views
Obsada Filmu: Rust and Bone (2012)
- reżyseria: Jacques Audiard
- scenariusz: Jacques Audiard, Thomas Bidegain
- aktorzy: Marion Cotillard, Matthias Schoenaerts, Céline Sallette, Bouli Lanners, Mourad Frarema, Yannick Choirat, Françoise Michaud, Corinne Masiero, Jean-Michel Correia
- muzyka: Alexandre Desplat
- zdjęcia: Stéphane Fontaine
- montaż: Juliette Welfling
na podstawie: opowiadania Craiga Davidsona "Rust and Bone"
Recenzja Filmu: Rust and Bone (2012)
To obraz dzięki któremu można spojrzeć na siebie, relacje jakie łączą nas z bliskimi, na to kim się jest, z trochę innej, lepszej strony. To przeniesienie filmowej historii na własną sytuację, to porównanie jednego z drugim, nie jest tu całe szczęście wcale nachalnie wymuszone, nie umniejsza ono ani osobistym przeżyciom, ani nie dramatyzuje przesadnie tych filmowych. Wypływa naturalnie, jakby przy okazji. I choćby właśnie dlatego film ten jest tak cenny. I właśnie dlatego również ciężko o nim pisać. Trudno bowiem w pełni określić na czym polega jego wyjątkowość, uzasadnić czemu jest on tak dobry. Historia niby zwyczajna, ale w swojej normalności niezwykła. Spokojna, bliska i wyważona. Chwilami wzruszająca, dotykająca do żywego, skłaniająca do przemyśleń. Jej niezwykłość kryje się w normalności, prawdziwości i bliskości obserwacji. W bezpośrednim ukazaniu wycinka z życia dwóch osób, jej i jego, niby do siebie zupełnie nie pasujących, niby tak całkiem różnych, ale których połączy splot pewnych nieszczęśliwych okoliczności. Potrzeba kontaktu z drugim człowiekiem, niekoniecznie najbliższym, przeciwnie właśnie obcym, który dopiero stanie się kimś ważnym.
Nie ma co generalizować, że kino otwiera się na temat niepełnosprawności, bo nie jest to ani żaden nowy trend, ani temat o którym dopiero teraz wolno mówić otwarcie. Złożyło się jednak jakoś tak, że w ostatnich czasach pojawiło się kilka filmów poruszających tę tematykę. Czy to pięknie sfotografowany "Motyl i skafander", czy niedawni komediowi i całkiem urzekający "Nietykalni", czy najnowsze ciepłe i całkiem odważne "Sesje", które do niepełnosprawności dodają, wydawać by się mogło, temat tabu czyli seks. Ciekawe, że kolejny obraz z tego grona jest również, podobnie jak dwa pierwsze, filmem francuskim. Pewnie też właśnie przez swoje europejskie pochodzenie jest obrazem poważniejszym, bardziej dramatycznym od tego ostatniego, co nie znaczy wcale, że jest również mniej delikatny. Nie skupia się na samym kalectwie. Ono jest tu właściwie jedynie punktem wyjścia do opowiedzenia ciekawej, ludzkiej historii, impulsem, który sprawdzi jak potoczą się losy dwójki bohaterów, jak odnajdą się oni w zupełnie nowej sytuacji. I choć w większości jest to obraz bardzo stonowany, wyciszony i prosty, znalazło się w nim kilka przepięknych scen, obrazów zapierających dech w piersiach, które zwalniają czas i spowalniają bicie serca. Niby nic, ale tak wiele, całkowicie pozbawione słów, będące samym przepięknym widokiem. Spotkanie z orką w akwarium i wyjście bohaterki z samochodu podczas nielegalnej walki mężczyzn. Proste gesty, niemal nieruchome postawy, a niosące ze sobą tyle emocji, myśli i treści, że aż potrzeba czasu by po nich ochłonąć.
Szkoda, że większość filmowych nominacji jak i nagród, jakie przyznawane były przez ostatnie miesiące, niemal zupełnie zignorowało występującą w tym dramacie Marion Cottilard (o Oscarach nawet nie wspominając). Jej rola jest doprawdy niezwykła, całkiem inna od tych, w których mogliśmy ją do tej pory widywać. Stonowana ale nie wyprana z emocji, spokojna ale zdecydowana, jednocześnie bardzo delikatna. Poprowadzona z niesamowitym wręcz wyczuciem, ani razu nie wpadająca w histeryczne tony, o które nie było tutaj trudno. Bez wątpienia jedna z ciekawszych aktorskich kreacji ostatnich miesięcy, przykro, że nie dość doceniona. Ciekawie, choć nie aż tak wyraźnie zagrał tu również partnerujący Marion, Matthias Schoenaerts, jako ulepiony z całkiem innej, brutalnej, niemal zwierzęcej gliny Alain. Przeciwieństwo bohaterki, mężczyzna pochodzący z zupełnie innego świata, a jednak ktoś z kim szuka ona kontaktu, i kto również ten kontakt zaczyna doceniać. Piękne są w tym filmie także zdjęcia, cudownie wyłapujące światło słoneczne. W poważny, bliski, i co najważniejsze, nie grający na emocjach sposób portretujące rzeczywistość. Poszczególne ujęcia to małe dzieła sztuki, jak chociażby to, które wykorzystano na plakat. Zadziwiające są tu również, czego bym się po tak kameralnym dramacie nigdy nie spodziewał - efekty specjalne. Całkowicie niewidoczne i właśnie dlatego robiące tak wielkie wrażenie.
Gdzie obejrzeć film: Rust and Bone (2012)
Film dostępny tylko za pośrednictwem płatnych platform VOD
Komentarze
0 comment