Inwazja: Bitwa o Los Angeles (Battle: Los Angeles) 2011- Gdzie obejrzeć cały film online za darmo z lektorem?
Inwazja: Bitwa o Los Angeles (Battle: Los Angeles) 2011- Gdzie obejrzeć cały film online za darmo z lektorem?
"Battle Los Angeles" rozpoczyna się bez żadnego wstępu. Na Ziemi pojawiają się obcy, rozpoczyna się inwazja. Świat pogrąża się w wojnie. Wojsko próbuje obronić zaatakowane miasta, ewakuować ludność cywilną, ale nie radzi sobie z tak zaawansowanym wrogiem. Widzimy dramatyczne sceny, relacje z różnych zakątków świata. Istna apokalipsa. I wtedy następuje... wstęp.

Obsada Filmu: Inwazja: Bitwa o Los Angeles (Battle: Los Angeles) 2011

  • reżyseria: Jonathan Liebesman
  • scenariusz: Christopher Bertolini
  • aktorzy: Aaron Eckhart, Michelle Rodriguez, Will Rothhaar, Cory Hardrict, Adetokumboh M'Cormack, Jim Parrack, Taylor Handley, Michael Pena, Bridget Moynahan, Ramon Rodriguez, Gino Anthony Pesi, Susie Abromeit, Elizabeth Keener, Joey King, Jadin Gould, Brandi Coleman, Ne-Yo, Lucas Till, Noel Fisher, Neil Brown Jr., Bryce Cass, Taryn Southern, E. Roger Mitchell, Joe Chrest
  • muzyka: Brian Tyler
  • zdjęcia: Lukas Ettlin
  • montaż: Christian Wagner

Recenzja Filmu: Inwazja: Bitwa o Los Angeles (Battle: Los Angeles) 2011

Pewnego zwyczajnego dnia następuje inwazja.  Z nieba w niezliczonych ilościach spadają przedziwne meteory.  Spadają do mórz i oceanów, blisko kilkunastu największych miast na świecie.  Naukowcy nie potrafią wyjaśnić tego niezwykłego zjawiska.  Jak się wkrótce okazuje meteory niosą ze sobą pewne formy życia.  Nieprzyjazne organizmy, na wpół organiczne, na wpół mechaniczne.  Ich jedynym celem jest eksterminacja rodzaju ludzkiego i zdobycie całej planety.  Po kolei padają kolejne zaskoczone atakiem miasta, niepotrafiące poradzić sobie z niebywale silnym wrogiem, który atakuje z ziemi jak i z powietrza.  Jedynym wielkim miastem, którego nie udało się jeszcze zdobyć jest Los Angeles.  Jeden z wielu oddziałów Marines, odpowiedzialny za walkę z najeźdźcą, zostaje wysłany w teren. Jego zadaniem jest znalezienie cywili i ewakuacja ich w bezpieczne miejsce - o ile takowe jeszcze będzie istnieć.  Mają na to tylko trzy godziny.  Po tym czasie nikt nie będzie przejmować się już ich losem, a na miasto zostaną zrzucone bomby...

 "Battle Los Angeles" rozpoczyna się bez żadnego wstępu.  Na Ziemi pojawiają się obcy, rozpoczyna się inwazja.  Świat pogrąża się w wojnie.  Wojsko próbuje obronić zaatakowane miasta, ewakuować ludność cywilną, ale nie radzi sobie z tak zaawansowanym wrogiem.  Widzimy dramatyczne sceny, relacje z różnych zakątków świata. Istna apokalipsa.  I wtedy następuje... wstęp.  Nie wiedzieć po co twórcy cofają akcję filmu o dwadzieścia cztery godziny od momentu gdy padły pierwsze strzały i rozpętało się piekło.  W momencie gdy kolejne obrazy coraz bardziej wgniatają nas w fotel, w chwili gdy akcja coraz bardziej się rozpędza, twórcy wyhamowują ją do zera, bo zachciało się im powiedzieć coś o bohaterach.  Ale czy jest to w ogóle ważne?  Czy luźne wzmianki o tym, że jeden z żołnierzy wkrótce będzie się żenić, że drugi ma dziecko, a inny stracił niedawno brata coś nam dają?  Czy jest to istotne skoro wiemy (bo dosłownie przed chwilą widzieliśmy to na własne oczy), że za niespełna dzień cały świat stanie na głowie i nic z tego nie będzie się liczyć?  Oczywiście, że nie.

Od momentu gdy na plaży padają pierwsze strzały, gdy zaczynają ginąć w setkach i tysiącach kolejni ludzie, istotna robi się jedynie misja ratowania tych nielicznych, którzy jakimś cudem przetrwali pierwszy atak, i teraz ukrywają się gdzieś w zniszczonych budynkach, a także obrona miasta przed nadciągającymi obcymi.  Tak więc te początkowe dwadzieścia minut nie ma kompletnie sensu, jest jedynie niepotrzebnym, nudnym zapychaczem, który trzeba jakoś przecierpieć, by dobrnąć do właściwej akcji.  Twórcy wiedzieli przecież jakiego typu film kręcą i to przedstawienie postaci było całkowicie chybionym pomysłem.  Zdecydowanie lepiej byłoby, gdyby o bohaterach, o ich dotychczasowym życiu, ich rodzinach i bliskich, dowiadywalibyśmy się w trakcie akcji, w tych nielicznych chwilach spokoju, pomiędzy jedną, a drugą strzelaniną.  Gdyby życie bohaterów wynikało z dialogów, krótkich rozmów, gdybyśmy mogli je sami z nich zbudować.  Wprowadzenie wstępu jest tym bardziej niezrozumiałym zabiegiem, bo później, w trakcie akcji, twórcy właśnie poprzez rozmowy jeszcze bardziej przedstawiają kilku z głównych bohaterów.  Zamiast więc zdać się tylko na odkrywanie postaci w czasie wojny, zupełnie niepotrzebnie pokazali nam ich w czasie pokoju.

 Choć może z drugiej strony to i dobrze, że twórcy nie zdecydowali się na budowanie swoich postaci jedynie poprzez dialogi?  Te są bowiem w tym filmie tak potworne, że aż uszy od nich cierpną.  Nieskładne, bezsensowne, pisane jakby na kolanie, zupełnie od niechcenia.  No bo przecież film jest długi i bohaterowie powinni od czasu do czasu do siebie jednak coś wykrzyczeć.  Sęk w tym, że zdecydowanie lepiej oglądałoby się ten film, gdyby się do siebie w ogóle nie odzywali, gdyby akcja rozwijała się samoistnie bez słów.  Wiele z sytuacji jakie następują w tej produkcji, scen, które miały spory potencjał, zostało całkowicie rozwalonych właśnie przez okropne, pompatyczne, nieskładne i sprzeczne teksty bohaterów.  Część z nich z łatwością może przejść do historii na najgłupsze odzywki jakie wypowiedziano na wielkim ekranie.  Świetnym przykładem jest tutaj płomienna przemowa sierżanta sztabowego, w którą grający go Aaron Eckhart wkłada całe swoje serce, i którą przez wymogi okropnego scenariusza kończy mówiąc, że nic co przed chwilą powiedział nie jest ważne, bo Marines muszą nadal walczyć.  To po co było sobie strzępić język?

Świetnie za to sprawuje się w tym filmie muzyka Briana Tylera.  Nie przepadam za tym kompozytorem, jego poprzednie dokonania nie robiły na mnie większego wrażenia, ale ten soundtrack naprawdę mu się udał.  Jego muzyka przypomina odrobinę klimatem tę, którą mogliśmy słuchać podczas fenomenalnego "Dystryktu 9".  Jest podniosła ale nie przesadnie, patetyczna ale słucha się jej z przyjemnością.  I co najważniejsze perfekcyjnie pasuje do obrazu.  Nie góruje nad nim, nie przekrzykuje rozgrywającej się na ekranie akcji.  Jest ciągle obecna, świetnie napędza ten obraz, wspomaga poszczególne sceny, wzmacnia je niebywale.  Gdyby nie ona z pewnością nie oglądało by się tego filmu tak dobrze, nie byłby on tak wciągający jak teraz.  Stanowi ona świetny, porywający podkład, który co więcej nie dość, że bardzo dobrze sprawuje się w samym filmie to i oddzielnie da się go słuchać z całkiem sporą przyjemnością.  Od kilku dni chodzi za mną motyw przewodni, a także fragment utworu „Redemption” i nie mogę o nich zapomnieć, tak wryły mi się w pamięć.  A to jak na soundtrack do filmu po brzegi wypakowanego akcją, do tego filmu wojennego, jest sporym osiągnięciem i raczej rzadkością, za którą trzeba koniecznie pochwalić. 

 Co ciekawe pomimo ogromnego patosu jakim wypakowana jest ta produkcja, pomimo potwornych dialogów, których nie sposób słuchać, obraz ten ogląda się naprawdę dobrze.  Ma on odpowiednie tempo, po początkowym niepotrzebnym zwolnieniu, później nie przystaje ani na chwilę i pędzi przed siebie do samego końca.  Jest wciągający, a toczące się bez przerwy potyczki na ulicach Los Angeles ani przez chwilę nie nudzą.  Dzieje się tak dlatego, bo obraz Jonathana Liebesmana jest świetnie nakręcony i fantastycznie zmontowany.  Przez zdjęcia kręcone z ręki mamy ciągle wrażenie, że znajdujemy się w centrum wydarzeń.  Do tego w to surowe otoczenie perfekcyjnie skomponowane zostały nierzucające się w oczy efekty specjalne.  Aż nie sposób odróżnić co zostało wykreowane za pomocą komputera, a co przy pomocy standardowych technik.  I kończąc już tę opinię trzeba zaznaczyć, że nie ma się co czepiać samej fabuły i tego, że film ten ogranicza się jedynie do przedstawienia wielkiej bitwy, że nie jest niczym więcej, że o nic więcej w nim nie chodzi.  Taki przecież miał być - dzielni amerykańscy chłopcy walczą z obcymi za dom, za rodzinę, przyjaciół i za ojczyznę.  A my mamy z tego powodu dwie godziny radochy.

Gdzie obejrzeć film: Inwazja: Bitwa o Los Angeles (Battle: Los Angeles) 2011

Film dostępny tylko za pośrednictwem płatnych platform VOD

Komentarze

https://minds.pl/assets/images/user-avatar-s.jpg

0 comment

Nikt jeszcze nie napisał komentarza!