W MSW i MON rozpoczęto przygotowania do wprowadzenia stanu wojennego już jesienią 1980. Ustalono listy działaczy „Solidarności" przewidzianych do zatrzymania, organizowano narady z udziałem zwierzchników rządowych i partyjnych, konsultowano się z Moskwą.

 W następnym roku prace nad różnymi formami wprowadzenia stanu wojennego obejmowały zarówno wersję łagodną (z użyciem milicji, przy niewielkim oporze), jak i najbardziej radykalną opcję, przewidzianą na wypadek strajku powszechnego, masowych demonstracji, niemalże powstania. W takiej sytuacji do akcji miały wkroczyć także siły państw UW.

Planistom milicyjno-wojskowym sprzyjał czas, gdyż energia „Solidarności" wypalała się w protestach, a ekipa Jaruzelskiego przejmowała coraz więcej stanowisk w aparacie przemocy i administracji. Sam generał spotkał się z prymasem Glempem i Lechem Wałęsą, aby pozorować możliwość porozumienia, ale w swych planach nie uwzględniał możliwości ustępstw. Był w tym wspierany przez Moskwę, znaczną część członków organów rządu i PZPR, a także kadr partyjnych, oficerskich, SB, MO, prorządowych działaczy w związkach i organizacjach. Zdecydowana akcja władz mogła też spotkać się z bierną aprobatą zmęczonego społeczeństwa.

Przygotowania objęły wiele działań wojska (przedłużono służbę żołnierzy, którzy mieli wrócić do cywila), milicji (która prowokowała działania mające testować reakcje społeczne), administracji (coraz bardziej zmilitaryzowanej), partii (gdzie szykowano kadry, przygotowując broń dla aktywistów). W tajnym trybie tworzono surowe przepisy prawne, szykowano miejsca w więzieniach, w ZSRR wydrukowano plakat z dekretem o stanie wojennym. Liczono na efekt zaskoczenia, któremu miały pomóc skutki surowej zimy i nieprzygotowanie „Solidarności".

W kierownictwie 10-milionowego ruchu ścierały się grupy radykałów (Gwiazda, Jurczyk, Rulewski) z umiarkowanymi, wśród których dominowali doradcy i intelektualiści. Sam Wałęsa działał sprytnie i ostrożnie, ale liczył się z powściągliwym stanowiskiem Kościoła. W „Solidarności" na ogół nie wierzono, aby władza, którą uważano za słabą, zdecydowała się na użycie siły. Społeczny i zawodowy charakter ruchu oraz pokojowy kierunek dotychczasowych przemian wymuszał strategię wykluczającą walkę. Co najwyżej rozważano możliwości biernego oporu w przypadku obcej interwencji. Zapowiadano strajk powszechny, gdyby sejm przyznał rządowi nadzwyczajne pełnomocnictwa. Bardziej przewidujący działacze tworzyli tajne zapasy finansowe i drukarskie.

Datę wprowadzenia stanu wojennego wyznaczył Wojciech Jaruzelski.

 Pod względem prawnym był to typowy zamach stanu. Potwierdzały to: tajność przygotowań, formalne złamanie konstytucji (stan wojenny mógł wprowadzić sejm, a nie Rada Państwa), przejęcie władzy przez pozaustrojowy organ o nieograniczonych uprawnieniach (Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego), stosowanie represji na podstawie prawa, którego jeszcze nie ogłoszono. Dla władz najważniejsza była jednak skuteczność, stąd wiele działań (w tym internowania przywódców) rozpoczęto już 12 grudnia wieczorem. W środku nocy SB i ZOMO zatrzymało niemal wszystkich najważniejszych działaczy „Solidarności" obradujących w Gdańsku. Lecha Wałęsę zabrano z domu i wywieziono do Warszawy „na rozmowy". Jaruzelski ogłosił wprowadzenie stanu wojennego w przemówieniu radiowo-telewizyjnym w niedzielę 13 grudnia o godz. 6.00.

Koordynacja działań milicyjno-wojskowych przyniosła znaczące efekty. Przerwano łączność międzymiastową, internowano 5000 działaczy opozycji (drugie tyle w następnych miesiącach), zajęto lokale „Solidarności". Zakazano opuszczania terenu własnej gminy, wprowadzono godzinę milicyjną. Zawieszono zajęcia w szkołach i na uczelniach, wstrzymano wydawanie większości gazet, w telewizji dominowały marsze wojskowe, filmy wojenne, pojawili się spikerzy w mundurach. WRON wyznaczyła 4700 komisarzy wojskowych, którzy przejęli władzę w gminach, przedsiębiorstwach i instytucjach. MON i MSW wprowadziły do akcji 70 tys. żołnierzy, 30 tys. milicjantów, 1750 czołgów, 1900 wozów bojowych.

Pierwsze strajki wybuchły już 13 grudnia. Stocznia Gdańska była pacyfikowana dwukrotnie przez czołgi i ZOMO, protesty rozszerzyły się na ulice. Strajkowały największe zakłady Wybrzeża, Wrocławia, Warszawy, Krakowa i Śląska, gdzie zgodnie z przewidywaniami władz opór był szczególnie trudny do złamania. W kopalni Wujek milicja użyła broni maszynowej. Śmierć poniosło 9 górników, 21 zostało rannych od kul, 44 w wyniku innych obrażeń, w walkach rany odniosło 42 milicjantów i żołnierzy. Broni palnej użyto też w innych miejscach. Stosowano terror fizyczny („ścieżki zdrowia") i psychiczny (symuIowane wysyłki na Syberię). Skala zastosowanej przemocy wskazywała, że strona atakująca jest gotowa do zdławienia protestów za wszelką cenę. Ostatni strajk w kopalni Piast zakończył się 28 grudnia.

Stan wojenny był operacją nagłą, bardzo szeroko zakrojoną, z konkretnym celem wojskowym: zdobycie wszystkich punktów o znaczeniu strategicznym, zlikwidowanie oporu, zapewnienie pełnej kontroli nad krajem. Pod względem militarnym wszystkie te zadania, choć przy znacznych kosztach, zostały wykonane. Natomiast celem politycznym było utrzymanie władzy przez PZPR, zdławienie „Solidarności", zniechęcenie do antyrządowych działań. I tu sukces okazał się pozorny. Władze PRL, decydując się na użycie siły i licząc na pomoc ZSRR, stały się zakładnikiem tych dwóch argumentów, co w dłuższej perspektywie oznaczało klęskę.

Twoja Ocena