Obecnie lekarze każdą formę alkoholizmu nazywają chorobą. Powiadają, że cechuje ją nawyk nadmiernego picia trunków, niemożność powstrzymania się od picia w pewnych warunkach i brak kontroli w stosunku do ilości wypitego alkoholu, a w ogólnej konsekwencji stopniowa dezorganizacja i degradacja całej osobowości człowieka.

Test na alkoholizm, czyli 13 kroków do alkoholizmu.

W 1963 r. zmarł w Kalifornii profesor, doktor nauk przyrodniczych E. M. Jellinek, światowej sławy uczony, inicjator i jeden z najznakomitszych przedstawicieli badań naukowych nad alkoholizmem, twórca współczesnego poglądu na alkoholizm jako chorobę. Światowa Organizacja Zdrowia, działająca w ramach Organizacji Narodów Zjednoczonych uznawszy po ostatniej wojnie alkoholizm jako jedno z najniebezpieczniejszych zjawisk dla stanu zdrowotnego ludzkości na swego naczelnego doradcę w tej sprawie powołała prof. Jellinka.

Problem picia w stanie już chorobowym został przejrzyście i przekonywająco przedstawiony w słynnych „13 krokach od alkoholizmu" Jellinka.

1. Zaczął pić — od czasu do czasu parę kieliszków w towarzystwie, od czasu do czasu na drugi dzień przykre samopoczucie fizyczne i psychiczne zwane popularnie „kociokwikiem" albo po prostu „kacem”. Wszystko wygląda niewinnie.

2. Coś niedobrze z pamięcią — pije również w towarzystwie i niezbyt wiele (tak mu się zdaje), ale na drugi dzień nie może sobie wielu rzeczy przypomnieć, jak niektórzy mówią — „luki w życiorysie”.

3. Już i bez towarzystwa picie sprawia przyjemność, ale czuje, że gdyby chciał, mógłby jeszcze przestać pić.

4. Z reguły wypija więcej, niż zamierzał przed rozpoczęciem picia, postanowienia dotyczące ilości załamują się. Jeszcze nie jest za późno.

5. Szuka usprawiedliwienia (imieniny, zimno albo upał, trzeba oblać i radość, i zmartwienie), a więc zjawiło się poczucie winy.

6. Stadium „klina” — żeby zagłuszyć wyrzuty sumienia i marne samopoczucie wywołane wczorajszym piciem rozpoczyna dzień od kieliszka, jeszcze się usprawiedliwia: trzeba pracować, muszę mieć raźną minę wobec rodziny.

7. Pije samotnie i buja z przyjemnością w świecie fantazji: jest milionerem, a może bohaterem, a może kochankiem najpiękniejszej kobiety świata.

8. Zaczyna zachowywać się antyspołecznie, wybryki chuligańskie: kopie psy, a czasem i dzieci, szuka bójki, wybija szyby. Na drugi dzień odczuwa swój upadek coraz silniej, ale jedyne lekarstwo widzi w zwiększonym piciu.

9.  Rozpił się — teraz picie jest koniecznością, nie może panować ani nad tym kiedy, ani ile pije. To już prawdziwy alkoholik.

10. W nielicznych chwilach trzeźwości odczuwa głębokie wyrzuty sumienia i odrazę do samego siebie. Wymyśla sobie od najgorszych łajdaków. Myśli z rozpaczą o rodzinie, której zadaje ból, którą rujnuje. Poczucie winy jest tak silne, że szybko je „zapija".

11.    Odczuwa nieokreślony, ale przerażający strach: dokoła ciemność, drobne plugawe zwierzęta wspinają się do twarzy, ktoś go zdradza, ktoś szykuje na niego zamach, ręce mu się trzęsą z nieopanowanego lęku. Ale teraz już wołałby umrzeć niż obejść się bez alkoholu.

12. Zdaje sobie sprawę, że alkohol go ,.powalił". Tkwi to w jego wiecznie zamroczonej świadomości, najczęściej nie chce o tym z nikim rozmawiać. Może się jednak zdarzyć, że się do tego przyzna, że wszystkie dotychczasowe usprawiedliwienia oceni jako wykręty. Zdarza się czasem przebłysk opamiętania — z reguły w związku z jakimś wstrząsem: wypadek, który omal nie doprowadził do tragedii, zbudzenie się w szpitalu, śmierć dziecka, bardzo rzadko — rozmowa z kimś, kogo wyjątkowo szanuje.

13. Poddał się i wyrok zapada: albo jest stracony, albo może zechce przyjąć pomoc z zewnątrz, zechce się leczyć. Przekreślił już miłość i przyjaźń, stracił pracę, dom, rodzinę, szacunek. Jedyny ratunek — alkohol — okazał się ratunkiem fałszywym. Teraz moment ostateczny i od niego tylko zależy — albo zgodzi się na leczenie (nie chodzi o przymus zewnętrzny) albo czeka go śmierć z gatunku najmarniejszych.

Oczywiście to jest schemat i mimo, że powtarza się dość regularnie, orientujemy się, iż nie każdy alkoholik przebywa drogę w podanej kolejności i z jednakowym nasileniem. W każdym bądź razie schemat ten oddaje ogromną usługę każdemu, kto chce znać granice etapów i sobie lub innym powiedzieć: stop, zapaliło się czerwone światło, przekroczenie grozi katastrofą.

Trudno dla każdego przypadku określić „bez pudla", na którym z wymienionych „kroków" kończy się skuteczność perswazji i uświadomienia, apelu do rozumu i serca, wpływu jednostki i otoczenia. Jedno jest niewątpliwe — w pewnym momencie rozpoczyna się choroba i głos mają lekarze.

W bardzo ogólnym (a więc i powierzchownym) ujęciu sprawa leczenia alkoholików polega na: całkowitym „odcięciu" chorego od możliwości swobodnego picia, na podawaniu pewnych lekarstw (wyłącznie na podstawie decyzji lekarza!), które wywołują w określonym czasie wstręt do alkoholu, na ogólnym wzmacnianiu organizmu i usuwaniu tych zmian związanych z istnieniem choroby, które są jeszcze do odwrócenia, wreszcie na tak zwanej psychoterapii, która stara się trafić do psychiki alkoholika, aby, jak niektórzy lekarze określają, „wychować go w trzeźwości", czyli obudzić w nim i utrwalić zamiłowanie do trzeźwości, tak jak przedtem miał silne upodobanie do pijaństwa.Całą tę sprawę musimy zostawić lekarzom-specjalistom. Są jednak takie momenty, w których lekarz ma prawo żądać i żąda czynnej współpracy ludzi dobrej woli ze środowiska pacjenta.

Kiedy udało się osiągnąć zamierzone wyniki kuracji, chory z wdzięcznością ściska na pożegnanie dłoń lekarza i wraca do domu — do „swoich". Wszystko teraz zależy od tego, kim będą ci „swoi", jak się zachowają, w jakim stopniu w zakładzie pracy, w domu, w towarzystwie potrafią stworzyć wokół byłego alkoholika taką atmosferę, aby nie tylko nic zatruwały jej opary wciąż jeszcze kuszącej wódki, lecz zaufanie i wiara w jego całkowite wyleczenie utrwalały „wychowanie w trzeźwości".

Twoja Ocena