views
Obsada Filmu: Sherlock Holmes: Gra cieni (2011)
- reżyseria: Guy Ritchie
- scenariusz: Michele Mulroney, Kieran Mulroney
- aktorzy: Robert Downey Jr., Jude Law, Noomi Rapace, Rachel McAdams, Jared Harris, Stephen Fry, Paul Anderson, Kelly Reilly, Geraldine James, Eddie Marsan, Affif Ben Badra, Thierry Neuvic, Wolf Kahler, Jack Laskey, William Houston, Laurence Possa, Victor Carril, Alexandre Carril, Clive Russell, Joe Egan
- muzyka: Hans Zimmer
- zdjęcia: Philippe Rousselot
- montaż: James Herbert
Recenzja Filmu: Sherlock Holmes: Gra cieni (2011)
Filmem nieciekawym, przedłużonym, zupełnie nic nie wnoszącym, który jest tak zajmujący i interesujący jak czytanie poradnika upraw roślin doniczkowych dla kogoś, kto do roślin nie ma dobrej ręki. Zabrakło tu tej lekkości, pomysłowości i zadziorności jaką charakteryzowała się pierwsza część. Zabrakło pasjonującego dochodzenia, zaskakującej zagadki, wplątywania się bohaterów w coraz to większe tarapaty i co najważniejsze i najbardziej odczuwalne, zabrakło humoru. Tak jak poprzedni obraz aż puchł od ilości słownych jak i sytuacyjnych żartów, tak w tej produkcji jest ich jak na lekarstwo. Przez całe dwie godziny zaśmiałem się może ze dwa razy. A bez humoru najnowszy Sherlock stał się obrazem nieciekawym, męczącym i zabójczo nudnym, jak na film typowo rozrywkowy.
Z pewnością byłby jeszcze bardziej męczący, gdyby nie odtwórcy głównych ról - świetny Robert Downey Jr. i dorównujący mu Jude Law, którzy tworzą jedną z najbardziej dobranych par, jaką obecnie możemy oglądać na ekranach kin. Idealnie do siebie pasują, świetnie ze sobą współgrają, jednocześnie co chwila sobie dogryzając, podkręcając tym samym atmosferę swojej relacji. Bez nich ten obraz umarłby już dawno, dzięki nim nawet najbardziej nieciekawe sceny i dialogi nabierają jakiegoś wyrazu. W kontynuacji zawodzą za to pozostali aktorzy. Rachel McAdams grająca ponownie Irene Adler pojawia się dosłownie na kilka minut, na zdecydowanie zbyt krótko by móc nacieszyć się jej obecnością. Postać grana przez Noomi Rapace jest tak potwornie nieciekawa i niedbale naszkicowana, że nieświadomie, co rusz, zapomina się o jej obecności. Robią to nawet sami scenarzyści wprowadzając ją na scenę, tylko gdy potrzebny jest nowy trop lub pomoc dla głównych bohaterów, a później bez mrugnięcia okiem odsuwają ją w cień. Co jakiś czas na ekranie pojawia się także Stephen Fry, grający tu brata Sherlocka, ale jego postać została dodana tutaj całkowicie na siłę, właściwie ciężko stwierdzić po co.
Co jednak najbardziej bolesne, zawodzi główny przeciwnik Holmesa, słynny profesor Moriarty. Co boli tym bardziej, bo został zagrany przez fantastycznego Jareda Harrisa, aktora, który już raz rewelacyjnie spisał się w roli czarnego charakteru, grając w kilku odcinkach "Fringe". Ze swoim niesamowitym głosem, niebywałą charyzmą był świetnym materiałem na największego przeciwnika detektywa, jednak nie mógł rozwinąć skrzydeł przez nieciekawie rozpisaną rolę. Jego przebiegły plan jest dla nas zbyt odległy by się nim chociaż odrobinę przejąć. Poza tym jest zbyt oczywisty, brakuje w nim zagadki, zaskoczenia, które budowałoby idealnie postać Moriarty’ego, dodawało jej powagi. Szkoda, że twórcy mając za czarny charakter człowieka o niezwykłym umyśle, skupili się przede wszystkim na ordynarnej akcji. Szkoda, że nie ma tu więcej starć na słowa, które w efekcie przeradzałyby się w równocześnie rozgrywające się szybsze sceny. Takich pojedynków dwóch umysłów, jaki widzimy w fantastycznym finale, nad wodospadem, który zamienia się w niemożliwą do wygrania partię szachów i przechodzi w bardzo zgrabne i pomysłowe zakończenie. Na tle tego słownego pojedynku dwóch niezwykłych umysłów wszystkie wcześniejsze bijatyki, strzelaniny wypadają niezwykle blado.
Od strony technicznej drugi Sherlock nie różni się niczym od poprzedniego. Przyspieszenia i zwolnienia akcji nadal występują, są efektowne, choć tym razem moim zdaniem są zdecydowanie za bardzo nadużywane. Praktycznie w każdej scenie, nawet w zwykłej bójce, która odbywa się tylko w umyśle bohatera, obraz co chwilę przyspiesza i zwalnia, aż w końcu ten trick przestaje bawić i staje się tylko uciążliwym dodatkiem, bardzo spowalniającym całą akcję. Bo ileż razy można oglądać świat w zwolnionym tempie? Szczególnie, że wielokrotnie nie ma potrzeby do takich zabaw i tylko w scenie ucieczki przez las, efekt ten robi jakieś wrażenie. I chyba tylko pod jednym względem kontynuacja ta sprawdza się lepiej niż pierwsza część. Mocniej skupia się na tym, czego tamten obraz w pełni nie zauważał: na procesie myślowym detektywa. Wielokrotnie pokazuje jak ten kojarzy fakty, obserwuje całe otoczenie, zauważa istotne szczegóły, łączy niedostrzegalne dla zwykłych ludzi elementy w jeden, pełny obraz. Za takie całkiem udane wejście w umysł bohatera należy się plus. Pozostała reszta to jednak spory krok w tył w porównaniu do poprzedniej części. A co za tym idzie, rozczarowanie.
Gdzie obejrzeć film: Sherlock Holmes: Gra cieni (2011)
Film dostępny tylko za pośrednictwem płatnych platform VOD
Komentarze
0 comment