views
Kiedy 5 maja 1821 roku Napoleon Bonaparte zmarł na Wyspie Świętej Heleny nie była to śmierć naturalna, lecz konsekwencja zamierzonego otrucia arszenikiem.
Tego zdania jest szwedzki dentysta i ekspert w sprawach trucizn, Sten Forshufvud. I nie tylko on. Teza o otruciu Napoleona istniała „od zawsze". A od pewnego czasu uchodzi za udowodnioną. Od 1955 roku Forshufvud studiował pamiętniki wiernego kamerdynera Napoleona, Luisa Marchanda. Był on szczerze oddany swojemu byłemu cesarzowi i nigdy nie uwierzył w naturalną przyczynę jego śmierci.
Za otruciem przemawiało więcej niż tylko podejrzenia wiernego kamerdynera. Jest rzeczą znaną i udokumentowaną, że od roku 1815 aż do swojej śmierci na wygnaniu na Wyspie świętej Heleny ekscesarz w sposób widoczny zapadał na zdrowiu i „był nabrzmiały i opuchnięty". Są to cechy, które wyraźnie mogłyby wskazywać na zatrucie arszenikiem.
Z drugiej strony jednak Wyspa Świętej Heleny ma klimat, którego raczej nie można zaliczyć do zdrowych i korzystnych dla człowieka. Wśród brytyjskich żołnierzy owa wyspa, leżąca miedzy Afryką a Ameryką Południową cieszyła się złą sławą z powodu swojego „morderczego tropikalnego klimatu". Dezynteria i żółtaczka regularnie dziesiątkowały stacjonujących tam żołnierzy. W domku Napoleona plaga szczurów była czymś normalnym. Prawie co noc służba zabijała dziesiątki tych gryzoni.
Istnieją precyzyjne protokoły z ostatnich, pełnych cierpienia godzin życia Napoleona. Paliły go wnętrzności, cierpiał ogromne bóle, męczyło go pragnienie, miał słabe tętno. Chirurg, doktor Francesco Antommarchi spisał po jego śmierci 30 symptomów, które u niego zaobserwował. 22 spośród nich Forshufvud rozpoznał jako typowe lub przynajmniej możliwe przy zatruciu arszenikiem.
Sam fakt, że Napoleon stale przybierał na wadze, a jego ciało puchło, przemawia przeciwko urzędowemu wyjaśnieniu, „rakowi żołądka" jako przyczynie śmierci. W tym przypadku działoby się coś wręcz przeciwnego: musiałby mianowicie nastąpić spadek wagi aż do całkowitego wycieńczenia.
Nasuwa się pytanie, czy jeżeli nastąpiło otrucie Napoleona, to czy można je jeszcze dzisiaj udowodnić?
Zrealizowano wiele dokumentalnych filmów telewizyjnych na ten temat. I one opierały się na tym rozpowszechnionym poglądzie.
W 1840 roku, w 19 lat po swojej śmierci, Napoleon został przeniesiony do kościoła Inwalidów w Paryżu. We wspomnieniach Francuzów wydarzenie to miało następujący przebieg:
W roku 1840 ma miejsce najważniejsze wydarzenie w historii kościoła inwalidów: przyjmuje on doczesne szczątki Napoleona. Po siedmiu łatach układów z Anglią doszło do tego, że jego syn, Louis-Philippe, książę Joinville, pojechał na Wyspę Świętej Heleny. 8 października przybył tam na pokładzie fregaty „La Belle Poude" i zarządził ekshumację. Trumnę otwierano dwie minuty. Zwłoki zmarłego przed 19 laty eks-cesarza, ubrane w mundur gwardyjski, były - ku zaskoczeniu wszystkich - dobrze zachowane i w ogóle nienaruszone. jako świadkowie występowali ostatni towarzysze jego wygnania - Gourgaud, Bertrand, LasCases i Marchand; wszyscy oni ledwie panowali nad wzruszeniem. Fregata z trumną na pokładzie zawinęła 30 listopada do Cherbourga. Przez Le Havre i Sekwanę trumna ze zwłokami dociera do Paryża, aż do Pont de Neuilly. Uroczysty pogrzeb odbywa się 15 grudnia 1840 roku. Podczas silnej zamieci uroczysty kondukt udaje się do Łuku Tryumfalnego i dalej w dół Champs Elysóes przez plac Zgody aż do placu Inwalidów. Jednym z gości honorowych na trybunie był Wiktor Hugo. Na całym placu tłoczyło się sto tysięcy ludzi. Hugo zanotował, że właśnie w tym momencie, gdy połyskujący zlotem karawan zjeżdżał po bulwarze na plac, słońce przebiło się przez chmury i „szmer przeszedł przez tłum".
Trumnę wystawiono w kaplicy St. Jerome i pozostawiono tam aż do ukończenia właściwego grobowca. Co trwało dalszych 21 lał. Ostateczny pogrzeb odbył się 3 kwietnia 1861 roku. Zapierający dech wystrój grobowca, umieszczonego pośrodku kościoła bezpośrednio pod kopułą był zaplanowany celowo. Aby nie zakłócić harmonii architektury kościoła i nie zasłonić ołtarza, twórca grobowca, Visconti, stworzył okrągłą kryptę otoczoną i chronioną ścianą z marmuru. W centrum i jednocześnie w najniższym miejscu spoczywa sarkofag z czerwonego porfiru na cokole z granitu z Wogezów.
Wybrano czerwony porfir, ponieważ także w starożytnym Rzymie z tego właśnie kamienia wykonywano sarkofagi cezarów. Poszukiwania odpowiedniego porfiru we Włoszech, Grecji i w samej Francji długo nie dawały rezultatów. Dopiero w 1846 roku znaleziono w rosyjskiej Karelii odpowiedni kamieniołom z tym drogocennym materiałem. Z 200 wyłamanych bloków wybrano piętnaście ważących po 200 ton każdy. Transport do Paryża spowodował dodatkowe trudności, i dlatego trwał ponad rok. Dwóch łat wymagało kucie i polerowanie tego surowca. Zwłoki cesarza złożono w sześciu umieszczonych jedna w drugiej trumnach. Pierwsza (licząc od środka) wykonana jest z białej cynkowanej blachy, druga z mahoniu, trzecia i czwarta z ołowiu, piąta z hebanu a szósta, zewnętrzna, z dębu, dopiero owa sześciowarstwowa trumna została umieszczona w porfirowym sarkofagu.
Wszystko wskazuje na to, że ponowna ekshumacja zwłok spod owych siedmiu warstw jest wykluczona. Nakład sił i środków użytych w tym celu nie byłby niczym usprawiedliwiony, pomijając już zwyczajowy i nie mówiąc o narodowym pietyzmie. Nie oznacza to jednak, że zdobycie ostatecznej pewności jest niemożliwe. Na początek należy przypomnieć zadziwiający i potwierdzony fakt, że przy ekshumacji, przed przewiezieniem do ojczyzny, zwłoki znaleziono po owych 19 latach całkowicie nienaruszone, mimo że ani ich nie zabalsamowano, ani nie złożono w hermetycznie zamkniętej trumnie.
„Ten zdumiewająco dobry stan zwłok, jak twierdzi Sten Forshufoud, przemawia za otruciem arszenikiem. Owa trucizna niszczy wprawdzie życie, ale jest jednocześnie dobrym środkiem konserwującym. A bez takiego środka ze zwłok Napoleona już dawno zostałby tylko szkielet i proch. A w rzeczywistości leżały one, według wiarygodnych stwierdzeń świadków, w trumnie tak, jak gdyby Napoleon spał."
Ale od wniosków do konkretnego dowodu prowadzi długa i mozolna droga.
Arszenik można wykryć we włosach ofiary. Dawniej była w tym celu konieczna duża ilość włosów. Mimo że wiadomo, iż w wielu francuskich rodzinach jak relikwie przechowywane są pukle włosów Napoleona, było całkowicie niemożliwe i wykluczone, aby z tego źródła otrzymać owe potrzebne „większe ilości" włosów Napoleona w celu ich zbadania. Większość bowiem właścicieli włosów cesarza nie zgodziła się na to.
Taki był stan rzeczy, kiedy to nastąpił zasadniczy zwrot. Brytyjski badacz, doktor Hamilton Smith z Uniwersytetu w Glasgow, opatentował test, do którego wystarczył jeden jedyny włos, aby stwierdzić zatrucie arszenikiem.
Forshufvud przystąpił do pracy. Spróbował ustalić, gdzie żyją potomkowie Napoleona, którzy byli z nim na Wyspie Świętej Heleny, i którzy z nich są w posiadaniu włosów cesarza jako pamiątki. W ten sposób wpadł na trop księcia Napoleona Louisa Jerome Victora Bonaparte. Ten jednak nie stawił się na już umówione spotkanie i nie zgodził się na oddanie jednego z włosów Napoleona do przetestowania.
Bardziej pomocny był komendant Henri Lachoque, o którym wiadomo było, że jest w posiadaniu pukla włosów, który ścięto Napoleonowi bezpośrednio po jego śmierci. Doktor Smith w Glasgow otrzymał jeden włos z tego pukla i poddał go badaniu, nie wiedząc o tym, skąd pochodzi pobrany materiał. Jego sprawozdanie zawierało następujące wnioski:
Próbka włosów opisana literkami H.S. wykazała w czasie analizy moją metoda aktywizacji wartość 10,38 mikrogramów arszeniku na każdy gram włosa. Ta wysoka wartość dowodzi, że właściciela włosów poddano działaniu stosunkowo dużej dawki arszeniku.
Uskrzydlony sukcesem Forshufvud poszukiwał ze zdwojonym zapałem nowych włosów Napoleona. I to skutecznie. Wszystkie badania dały ten sam rezultat. W czasie powolnego rozwoju choroby i w jej zaawansowanym stadium, aż do samej śmierci podawano Napoleonowi stale duże dawki arszeniku.
Jeżeli udowodniono by tym samym, mówiąc językiem prawniczym: „z prawdopodobieństwem prawie równym pewności", że eks-cesarz taktycznie zmarł na skutek zatrucia arszenikiem, to zaraz nasuwają się następne wątpliwości:
Czy było to w ogóle morderstwo popełnione za pomocą trucizny, a jeżeli tak, to kto był tym mordercą i dlaczego zabił?
Komu mogło zależeć na usunięciu już i tak załamanego, pokonanego mężczyzny, który wygnany został dosłownie na koniec świata, którego pozbawiono całej władzy i wszystkich wpływów, który według wszelkiego prawdopodobieństwa już nikomu nie mógł zaszkodzić i dla nikogo nie był zagrożeniem? A może morderca mimo wszystko tego się właśnie obawiał? Czy motywem była zemsta, czy rozczarowanie? Może zabójcą był jego lekarz, doktor Antommarchi? Był on podobnie jak Bonaparte Korsykaninem. Jego pierwszą czynnością po r przybyciu we wrześniu 1 HI9 roku na Wyspę i Świętej Heleny było złożenie uszanowania i brytyjskiemu gubernatorowi wyspy, sir ( Hudsonowi Lowe. Napoleon był tym faktem tak oburzony, że kazał mu czekać trzy dni, nim go przyjął po raz pierwszy. Ale trudno uznać ten incydent za wystarczający powód do zemsty, nawet dla Korsykanina. Poza tym ( gdyby to on był mordercą, nie umieściłby zapewne w swoim dokładnym sprawozdaniu opisu wszystkich symptomów, z których więcej niż 2/3 wskazywały lub mogły wskazywać na zatrucie arszenikiem (a te musiały i mu jako lekarzowi być znane, a zwłaszcza i gdyby to on otruł). W takim razie sam wydałby wyrok na siebie, a tego nie można zakładać; bo przecież gdyby tak było, nie trułby cesarza przed taki długi czas w tajemnicy i ukradkiem. I jeszcze jedna ważna poszlaka przemawiająca przeciwko ternu, że lekarz mógłby być sprawcą. Według analiz Napoleon już od 1818 roku musiał być podtruwany arszenikiem podawanym w minimalnych ilościach. Antommarchi przybył na wyspę dopiero w 1819 roku. W sierpniu 1817 roku Napoleon po raz pierwszy skarżył się na tępy ból w prawym podżebrzu.
W rezultacie mozolnej pracy detektywistycznej wyeliminowano wszystkich oprócz Charlesa-Tristana de Montholon, jako jedynego możliwego sprawcę. Nie był on wynajętym w Anglii morderca, opłacanym przez monarchię brytyjska, jak to Napoleon sam często przypuszczał i czego się obawiał.
Kim był ów Charles-Tristan de Montholon? Należał do służby. Musiał to być logicznie rzecz biorąc, ktoś kto od 1817 roku lub przynajmniej od 1818 roku do śmierci Napoleona przebywał z nim codziennie w bezpośrednim kontakcie. Takich osób nie było wiele.
Wszyscy mieszkańcy domu na wygnaniu jadali zawsze to samo co Napoleon. A więc jedzenie odpada. Inaczej miała się sprawa z winem. Kto chciał otruć Napoleona, mógł to uczynić tylko za pomocą arszeniku wsypanego do jego wina. Kto miał dostęp do wina? Tylko Charles-Tristan de Montholon.
Ale jaki był motyw zbrodni?
Zdaniem Forshufvuda zleceniodawcą był Conte d'Artois, młodszy brat (1757-1836) obu królów, Ludwika XVI (1754-1793) i Ludwika XVIII (1755-1824, panował od 1815). Wszyscy bracia byli synami Delfina Louisa. Po rewolucji d'Artois wyemigrował do Szkocji i znienawidził wszystko, co miało jakikolwiek związek z rewolucją, a szczególnie Napoleona, który jego zdaniem rewolucji użył do tego, aby samemu dojść do władzy. Przypisuje mu się rzeczywiście wiele zamachów na Napoleona i spiskowanie przeciwko niemu w Szkocji. Chodziło mu najwidoczniej o pewne i ostateczne wyeliminowanie „dynastii" lub też wykluczenie roszczeń rodziny Bonaparte. Wiedział bowiem, że on sam po śmierci brata, Ludwika XVIII, może zasiąść na tronie, bo faktycznie był następcą tronu (jako Karol X panował on od 1824 do 1830). Z tych to powodów, gdy Napoleon był u władzy, d'Artois wciąż podejmował próby usunięcia go.
Jak Napoleon przypuszczał i jak to wciąż powtarzał, nawet na wygnaniu stanowił dla tego intryganta i późniejszego króla potencjalne zagrożenie - zarówno dla niego osobiście, jak i dla restaurowanego królestwa. A d'Artois ostatecznie już raz przeżył, jak Napoleon „wyłonił się z nicości" i w tryumfalnym marszu powrócił z Elby do Paryża na owe słynne 100 dni. Drugi raz coś podobnego nie może się zdarzyć - tak słusznie rozumował Forshufvud. Taki motyw morderstwa jest w miarę przekonujący.
Czy d'Artois zaangażował więc służącego, de Montholon do popełnienia tego morderstwa?
Dwaj amerykańscy autorzy, David Hapgood i Ben Weider, dochodzą w swojej książce pt. „Morderca Napoleona" do tego samego wniosku:
„Tylko de Montholon wchodzi w rachubę, już jakby ze względów praktycznych. Rozpatrując sprawę czysto technicznie: tylko on miał możliwość to uczynić. Był jedynym, który miał sposobność ku temu, aby wsypać do wina Napoleona arszenik - początkowo bardzo małe, ledwie zauważalne dawki, na pewno nie śmiertelne, które jednak doprowadzały do powolnego, ale stałego pogarszania jego stanu zdrowia”
Czy Montholon pod koniec znacznie zwiększył dawkę?
Sten Forshufvud doszedł do wniosku, że przypuszczalnie tak było. Szczególnie w ostatnich dniach, gdy Napoleon już bardzo cierpiał, morderca wsypywał arszenik również do środków przeciwbólowych. Należy pamiętać, że Napoleon był właściwie przeciwnikiem wszelkiego rodzaju leków. W rozmowie z Antommarchim miał stwierdzić:
„Proszę mi wierzyć, byłoby lepiej, gdybyśmy zapomnieli o wszystkich łych lekarstwach. Życie jest twierdzą, o której ani Pan, ani ja nie nie wiemy. Dlaczego mielibyśmy utrudniać jej obronę. Środki, którymi ona dysponuje, przewyższają wszystkie pochodzące z waszych laboratoriów. Corsivart w pełni zgadzał się ze mną, że wszystkie wasze nieczyste mikstury nic nie są warte. Medycyna jest nagromadzeniem niepewnych receptur, których działanie bardziej szkodzi, niż pomaga. Czysta woda, czyste powietrze i czystość są podstawowymi lekami w mojej księdze teków."
Należałoby wyjaśnić jeszcze ostatnią wątpliwość: czy Napoleon umyślnie był truty arszenikiem, czy może istnieje przynajmniej teoretyczna możliwość, że brał ową truciznę „przez pomyłkę" lub w sposób całkowicie nieświadomy i nie zamierzony, czyli że trucizna „aplikowana" była przypadkowo, bez świadomego działania kogoś z zewnątrz z zamiarem popełnienia morderstwa? Arszenik może być przyjmowany na różne sposoby, prawne tak jak azbest, o którym dzisiaj wiemy, że jest to groźny dla życia materiał budowlany.
Za czasów Napoleona używano w bardzo lekkomyślny sposób arsenianu miedziowego (Cu3(AsO3)2), tzw. zieleni Scheelego. Barwiono nią tkaniny i tapety. Już w roku 1892 Anglikowi, doktorowi Davidowi Jonesowi udało się rzeczywiście dowieść, że tapety w większości pokoi Napoleona barwione były arsenianem miedziowym. (Ten aspekt omawiano ostatnio w telewizji angielskiej w programie dokumentalnym „Sprawa tapet Napoleona").
Forshufvud kategorycznie wykluczył tę możliwość, nic bez logicznego uzasadnienia. „Gdyby coś takiego miało miejsce, to oprócz Napoleona również i inne mieszkające na Wyspie Świętej Heleny osoby musiałyby mieć tego typu objawy. A nic takiego się nie wydarzyło." Ostatnia łamigłówka: Czy możliwe jest, żeby niewierny, ale za swój niecny czyn sowicie wynagrodzony służący, de Montholon, zaobserwował, że Napoleon, który - jak tego dowiedziono - w czasie swojego drugiego wygnania popadał w głęboką depresje, patrząc się w’ takich chwilach tępo przed siebie, wodził palcem po wzorach tapety umieszczonej na ścianie? Może de Montholon nieco „dopomógł" losowi i pomalował tapetę farbą z arsenianem?
Jest to naturalnie kolejna czysta spekulacja, która w bardzo pikantny sposób przypomina intrygi Carringtonów z „Dynastii". Jak wiadomo, zły syn, Adam, również chciał otruć Jeffa, malując jego biuro trującą farba.
Komentarze
0 comment