views
Obsada Filmu: Incepcja (Inception) 2010
- reżyseria i scenariusz: Christopher Nolan
- aktorzy: Joseph Gordon-Levitt, Leonardo DiCaprio, Marion Cotillard, Cillian Murphy, Ellen Page, Tom Hardy, Ken Watanabe, Michael Caine, Dileep Rao, Tom Berenger, Claire Geare, Johnathan Geare
- muzyka: Hans Zimmer
- zdjęcia: Wally Pfister
- montaż: Lee Smith
Recenzja Filmu: Incepcja (Inception) 2010
Przed premierą napięcie jeszcze bardziej podkręcały niebywale pozytywne opinie nie tylko widzów ale również krytyków, napływające z zachodu, gdzie film ten miał premierę już dwa tygodnie temu – jak zwykle polski dystrybutor dał ciała – a wcześniej intrygujące, efektowne i niezwykle kuszące zwiastuny, które sugerowały, że „Incepcja” będzie czymś, czego w kinie jeszcze nie widzieliśmy. Wszystko wskazywało na to, że obraz ten będzie prawdziwym wydarzeniem. Nie często bowiem się zdarza, by film za którym stoi ogromny budżet, który wypełniony jest scenami akcji był czymś więcej niż tylko przyjemną, jednorazową rozrywką. Nie często się zdarza, by kolejne zwiastuny reklamujące daną produkcję, zupełnie nic z niej zdradzały, zupełnie nie tłumaczyły o czym będzie ona opowiadać, jedynie coraz bardziej zachęcały i przyciągały do jej obejrzenia. Normalnym jest bowiem, ze często już po jednym trailerze do takiej letniej produkcji jesteśmy mniej więcej w stanie streścić cały film, albo najważniejsze jego momenty. W przypadku „Incepcji” nie ma takiej możliwości i to z bardzo prostej przyczyny. To nie jest zwyczajny blockbuster…
Właśnie dlatego w tej notce postaram się nie zdradzać o czym ten film opowiada, uniknąć jakichkolwiek wskazówek, które podpowiedziałyby o czym tak naprawdę on mówi, które zdradzałyby coś więcej niż można było dowiedzieć się ze zwiastunów. Po pierwsze by nie psuć nikomu radości z samodzielnego odkrywania w kinie tej poplątanej historii, a po drugie bo tego filmu po prostu nie da się opisać w kilku zdaniach. Jego fabuła jest w gruncie rzeczy niestreszczana. To film tak złożony, składający się z tylu warstw, że sam jego opis, naprowadzający widza na to z czym spotka się w sali kinowej, spokojnie zająłby kilka stron. Dopiero teraz po obejrzeniu „Incepcji” rozumiem zagraniczne opinie widzów którzy pisali, że choć zrozumieli film Nolana, choć wiedzą o czym on opowiadał, nie potrafią o nim nic napisać, nie potrafią opowiedzieć co tak naprawdę widzieli. Bo tego naprawdę nie sposób opisać. O wiele bardziej zrozumiałe jest też dość szokujące zdanie Leonardo DiCaprio, który w jednym z wywiadów powiedział, iż on oraz pozostali aktorzy mieli ogromny problem ze zrozumieniem o co chodzi w tej produkcji i ma ona sens chyba tylko dla reżysera, bo ją napisał. „Incepcja” to wyśniona przez Nolana historia, skomplikowana, zakręcona i tajemnicza, po której przez cały czas poruszamy się po omacku, starając się pojąć jej sens ale chyba nigdy nie będziemy mogli być w stu procentach pewni, że ją do końca zrozumieliśmy.
To był wstęp, który w dużym stopniu mogłem napisać jeszcze przed obejrzeniem samego filmu, a teraz przyszedł czas na właściwą recenzję i tu pojawia się problem, bo zupełnie nie wiem od czego zacząć, jak ubrać w słowa wszystkie myśli jakie kołaczą mi się w głowie od wczorajszego wieczora, jak opisać to co wczoraj przeżyłem na sali kinowej. Jak w czytelny, dokładny sposób ale nie zdradzając za wiele z samej fabuły napisać jaki jest ten film. I wiem, że już na starcie jestem na przegranej pozycji, bo „Incepcję” trzeba po prostu zobaczyć na własne oczy, trzeba ją samemu przeżyć, by w pełni pojąć na czym polega niezwykłość tego obrazu. Żadna recenzja, żadna relacja z pokazu, żadna opinia, nie są w stanie oddać czym tak naprawdę on jest. Ja sam jeszcze do końca nie ochłonąłem po wczorajszym seansie, jeszcze nie do końca poukładałem sobie poszczególne elementy „Incepcji” w całość. Bo choć wydaje mi się, że prawie wszystko zrozumiałem, choć wybrałem jeden z dwóch możliwych wariantów zakończeń (fantastyczna, urwana scena), ten który najbardziej mnie przekonuje, to jednak nadal mam sporo wątpliwości i pytań na które ciężko znaleźć odpowiedzi. „Incepcja” to film tak ogromny, że nie sposób go objąć za pierwszym razem, nie sposób zarejestrować wszystkich najważniejszych wskazówek, szczegółów jakimi jest wypełniony po brzegi. Wiem, że wiele z nich podczas seansu mi umknęło, pewnie nawet więcej niż mógłbym teraz przypuszczać. Dlatego też na razie wstrzymuję się z ostateczną oceną, wahając się ciągle w okolicach 9 i by ocenić najnowsze dziecko Nolana jeszcze raz je zobaczę i to w niedługim czasie, bo to obraz, który trzeba koniecznie obejrzeć na dużym ekranie.
„Incepcja” to wielki, skomplikowany, wielowarstwowy i wielopoziomowy film. I choć nie jest on do końca taki, jaki myślałem że będzie, choć nie pasuje on do mojego wyobrażenia jakie miałem na jego temat, to podobał mi się. Mógłbym trochę ponarzekać na zbytnie skupienie się na scenach akcji, które trochę zasłania poważniejszy wątek chęci odkupienia głównego bohatera, na zbyt duże skupienie się na scenach pościgów, czystej sensacji, która odrobinę kłóci się z bardzo interesującym i spokojnym wątkiem podróży wewnątrz ludzkiej podświadomości. Mógłbym napisać, że choć jestem zachwycony tym filmem to gdzieś w głębi czuję mały niedosyt, pewien niewielki zawód, ale byłoby to bardzo krzywdzące wobec filmu Nolana. Nie mogę bowiem narzekać, że jego film okazał się być inny niż myślałem, że będzie. Moje oczekiwania co do niego nie powinny mi przesłaniać tego jaki naprawdę on jest, jakim stworzył go Nolan. Dlatego na razie to drobne uczucie niedosytu odsuwam na bok, może zniknie ono z czasem, gdy przyzwyczaję się już do tego co widziałem, gdy po raz drugi już bez zaskoczenia, ale ze spokojniejszym nastawieniem, bez tak niebotycznie wywindowanych oczekiwań będę go oglądał.
A o czym on tak naprawdę jest? W gigantycznym skrócie to na pozór niemożliwe połączenie niebywałych scen akcji niczym z „Matrixa”, dynamicznych i stylowych historii o agencie 007 z historiami o genialnych i perfekcyjnie zaplanowanych napadach jak z „Ocean’s 11”. Połączenie doprawione złożonością i wielopoziomowością świata niczym z „eXistenZ” Cronenberga i emocjami jakie towarzyszyły bohaterom „Solarisa” Soderbergha. A to tylko kilka z największych i najbardziej wyraźnych inspiracji i nawiązań jakie bez problemu można wychwycić w najnowszym filmie Nolana, bo dalsze moglibyśmy jeszcze długo wymieniać. Nolan miksuje poszczególne filmy, poszczególne historie i tworzy swój własny niezwykły koktajl, pomysłowy i odważny miszmasz, coś czego w kinie jeszcze nigdy w pełni nie widzieliśmy. Warto również zauważyć, że Nolan kręcąc swoje poprzednie filmy niejako tylko przygotowywał się do „Incepcji”. Jego poprzednie dokonania są jakby tylko pewną wprawką do tego obrazu. „Incepcja” bowiem tak jak „Prestiż” jest niezwykle skoncentrowaną i przewrotną historią, która eksperymentuje z warstwami opowieści, która składa się z wielu przeplatających się płaszczyzn. Tak jak „Mroczny rycerz” jest ambitną rozrywką, spektakularnym filmem akcji, który nie zapomina o bohaterach. Filmem niezwykle szybko opowiedzianym, który jak kula śnieżna, gdy zacznie się toczyć, nic go już nie zatrzyma, bo będzie z coraz większą prędkością pędził do świetnego, wgniatającego w fotel finału. Nic więc dziwnego, że przy ostatniej scenie cała sala aż jęknęła z wrażenia.
Oceniając ten film trzeba koniecznie także pamiętać, że jest to blockbuster, a więc film, który teoretycznie powinien zapewniać nam tylko dobrą rozrywkę. Również dlatego jest on tak niezwykły, bo stara się wynieść ten gatunek na zupełnie inny poziom, stara się go uszlachetnić, pokazując, że popcornowe kino nie musi być tylko i wyłącznie widowiskowe, że może być również poważne i wcale nie głupie. To film, który wymusza na widzu ciągłą obecność nie tylko ciałem ale i duchem, który wymaga od niego myślenia, a nie tylko zwyczajnego chłonięcia obrazu bez konieczności jego bieżącej analizy. To film, na którym trzeba ciągle uważać, na którym trzeba być stale skupionym i otwartym na nowe informacje, kolejne wskazówki jakie podsuwa nam reżyser, bo łatwo się w nim zagubić. I choć sama historia nie jest aż tak skomplikowana jak mogłoby się na początku wydawać, to jest jednak pokazana w taki sposób, że po seansie pozostają z nami pewne wątpliwości, pytania na które musimy sobie sami odpowiedzieć, pewne otwarte kwestie, które powinniśmy sami wypełnić wedle uznania. To film nad którym myślimy nie tylko w czasie seansu, nie tylko od razu po napisach końcowych, ale na wiele godzin po. Już samo to powoduje, że Nolanowi udało się stworzyć coś więcej niż tylko dobry blockbuster.
Jego produkcja jest wielka, niesamowicie napompowana ale nie patetyczna. To wymagające kino w którym obok zapierających dech w piersiach scen akcji (przy których nie jeden raz zastanawiamy się, jak oni to zrobili?) znalazło się również miejsce na odrobinę humoru, a także szczyptę rozważań na temat rzeczywistości, snów, wpływu myśli na nasze życie, a także wspomnień, które w pewnych chwilach mogą okazać się zabójcze. To świetnie opowiedziana historia, która choć rozgrywa się jednocześnie aż na czterech płaszczyznach, nie zwalnia, nie traci ani na chwilę tempa, nie gubi się w sobie. Nolan przez całe dwie i pół godziny perfekcyjnie panuje nad swoim światem, nie pozwalając mu się rozejść na wszystkie kierunki. Światem, który fascynuje, ciekawi i zastanawia. Niesamowite jest oglądanie jak ambitny, niezwykle trudny ale możliwy do wykonania plan zaczyna się coraz bardziej sypać, jak nic nie idzie tak jak miało pójść i teraz postawieni pod ścianą bohaterowie muszą się jakoś z tego wykaraskać. Fascynujące jest również to, że nie ma w „Incepcji” jednoznacznego czarnego charakteru, który naturalną koleją rzeczy napędzałby akcję. Nolan utrudnił sobie bardzo zadanie bo nie wprowadzając do swojej historii takiej postaci pozbawił się naturalnego motoru napędzającego swój obraz. Nie przeszkodziło mu to jednak w rozkręceniu tej historii i skomplikowaniu jej ponad miarę. Nie zdradzę co ją tak naprawdę napędza, ale jest to pomysł niezwykły, jednocześnie niesamowicie prosty, mądry i bardzo odważny.
I choć „Incepcja” jest ogromną produkcją, to Nolan nie zapomina jednak o tym co jest w niej najważniejsze – bohaterowie, ich uczucia, rozterki i motywacje jakimi się kierują. Nolan zawsze był świetny w opowiadaniu tak naprawdę skromnych i bardzo bliskich historii i tak jest i tym razem. Bo „Incepcja” to obok spektakularnej opowieści o śmiałym i nietypowym napadzie, także bardzo ludzka historia, która w większym lub mniejszym stopniu trafi do każdego z nas. To poruszający dramat, emocjonująca, chwilami wzruszająca opowieść o miłości, tęsknocie, niespełnieniu, żalu i wyrzutach sumienia, które nie pozwalają dalej żyć. I to właśnie dzięki ukazaniu prostych ludzkich emocji i uczuć tak bardzo przywiązujemy się do bohaterów, tak bardzo dajemy się porwać temu filmowi. Zależy nam na nich, ciągle kibicujemy im w ich misji mając nadzieję, że wszystko jakimś cudem się jednak uda, że wszyscy wyjdą z tej przygody cało i nawet gdy przenosimy się w bezpieczny świat snów, stale boimy się o ich los. Ale „Incepecja” jest też czymś więcej niż tylko świetnym kinem akcji nie zapominającym o bohaterach. To zachwyt nad magią kina, nad miejscem w którym mogą się spełniać nasze sny. To film, który pokazuje, że kino jest właśnie takim odpowiednikiem filmowego wchodzenia w świat podświadomości, przeżyciem łączącym widzów, którzy mogą oglądać na srebrnym ekranie niezapomniane i niezwykłe historie. Magicznym snem, z którego czasem ciężko jest się wybudzić. I za ten wczorajszy sen na jawie Nolanowi serdecznie dziękuję.
Gdzie obejrzecć film: Incepcja (Inception) 2010
Film dostępny tylko za pośrednictwem płatnych platform VOD
Komentarze
0 comment