcy wprowadziły ponowną kontrolę na granicy z Austrią, a kolejne kraje odmówiły przyjmowania migrujących mas ludzkich.

Sprawa ogromnej fali nielegalnych imigrantów, przekraczających codziennie granice Unii Europejskiej, budzi spory niepokój. Z każdym dniem rośnie fala uciekinierów. Postawa Węgier wobec problemu - choć niepopularna -zdaje być się najbardziej rozsądną. Być może, napływ imigrantów jest sprawą sezonową i zakończy się wraz z załamaniem pogody - jeśli tak - Europa poradzi sobie z tym problemem przez nadchodzącą zimą. Jeśli nie, czeka nas zupełnie nowe wyzwanie.

Twoja Ocena



Facebook Conversations