views
Jako pierwszy postawił je 150 lat temu Wilhelm Olbers, lekarz z Bremy, a zarazem badacz nieba. Swoje pytanie uzasadnił następująco: Załóżmy, że wszechświat jest nieskończenie wielki, a gwiazdy są w nim równomiernie rozmieszczone. Wobec tego, gdy spojrzymy na nocne niebo, w każdym jego punkcie powinna być gwiazda.
Takie założenie nie wystarczy jednak, żeby noc przemieniła się w dzień. Wiele gwiazd bowiem jest tak daleko, że dla obserwatora z Ziemi są ledwo widoczne. Ale Olbers myślał dalej: Skoro wszechświat jest nieskończenie wielki, to w każdym punkcie firmamentu powinno być nieskończenie wiele gwiazd, które znajdują się jedna za drugą. Światło wszystkich tych gwiazd w sumie powinno być na tyle silne, żeby rozjaśnić nocne niebo.
Na czym polega błąd myślowy Olbersa? Otóż wszechświat wcale nie musi być nieskończenie wielki, o czym świadczy właśnie ciemne niebo nocą. Tym samym liczba gwiazd też nie musi być nieograniczenie wielka. Obecnie naukowcy przyjmują, że największa odległość we wszechświecie wynosi 40 miliardów lat świetlnych. Taki zatem niewielki dystans dzieli najbliższe sobie i najodleglejsze ciała niebieskie.
Komentarze
0 comment