views
Recenzja Filmu: Cztery lwy (Four Lions) 2010
Poruszaniem się po niezbyt ryzykownym terytorium z całą pewnością nie byli jednak zainteresowani twórcy filmu „Cztery lwy”.
Dziesięć lat temu, gdy bliźniacze wieże zawaliły się w Nowym Jorku, w Hollywood nastała konsternacja. Jeszcze do niedawna na dużym ekranie radośnie równano z ziemią sławne budynki ku uciesze gawiedzi, gdy jednak rzeczywistość zaczęła naśladować fikcję, wielkie wytwórnie zgodnie zaprzestały kreowania celuloidowej destrukcji w epickiej skali. Przewidywania, że wydarzenia te odcisną trwałe już piętno na świecie kina, okazały się być mocno przesadzoną wizją. Kino blockbusterowe na chwilę zwolniło tempo, z filmów przez jakiś czas wycinano rzeczy, które mogłyby widowni przypominać o niedawnych, tragicznych wydarzeniach. Długo to jednak nie trwało, powoli, acz z każdym rokiem coraz śmielej, zaczęto powracać do dawnej maniery, co przypieczętował filmem „2012”, jak zwykle niezawodny w epickiej rozpierdusze, Roland Emmerich. Sam temat terroryzmu oczywiście stał się bardzo atrakcyjny dla scenarzystów, mało kto jednak wychodził poza bezpieczny obszar, czyli portretowanie zamachowców jako zła wcielonego. Poruszaniem się po niezbyt ryzykownym terytorium z całą pewnością nie byli jednak zainteresowani twórcy filmu „Cztery lwy”.
Wielka Brytania. Sheffield. Grupa młodych muzułmanów przygotowuje atak terrorystyczny na brytyjskiej ziemi. Dwoje z nich wylatuje do Pakistanu żeby wziąć udział w obozie treningowym dla terrorystów i podszkolić się w „zawodzie”. Po powrocie decydują się spełnić w końcu swoje marzenie i przeprowadzić samobójcze zamachy bombowe. Wcześniej jednak muszą opanować techniki rejestrowania profesjonalnych nagrań terrorystycznych domową kamerą, zdecydować, co będzie wystarczająco spektakularnym celem ataku, i w ogóle opanować całą logistyczną stronę bycia terrorystą…
Zacznijmy od podstawowej kwestii. To nie jest poważny film. „Four Lions” to satyra na świat terroryzmu, dość mocno testująca przy tym poziom tolerancji opinii publicznej i widowni. Reżyser, Chris Morris, balansuje na krawędzi tego, co dopuszczalne w poruszanej tematyce, i niejednokrotnie przekracza granice. Dość nikłe medialne zainteresowanie filmem pokazuje, że histerię, jaka zapanowała przed dekadą w Hollywood, należy już uznać za niebyłą. Oczywiście nie należy zapominać, że mówimy w tym wypadku o kinie niezależnym, do tego europejskim. Tym niemniej wpisującym się w obecne trendy. Terroryzm to wciąż dość śliski temat (o ekstremistach już nie wspominając, bo żartowanie z nich bywa dla kpiarzy niebezpieczne w dosłownym znaczeniu), ale niewątpliwie już o wiele więcej rzeczy uchodzi płazem. Wciąż jednak jest to stąpanie po rozżarzonych węglach i niejeden może się przy tym poparzyć.
Stopy Morrisa były zapewne całe czerwone od żaru. Reżyser stawia widza w dość niewygodnej pozycji. Film jest swoistym przeniesieniem „Gangu Olsena” w świat terroryzmu. Oglądamy dość nieporadnych facetów, którzy niejako bawią się (chociaż sami nie zdają sobie z tego sprawy) w bycie ekstremistami. Żyjący od lat (a być może wręcz wychowywani od dziecka) w Wielkiej Brytanii, na co dzień stołujący się w fastfoodach, oglądający takie same programy i filmy jak większość przeciętnych młodych ludzi na świecie, obcujący każdego dnia z „niewiernymi” i przesiąknięci ich kulturą, niewiele wiedzą o prawdziwym islamskim ekstremizmie. Dżihad jest dla nich niczym „styl gangsta” dla białych chłopców z przedmieść, pozujących na czarnych raperów. Coś tam im świta, podpatrzyli pewne zachowania z wieczornych programów informacyjnych i filmów krążących po Internecie, ale zdolni są jedynie nieporadnie je kopiować, w dziecięcy sposób ekscytując się, że odtwarzają „poetykę” tych nagrań.
Jest w tym sporo samoświadomości tego, jak bardzo są nieporadni, wzajemnie naśmiewają się ze swoich kolejnych wpadek i próbują je nadrabiać dobrą miną, co jest głównym źródłem humoru w filmie. I rodzi to więź pomiędzy ekipą terrorystów a widzem, do którego w pewnym momencie dociera jednak, że bohaterowie w swój nieporadny sposób zaczynają się nieuchronnie zbliżać do swojego upragnionego celu, a on im w tym mimowolnie kibicuje. Bo przecież sytuacja to podobna jak we wspomnianym „Gangu Olsena” czy innych przedstawicielach gatunku heist movie (czyli filmach opowiadających o przygotowaniach do włamania), gdy widz obserwuje tych w gruncie rzeczy „złych” i kibicuje im w łamaniu prawa. Tylko że tutaj nie mamy napadu na bogaty kapitalistyczny bank, czy też skarbiec jakiegoś bogacza, który w domyśle wzbogacił się zapewne na niedoli innych. Tutaj bohaterowie zamierzają dokonać terrorystycznego ataku podczas maratonu odbywającego się w centrum miasta i zabić wielu niewinnych ludzi. Przez ostatnią dekadę wielokrotnie obserwowaliśmy, czym to się kończy w prawdziwym świecie. Bardzo grząski teren, a reżyserowi bynajmniej nie brakuje jaj i ze śmiałością się w nim zanurza, konsekwentnie nie wycofując się z wyjściowego założenia. Bohaterowie do samego końca dążą więc do wysadzenia się wśród „niewiernych” i bynajmniej nie zostanie to rozwiązane jakimś tanim komediowym chwytem zakończonym happy endem.
Czy więc reżyser przekroczył granicę dobrego smaku? To już zależy od podejścia odbiorcy. Ja, jako widz, lubię być stawiany w niewygodnym położeniu. Poszukuję filmów wywołujących u mnie wątpliwości natury moralnej, tytułów zmuszających do zastanowienia się nad sobą (bo jak to świadczy o mnie, że poniekąd kibicuję postaciom zmierzającym drogą prowadzącą do okrucieństwa?). Jest to niewątpliwie swoisty test pojemności określonego gatunku filmowego i materiał do refleksji nad tym, jak można manipulować emocjami odbiorcy. Żeby było jednak jasne, w żadnym wypadku nie jest to islamistyczna, czy też tym bardziej terrorystyczna, agitka. Nie jest to jednak również krytyka zjawiska ekstremizmu. Reżyser próbuje go wyśmiać, ale w sposób nieoczywisty, balansuje pomiędzy groteską a tragikomedią. Kreśli satyryczny obraz, ale mocno osadzony w rzeczywistości, niewyśmiewający wszystkiego jak leci, ale skupiający się na bezlitosnym wypunktowaniu pewnych elementów. Niestroniący przy tym od ociekających absurdem scen. Mieszanka to iście wybuchowa, stosowna więc do poruszanego tematu.
Obejrzyj Film: Cztery lwy (Four Lions) 2010
Obejrzyj także inne filmy:
Niezniszczalni 2 (2012) - cały film online za darmo z lektorem.
Komentarze
0 comment