views
Wychowujcie dziecko wspólnie. Potrzeba mu i ojca, i matki.
Uzgodnijcie razem, co chcecie dziecku przekazać, wpoić, przed czym je chronić. Kiedy już ustalicie wspólne stanowisko, podzielcie się obowiązkami, np.: ja wożę dzieci do szkoły, ty odbierasz, ja pomagam w matematyce, ty wozisz na piłkę nożną etc.
Nie kopiuj siebie.
Pamiętaj, że wychowujesz odrębnego człowieka. Nie przekazuj mu własnych lęków czy ambicji. „Zostań neurochirurgiem, boja zawsze chciałam być lekarzem, ale mi nie wyszło”. Pozwól mu iść swoją drogą i wspieraj go w jego wyborach. Narzucanie dziecku czegokolwiek nie ma sensu, bo nawet jeśli z miłości do ciebie skończy medycynę, to i tak prędzej czy później trafi np. do Sopotu, gdzie będzie malowało obrazy na deptaku.
Ciesz się macierzyństwem.
To najwspanialsza przygoda, jaka cię spotkała w życiu! Kiedy moje dzieci były małe, pokazywałam im świat, a one chłonęły każde moje słowo z otwartymi buziami. Ty uczysz malca, co jest ważne, a od czego trzeba uciekać. Nie traktuj tego jak uciążliwego obowiązku! Ciesz się każdą chwilą, jaką macie dla siebie. Dobry' kontakt, jaki nawiążesz, zostanie na zawsze. Jako dziewczynka marzyłam, by zostać Ministrem Edukacji Narodowej. Być może wtedy miałabym wystarczającą władzę, żeby przekonać matki i ojców, by docenili wagę Bycia Rodzicem. Żeby nauczyć ich, aby szanowali swoje dzieci, bawili się z nimi, rozmawiali.
Słuchaj dziecka
. I to nie jednym uchem! Traktuj je poważnie. Jeśli mały skarży się, że w przedszkolu Kazio napluł mu do zupy, nie śmiej się i nie bagatelizuj jego problemu. Jest dla niego tak samo ważny jak dla ciebie to, że szef cię rano wezwał na dywanik. Każdy ma problemy dostosowane do jego wieku. Wysłuchaj uważnie dziecka i pomóż mu się uporać z trudną sytuacją.
Daj dziecku szansę na samodzielność.
Jeśli będziesz mu wiązać buty, zapinać kurtkę, wycierać nos i karmić aż do wieku szkolnego, to zrobisz mu krzywdę. Naucz je, jak powinno samo dbać o siebie. Samodzielny przedszkolak nabiera pewności i wiary w siebie. Nauczyłem się wiązać sznurówki, to co to dla mnie rachunek różniczkowy:-)
Nie zadawaj dziecku pytań, jeżeli nie interesują cię jego odpowiedzi.
Często zauważam, że mamy pytają dzieci: „Chcesz teraz zjeść obiad?’’, „A może pójdziemy na spacerek?". Jeśli właśnie przygotowałaś posiłek i zamierzasz malca posadzić przy stole, to nie pytaj go, czy chce jeść. Odpowie, że nie i co wtedy? Powiedz mu: „Zapraszam cię do stołu, jest obiad" i ewentualnie zapytaj: „Wolisz marchewkę czy buraczki?”. Oznajmiasz mu: „Idziemy na spacer, zakładaj spodnie. Wolisz niebieskie czy zielone?’’. Oświadczyłaś bezdyskusyjnie, że wychodzicie, i dziecko pewnie się temu podporządkuje. Zapytałaś je też o zdanie, więc będzie usatysfakcjonowane, że mogło podjąć decyzję i wybrać kolor spodni. Kiedy trzeba, bądź stanowcza.
A pytaj wtedy, gdy jesteś gotowa poznać zdanie dziecka i uszanować je. To też istotna lekcja dla malca: moje zdanie jest ważne, bo mama się z nim liczy (w przyszłości potrafi podejmować trudne decyzje i dokonywać wyborów, bo będzie wierzył w siebie).
Nie ma czegoś takiego jak „grzeczne dzieci”.
Nie lubię określenia „grzeczne dziecko”. Dla każdej matki znaczy co innego. Dla mnie grzeczne to takie, które może skakać, wariować, wygłupiać się, ale zna komendy i wykonuje polecenia. Jest czas szaleństwa i czas posłuszeństwa. Dziecko musi poznać świat: wsadzić głowę do dziury, rękę do studzienki, wejść na drzewo. Ale niech to robi pod twoją kontrolą. Musi też wiedzieć, że ponosi konsekwencje swoich czynów. I druga ważna rzecz. Czas szaleństwa też się kończy. Wy-dajesz komendę: „Stop! Tam nie idź! ” i dziecko musi wiedzieć, że nie ma dyskusji.
Ani nie ma czegoś takiego jak „trudne dzieci”.
Są tylko trudni rodzice albo rodzice, którzy uczą swoje dzieci nieakceptowanych zachowań. Przykład: dziecko rzuca się na ziemię w sklepie, wrzeszcząc, kopiąc i plując. Co robi mama? Kupuje to, o co mały się awanturuje, byle tylko przedstawienie się skończyło. Jaka to lekcja dla dziecka? Następnymi razem, jeśli mama nie będzie chciała mi czegoś kupić, muszę zachować się tak samo. Ale wystarczy zignorować rozwrzeszczanego malca, a zadziwiająco szybko wstanie i wróci do równowagi. Dziecko musi rozumieć, że są sytuacje nienegocjowalne. Możesz ze mną dyskutować, czy' siedzisz po tej stronie stołu, czy po drugiej, ale nie siedzisz na stole i już. To nie podlega dyskusji. Bądź konsekwentna.
Nie ucz dziecka agresji!
To niedopuszczalne, żeby uczyć dziecko prze-bojowości, tłumacząc: „Walnij Jasia łopatką, to ci odda samochód”. Ja swoich synów wychowywałam w kulcie filozofii „Peace and Love”czyli pokój i miłość. Tłumaczyłam, że bicie nie jest żadną metodą i do niczego dobrego nie prowadzi! Słyszałam wówczas od ich ojca, że wychowuję tchórzy. Odpowiadałam: „Nie! Wychowuję ludzi, którzy próbują rozmawiać, dyskutować czy negocjować w cywilizowany sposób”. Skutki mojego wychowania były'- hm...-zaskakujące. Kiedy mój syn poszedł do szkoły i oberwał od kolegi, to w rewanżu zapytał go: „Słuchaj, a może ty chcesz się ze mną zaprzyjaźnić?!”. Bo ja mu zawsze mówiłam, że jeśli ktoś cię uderzył, to widocznie nie wiedział, jak w inny sposób zwrócić na siebie twoją uwagę. Uznał więc agresję za przejaw bezradności. I całkiem słusznie! Chłopcy za-kolegowali się na wiele lat. Odnoszę jednak wrażenie, że dzieci, które są uczone w domu: nie bij, rozmawiaj, pytaj, są niestety w grupach przedszkolnych czy klasach w mniejszości. My, rodzice, przyjęliśmy wygodną perspektywę, że zostawiamy dzieci samym sobie. Sypią się piaskiem w piaskownicy? Leją się? Nie ingerujemy. Obserwujemy. Może się sami dogadają. Nie tędy droga! Dzieci nie poradzą sobie same! Nie znają innych metod, które pozwoliłyby im opanować emocje i nauczyć się współpracować z kolegami. To my musimy ich nauczyć sztuki porozumiewania się z drugim człowiekiem. Niech walczą o swoje zdanie, ale za pomocą argumentów. Nie pięści. A tak na marginesie, dziś moi synowie mają 20 i 16 lat i nie są tchórzami. Świetnie radzą sobie w życiu.
Pamiętaj, że dom ma być miejscem, gdzie można powiedzieć wszystko.
Dziecko musi o tym wiedzieć! Zrobiłem coś złego, uderzyłem kogoś, ukradłem - mogę o tym powiedzieć w domu. Oczywiście, rodzice mają prawo się na mnie zezłościć, że głupio się zachowałem. Ale wiem, że mi pomogą znaleźć wyjście z tej trudnej sytuacji. Wiem, że zawsze staną za mną murem.
Niestety, większość dzieci boi się powiedzieć prawdę rodzicom, bo wiedzą, że spotka je za to kara. Jeśli twój synek ukradł koledze pięć złotych i przyznał się do tego, to nie mów, że za karę nie będzie oglądał telewizji przez tydzień, bo więcej do ciebie nie przyjdzie. Ale i tak będzie kradł, a ty się o tym nie dowiesz. Powiedz mu zatem, że źle zrobił, wytłumacz, dlaczego. Poradź, jak może rozwiązać problem. Takie podejście do wybryków dziecka uczy wzajemnego zaufania.
Nie uczymy dzieci poprzez to, co im mówimy, ale poprzez to, co im pokazujemy.
Nasze słowa, rozmowy z dziećmi są bardzo ważne. Ale jeszcze ważniejsze jest to, jaki przykład dzieci dostają, patrząc na nas. Jeśli uczymy dziecko: „Nie kłam!”, a kiedy dzwoni ciocia Marysia, prosimy je: „Powiedz, że mnie nie ma", to jaki przekaz dociera do dziecka? Niby nie można kłamać, ale czasami można. Uczymy w ten sposób dziecko podwójnej moralności zamiast przestrzegania zasad. Przykład - nie przechodzi się na czerwonym świetle. Kiedyś jechaliśmy późnym wieczorem samochodem i stanęłam na czerwonym świetle. Wokoło ani żywego ducha. Ale ja nic, twardo stoję. W końcu mój synek nie wytrzymał: „Mamo, przecież ja bym się już przeczołgał na drugą stronę! Nic nie jedzie!” „Ale jest zasada” - odpowiedziałam. „I nie wolno jej łamać”.
Jeśli nauczysz dziecko, że można przejść na czerwonym świetle, bo się bardzo spieszysz, to kiedyś przebiegnie, bo też się będzie spieszyło do szkoły...
Ucz dziecko dbałości o otoczenie i patriotyzmu.
Od najmłodszych lat wpajaj malcowi, że się nie pluje pod siebie, nie śmieci na ulicy, że się kłania starszym i znajomym oraz szanuje kraj, w którym się żyje. To też jest przygotowanie do życia.
Rodzina ma być oparciem dla dziecka.
Dbaj o codzienne ! rzeczy, o bycie razem w rodzinie: wspólne posiłki, wypady na rower, pogaduszki. Takie poczucie, że rodzina to azyl, w którym jest bezpiecznie, | w którym każdy jest ważny, jest niesłychanie istotne dla dziecka. Daje mu wiarę w siebie. Możemy przecież I mówić dziecku w nieskończoność: „Walcz o siebie, bądź silny!”, ale jeśli | jako rodzice nie damy mu oparcia, i miłości i pewności, że jest ważne, to i tak sobie nie poradzi.
Naucz dziecko, jak sobie radzić w trudnych sytuacjach, ja ćwiczyłam z synami przeróżne zachowania w kryzysowych sytuacjach.
Np. szliśmy do supermarketu. Trzymałam ich za ręce i podchodziliśmy do jakiegoś widocznego z dala miejsca. Pamiętam to jak dziś. Stanęliśmy pod wielkim zegarem i mówię: „W razie, gdyby ktoś się zgubił, przychodzi tutaj i tu się spotykamy. OK?”. Potem poszłam z nimi na zakupy. Nagle patrzę, dziecka nie ma! Biegnę ze starszym synkiem jak szalona pod zegar, a mały już tam jest i śmieje się: „Hurra, zadziałało!’’. Starszemu z kolei tłumaczyłam, że jeśli wraca ze szkoły, a ktoś zaczepia go na ulicy, to ma natychmiast wejść do sklepu, tam będzie bezpieczny, i zadzwonić po mnie. Nie ma sklepu? Podbiega do przechodzącej pani, wołając: „Ciociu!”. Pani pewnie się zdziwi, ale napastnik ucieknie. Chwyt na ciocię okazał się skuteczny, kiedy jakaś banda nastolatków chciała go „skroić”. Dzieci nie mają pojęcia, jak się zachować w trudnych sytuacjach. My możemy je tego nauczyć. I jest to bardziej przydatne niż zostawienie dziecka samego ze słowami: „Oj, jesteś już duży, poradzisz sobie".
Czytaj poradniki.
Masz problem i nie wiesz, jak go rozwiązać? Poszukaj rady w poradnikach psychologicznych. Polecam te z GWP, bajki terapeutyczne i książkę z moimi komentarzami „Siedem supełków” Roberta Myślińskiego. To zbiór historyjek, które podpowiadają rodzicom i dzieciom, jak znaleźć wyjście z trudnych sytuacji.
Komentarze
1 comment
Dziękuję :) Pani materiał bardzo mi pomógł.