views
Obsada Filmu: Jak zostać królem (The King's Speech) 2010
- reżyseria: Tom Hooper
- scenariusz: David Seidler
- aktorzy: Geoffrey Rush, Helena Bonham Carter, Jennifer Ehle, Michael Gambon, Timothy Spall, Anthony Andrews, Colin Firth, Guy Pearce, Eve Best, Claire Bloom, Simon Chandler, Derek Jacobi
- muzyka: Alexandre Desplat
- zdjęcia: Danny Cohen
- montaż: Tariq Anwar
Recenzja Filmu: Jak zostać królem (The King's Speech) 2010
Zakręcony i nieprzewidywalny Aronofsky opowiedział zwyczajną historię zapaśnika, który z chorym sercem chciał po raz ostatni pojawić się na ringu („Zapaśnik”). Rok 2011 upływa natomiast pod znakiem filmów, które teoretycznie nie mogły się udać, bo snują one nie filmowe historie, teoretycznie za małe na kinowy ekran. Robią to jednak w nieprawdopodobnie pasjonujący i wciągający sposób, udowadniając, że każdy temat na film jest dobry, o ile ma się pomysł na jego przedstawienie. Fincher pokazał powstanie Facebooka w "The Social Network" jakby był to sądowy thriller, Aronofsky obserwował natomiast w „Czarnym łabędziu” wpadającą w obłęd perfekcji baletnicę, która za wszelką cenę przygotowuje się do "Jeziora łabędziego". Tom Hooper w swoim obrazie pokazał nam natomiast przyszłego króla, którego największym i najstraszliwszym przeciwnikiem jest... mikrofon, do którego będzie musiał przemawiać podczas swojego panowania. Książę jąka się od dzieciństwa i nie potrafi jednym tchem wypowiedzieć pełnego zdania, a czasy jakie się zbliżają, wymagają od niego by był świetnym, porywającym wręcz mówcą...
Książę Albert za namową swojej żony zaczyna więc chadzać do Lionela Louge'a, specjalisty od wymowy, który wyznaje dość kontrowersyjne i nietypowe metody leczenia. Ponieważ wszyscy dotychczasowi logopedzi, u których bywał przyszły król, byli bezsilni wobec jego przypadłości, Louge jest dla niego ostatnią deską ratunku. Początki współpracy są oczywiście dość kłopotliwe. Lionel za nic ma bowiem dworską etykietę, swój gabinet traktuje jak królestwo, w którym obowiązują wyłącznie jego zasady, zrównujące go, zwykłego Australijczyka, z brytyjskim księciem. Zwraca się do Alberta po imieniu, co gorsza zdrobniale "Bertie", co dozwolone jest jedynie najbliższej rodzinie, wypytuje o sprawy prywatne, dzieciństwo, w którym szuka przyczyn wady wymowy księcia. Albert początkowo niechętny temu zuchwałemu zachowaniu, nie mogąc jednak zaprzeczyć, iż metody terapeuty faktycznie przynoszą konkretne rezultaty, zaczyna coraz chętniej z nim ćwiczyć. Mężczyźni rozluźniają twarze, turlają się po podłodze, ćwiczą łamańce językowe, śpiewają, a nawet klną na całego, byleby tylko książę mógł pokonać swoją największą słabość. O dziwo ta teoretycznie nieciekawa walka o płynną mowę, jest naprawdę wciągająca, chwilami rozbrajająco zabawna i nie sprawia wrażenia błahostki. Bardzo szybko zaczynamy przejmować się razem z rodziną Alberta jego przypadłością, kibicować mu w terapii i martwić się, gdy opanowuje go stres i blokada mowy powraca jak fatum.
Z całą pewnością nie byłoby tego filmu, gdyby nie fantastyczni aktorzy, który fenomenalnie wcielili się w swoje role. Nic dziwnego, że posypało się tyle nagród i nominacji, bo stworzyli niesamowite kreacje. Colin Firth jako książę Albert jest wprost niebywały. Silny, zdecydowany, ale jednocześnie przytłumiony przez swoją rodzinę i wadę wymowy, z którą walczy od wielu już lat i nie może jej wciąż pokonać. Naprawdę czapki z głów, bo to co wyczynia na ekranie jest niezwykłe. Gdy denerwuje się podczas terapii, gdy nie może przebrnąć przez kolejne publiczne przemówienia, gdy zdaje sobie sprawę kim wkrótce zostanie, za każdym razem jest po prostu perfekcyjny. Nikt tak jak on nie zagrałby tej roli. Ale zauważalny (choć nie przyćmiewający ani przez moment Firtha) jest również Geoffrey Rush, czyli pomagający księciu Lionel. Człowiek niesamowicie sympatyczny, współczujący, zdecydowany i cholernie dowcipny, który nie tylko pomoże przyszłemu królowi przebrnąć bez zająknięcia przez radiowe wystąpienia, ale także stanie się jego serdecznym przyjacielem. Świetna rola. Co ważne Firth i Rush bezbłędnie ze sobą współpracują, tworzą niesamowity duet, który ożywia cały film, dodaje mu rumieńców i energii. Perfekcyjnie uzupełniają się, nie przyćmiewają siebie nawzajem, wyciągając ze swoich wspólnych dialogów ile się tylko da, a nawet jeszcze więcej. W tle, choć bardzo zauważalnym, pojawia się jeszcze Helena Bohnam Carter w przecudnie normalnej roli, wspierającej i kochanej żony Alberta. Dobrze jest wreszcie zobaczyć tę aktorkę, grającą tak zrównoważoną bohaterkę.
Można się oczywiście przyczepić, że "Jak zostać królem" jest filmem skrojonym pod Oscary. Chwilami jest nierówny, przewidywalny, za bardzo zwalniający tempo. Nie porywa w nim reżyseria i tylko dzięki fantastycznym aktorom i świetnym dialogom ogląda się go tak dobrze. Z pewnością gdyby na miejscu Hoopera zasiadł ktoś z większym doświadczeniem, film ten porywałby znacznie bardziej niż teraz. Ale jednocześnie przy wszystkich swoich wadach, "Jak zostać królem" jest tak niezwykle sympatycznym, tak miłym i optymistycznym obrazem, że na te kilka niedociągnięć można spokojnie przymknąć oko i delektować się każdą kolejną minutą, wsłuchiwać się w wyborne, inteligentne i momentami zabójczo zabawne dialogi, które wynoszą ten film na trochę wyższy poziom. Przy dwóch scenach aż popłakałem się ze śmiechu: pierwsza to przeklinanie podczas terapii (scena przez którą obraz Hoopera w USA otrzymał wyższą kategorię wiekową, bo wielokrotnie pada w niej niecenzuralne słowo na f...), oraz druga gdy król ma tylko 40 minut na przygotowanie się do przemówienia i w panice wykorzystuje naraz wszystkie poznane dotychczas techniki. Podsumowując. „Jak zostać królem” to bardzo sympatyczna, chwilami całkiem wzruszająca historia rodzącej się przyjaźni pomiędzy królem i jego terapeutą, a także fantastycznie zagrana opowieść o pokonywaniu swoich słabości, którą naprawdę warto obejrzeć. Nawet jeśli nie jest to (a dla mnie z pewnością nie jest) najlepszy film roku.
Gdzie obejrzeć film: Jak zostać królem (The King's Speech) 2010
Film dostępny tylko za pośrednictwem płatnych platform VOD
Komentarze
0 comment