Co jest na końcu tęczy? Tęcza jest dowodem na to, że światło dzienne wcale nie jest... białe! Składa się ono z wielu barw - część z nich widzimy jako tęczę. Tęcza powstaje, kiedy pada deszcz i świeci słońce. A mówiąc dokładniej - kiedy w powietrzu jest wystarczająco dużo kropli wody. Kto chociaż raz podlewał trawnik, wie, że tęczę można „wyprodukować" również za pomocą zwykłego zraszacza.

Trzeba tylko pamiętać o tym, żeby - lejąc wodę - mieć słońce za plecami. Promienie słoneczne przechodzą przez pojedynczą kroplę wody i załamują się w niej. Każda barwa światła ma inną długość fali i każda z nich zatamuje się pod nieco innym kątem. Dlatego kropla wody rozszczepia światło. Tak samo działa pryzmat i zwyczajna szklanka z wodą.

Największą długość fali ma kolor czerwony, a najkrótszą - fioletowy. Pszczoły widzą jeszcze krótsze fale światła - ultrafiolet, którego my, ludzie, nie dostrzegamy.

Czasami tęcza jest podwójna - na zewnątrz wyraźniejszej tęczy głównej leży druga, nieco jaśniejsza i z odwróconym układem kolorów. Powstaje, kiedy światło odbija się wewnątrz każdej kropli dwa razy.

Jeśli wierzyć baśniom, na końcu tęczy czeka podobno garniec złota, ukryty tam przez skrzata. Ale jak do tej pory nikt go jeszcze nie odnalazł. Dlaczego? To proste-tęcza nie ma końca. Tak naprawdę składa się z kolorowych okręgów. W obejrzeniu tęczy w całej okazałości przeszkadza horyzont.

Załamanie światła płata naszym oczom więcej psikusów. Łyżeczka zanurzona do połowy w szklance herbaty wyraźnie „zgina się" na granicy powietrza i płynu, a nogi w wodzie oglądane z góry wydają się krótsze, niż są w rzeczywistości.

Twoja Ocena