views
Obsada Filmu: 28 pokoi hotelowych (28 Hotel Rooms) 2012
- reżyseria i scenariusz: Matt Ross
- aktorzy: Marin Ireland, Chris Messina
- muzyka: Fall On Your Sword
- zdjęcia: Doug Emmett
- montaż: Joseph Krings
Recenzja Filmu: 28 pokoi hotelowych (28 Hotel Rooms) 2012
Ona i On. Wymienią porozumiewawcze uśmiechy, on przysiądzie się bliżej niej, zagada o to co znajduje się w karcie. Po wspólnie spędzonej kolacji wylądują w łóżku. To jedno z wielu ich spotkań. Gdy akurat znajdują się w tym samym czasie, w tym samym mieście, kontaktują się ze sobą by wspólnie spędzić wieczór, noc i poranek. Dzień, dwa, to zależy na jak długo zatrzymują się w hotelu. Ich spotkania będą trwać przez tytułowe dwadzieścia osiem pokoi. Choć mijać będą miesiące, w sumie nawet lata, choć ich życie zewnętrzne będzie się zmieniać. Związki, rozstania, małżeństwa, potomstwo. Oni i tak nadal będą do siebie ciągnąć, nadal będą spędzać ten hotelowy czas.
Strasznie prosty to film. Dwoje aktorów, zamknięte, małe pomieszczenia, pokój, łazienka, łóżko. Oszczędne dialogi, sporo ciszy, ale nie tej przeciągniętej w nieskończoność, tylko przeznaczonej na oczekiwanie co zdarzy się później. Co kto powie, co kto zrobi. Dwadzieścia osiem epizodów wyraźnie od siebie oddzielonych, które portretują chwile z życia tej dwójki. Niesamowicie delikatne, wyciszone i dyskretne. I choć z początku relacja nieznajomej i nieznajomego opiera się w gruncie rzeczy wyłącznie na seksie, nie jest on przedstawiony wulgarnie ani zbyt dosadnie. Ich romans jest pokazany z wyczuciem, bliskością, smakiem. Nie udałoby się jednak tak dobrze przytrzymać uwagi widzów nad tą właściwie dość suchą, prostą i szybką obserwacją, gdyby nie dwoje głównych aktorów. Marin Ireland i Chris Messina. Od samego początku wyczuwalna jest między nimi wyraźna chemia. Ich bliskość jest naturalna, przekonująca i prawdziwa. Jakby reżyser naprawdę obserwował ludzi, którym zdarzyło się w sobie zauroczyć. Ich zachowanie, to jak na siebie patrzą, to jakie gesty wykonują, i co mówią, zdaje się być uchwycone na żywo, a nie tylko zagrane. Ta naturalność, ta bliskość, niby tak zwyczajna, a jednak tak trudna do ukazania, którą tu jednak udało się uchwycić, przywodzi na myśl tą prawdziwość sytuacji jaką w zeszłym roku udało się uzyskać Andrew Haighowi w "Zupełnie inny weekend". W tamtym, o wiele bardziej rozbudowanym i pełniejszym filmie, również miało się wrażenie, że aktorzy nie grają swoich ról, tylko są. Jakby poszczególne sceny nie były inscenizowane, tylko uchwycały prawdziwe chwile.
Z dwudziestu ośmiu, w sumie całkiem krótkich scen (niektóre to zaledwie błyskawiczne sygnały, w czasie których nie pada ani jedno słowo), wyłania się raczej przygnębiający obraz. Obraz ludzi tęskniących za bliskością, idealnym uczuciem, którego namiastkę mogą odczuć w czasie nocy spędzanych w hotelach. Którzy tęsknią za życiem jakie chcieliby wieść z inną osobą, nie tą z którą są aktualnie związani. Bo choć Ona i On mają kogoś na stałe, tam gdzie mieszkają, nie mogą powiedzieć by ich związki były szczęśliwe. To znaczy powiedzieć może i mogą, ale nie jest to uczucie, którego byliby pewni, które autentycznie by odczuwali. I tak mija ich życie. W przywiązaniu do jednej osoby, z rozsądku by być z kimś, by nie spędzić życia w samotności, choć pragną odmiany, pragną właściwie niemożliwego. Bo nawet najpiękniejsza noc kiedyś się kończy, a jej ewentualne przedłużenie na życie, wcale nie musi okazać się równie satysfakcjonujące.
Gdzie obejrzeć film: 28 pokoi hotelowych (28 Hotel Rooms) 2012
Film dostępny tylko za pośrednictwem płatnych platform VOD
Komentarze
0 comment