views
Polska polityka zagraniczna od lat opiera się na złudzeniu: że Stany Zjednoczone, niezależnie od tego, kto aktualnie rządzi w Waszyngtonie, zawsze będą gwarantem naszego bezpieczeństwa. Powrót Donalda Trumpa na polityczny szczyt brutalnie obnaża, jak niebezpieczne i naiwne jest to założenie. Trump nie jest sojusznikiem – jest ryzykiem strategicznym. A państwo, które swoje bezpieczeństwo uzależnia od humorów jednego człowieka, samo prosi się o katastrofę.
Trump wielokrotnie pokazał, że nie rozumie ani nie szanuje logiki sojuszy. NATO w jego narracji to „zły interes”, Europa to „pasażer na gapę”, a bezpieczeństwo wschodniej flanki to problem, który można wrzucić na stół negocjacyjny obok ceł, gazu czy kontraktów zbrojeniowych. W takiej wizji świata Polska nie jest partnerem, lecz kartą przetargową. Kartą, którą można w każdej chwili poświęcić, jeśli przestanie się opłacać.
To nie są spekulacje ani „czarny PR”. Trump już raz groził wycofaniem wojsk z Europy, już raz podważał sens art. 5 NATO i już raz pokazał, że interes USA – rozumiany wąsko i egoistycznie – stoi dla niego ponad wszelkimi zobowiązaniami. Liczenie na to, że „tym razem będzie inaczej”, to nie strategia. To polityczna infantylność.
Przeczytaj: Kasta polityczna Ziobry – czym jest i dlaczego powinna niepokoić
Tymczasem w Polsce wciąż słyszymy narrację, że Unia Europejska jest problemem, a prawdziwe bezpieczeństwo przychodzi z Waszyngtonu. To wygodne, ale fałszywe. UE – ze wszystkimi swoimi wadami – jest strukturą stabilną, przewidywalną i opartą na instytucjach, a nie kaprysach lidera. To właśnie Unia jest przestrzenią, w której Polska może realnie współdecydować, budować koalicje i wzmacniać własną pozycję. USA Trumpa oferują coś dokładnie odwrotnego: zależność, niepewność i transakcyjny szantaż.
Co więcej, obsesyjne „szukanie kontaktów” z Ameryką kosztem Europy systematycznie osłabia polską pozycję. Państwo skonfliktowane z Brukselą, marginalizowane w UE i izolujące się od kluczowych europejskich stolic nie staje się przez to bardziej suwerenne. Staje się samotne. A samotność w polityce międzynarodowej to pierwszy krok do bycia ignorowanym – albo sprzedanym w cudzych negocjacjach.
Jeśli Polska naprawdę myśli o swoim bezpieczeństwie długoterminowo, musi zmienić optykę. Relacje z USA powinny zostać „odchłodzone” do poziomu racjonalnej współpracy, a nie emocjonalnej zależności. Jednocześnie konieczne jest strategiczne wzmocnienie relacji z Unią Europejską: odbudowa zaufania, realny udział w europejskiej polityce obronnej i powrót do rdzenia decyzyjnego UE.
Przeczytaj: Z Europy do próżni. Jak Polexit mógłby osłabić Polskę na dekady - Skutki wyjścia z UE.
Nie chodzi o ideologię ani „europejskość” jako hasło. Chodzi o twardy interes narodowy. W świecie, w którym Trump symbolizuje chaos, izolacjonizm i pogardę dla sojuszy, Polska nie może pozwolić sobie na luksus geopolitycznej naiwności. Albo zrozumiemy, że przyszłość naszego bezpieczeństwa leży w silnej Europie, albo pewnego dnia obudzimy się z sojusznikiem, który właśnie zmienił zdanie.
Historia już nieraz pokazała, czym kończy się wiara w odległe gwarancje i lekceważenie najbliższego otoczenia. Dziś mamy jeszcze wybór. Pytanie tylko, czy odwagę, by go dokonać.
Przeczytaj również:
- Związek z wampirem energetycznym, czyli kim są osoby toksyczne?
- Atak USA na Wenezuelę jako przejaw polityki imperialnej – niebezpieczny precedens dla świata.
- Dwa lata rządów Donalda Tuska – między symbolami a realnymi fundamentami państwa.
- Czy Donald Tusk obiecał paliwo po 5,19? Fakty kontra polityczny mit
Komentarze
0 comment