Napiwek – kwestia hojności czy dobrego wychowania? Czy dawać napiwek? Jeżeli tak to ile?
Napiwek – kwestia hojności czy dobrego wychowania? Czy dawać napiwek? Jeżeli tak to ile?
Dla kelnerów jest to znaczna część miesięcznego wynagrodzenia, dla restauracji m.in. kwestia wizerunku. Wysokość napiwku, jaką pozostawia się w lokalach, zależy głównie od dobrej woli klienta, choć nie bez znaczenia jest też lokalizacja knajpy. Podczas gdy na nowojorskim Manhattanie restauratorzy oczekują napiwków w wysokości 25-30 proc. rachunku, w Polsce przyjęło się zostawiać ok. 10 proc kwoty zamówienia.

Mimo że każdy teoretycznie wie, iż napiwki są powinnością, niektóre restauracje wprowadzają je jako obowiązek. Z kolei inne jedynie bezsilnie patrzą na klientów, którzy szczodrością nie grzeszą. Bezradność nie jest oczywiście w stylu znanych restauratorów, którzy w swoich lokalach doliczają napiwek automatycznie. Traktowany jest on jako opłata serwisowa, wynosząca 10 proc. ogólnego rachunku. Przymusowy napiwek  oburza wielu klientów – także tych, którzy wolą go zostawiać dobrowolnie i nie chcą być z góry traktowani jako osoby niewychowane.

W Polsce pozostawianie napiwków wciąż jest problemem. Rodacy niechętnie wynagradzają kelnerów nie tylko w miejscowych restauracjach, ale i zagranicznych. To niestety nie pomaga w budowaniu pozytywnego wizerunku Polaków, zwłaszcza w kurortach turystycznych. Efekt? Hotelarze nie darzą ich takim szacunkiem, na jaki ich zdaniem zasługują turyści z innych państw. To może skutkować nawet gorszym traktowaniem.

Wbrew pozorom, do najhojniejszych nie należą też gwiazdy zza oceanu. W sieci krąży lista najbardziej skąpych, jeżeli chodzi o napiwki, celebrytów. Koszykarz LeBron James płacąc 800 dolarów zostawił napiwek w wysokości 10 dolarów. Na jego tle odrobinę lepiej wypadła Madonna, która do 400 dolarów dołożyła kelnerom kolejne 18. Barbra Streisand pewnego razu, płacąc rachunek o wysokości 457 dolarów, zostawiła kelnerowi zaledwie 10 dolarów. Zdarzało się jej też nie zostawiać napiwku wcale.

Wśród gwiazd niepoczuwających się do pozostawienia jakiegokolwiek napiwku, znaleźli się także Jeremy Piven i Usher, którzy postanowili wynagrodzić kelnerów swoimi autografami. Zaskoczeni byli również pracownicy restauracji w Nowym Orleanie, kiedy aktor Sean Penn zapłacił im 450 dolarów – dokładnie tyle, na ile wystawiono mu rachunek. Podobne sytuacje zdarzały się też w przypadku Mariah Carey, Kirsten Dunst czy Tobey'a Maguire'a.

Lista „skąpych” celebrytów pokazuje też, jak wiele oczekują po nich restauratorzy. Przekazywanie mediom wieści o tym, za ile ktoś zjadł i ile napiwku zostawił, dowodzi, iż po bogatszych klientach spodziewa się wyższych napiwków. Jednocześnie jest najlepszym dowodem na to, że tzw. opłaty serwisowe traktuje się jako społeczny obowiązek, z którego niewywiązanie się skutkuje publicznym potępieniem.

Raz w ogniu krytyki znajdują się restauracje, które zmuszają do płacenia napiwków, innym razem klienci, którzy ich nie zostawiają. O złoty środek w tej sprawie trudno, ciężko bowiem mówić w ogóle o idealnym rozwiązaniu, gdy w grę wchodzi dobre wychowanie. Ono podpowiada, by wynagradzać nie tylko kelnerów, ale także boyów hotelowych, taksówkarzy czy fryzjerów.

Brak napiwku to dla „obsługującego” sygnał, że jego usługi były niezadowalające. Częściej jednak świadczy o skąpstwie. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, jak bezcelowe jest tłumaczenie się niskimi zarobkami, szczególnie wtedy, gdy wakacje spędza się w luksusowym zagranicznym hotelu.

Ile dawać napiwku w Polsce?

Standardem w przypadku większości usług w Stanach jest wręczanie napiwku w wysokości 15% wartości rachunku. Napiwek w wysokości 20% uznawany jest za bardzo dobry napiwek, a z kolei jeżeli klient jest szczególnie zadowolony z usługi lub obsługi często dolicza 25% do rachunku.

Komentarze

https://minds.pl/assets/images/user-avatar-s.jpg

0 comment

Nikt jeszcze nie napisał komentarza!