Co roku zimą ta sama zabawa: kierowcy odpalają samochód i stoją pięć do dziesięciu minut na parkingu z włączonym silnikiem. Niektórzy nawet kilka razy zwiększają obroty. Ale to rzekome „rozgrzewanie” silnika tylko zanieczyszcza środowisko. A dla silnika jest szczególnie szkodliwe.

Podczas rozruchu zimnego silnika zużywa się go szybciej, ponieważ benzyna w cylindrach nie jest w pełni spalana. Osadza się na zimnych ściankach cylindrów i zmywa stamtąd cieniuteńką warstwę oleju, którym posmarowane są tłoki cylindra. Skutkiem tego przez ułamki sekund metal trze o metal. Związki chemiczne powstające w wyniku spalania paliwa atakują przy tym nie chroniony metal. Na dodatek nie spalona benzyna trafia do układu wydechowego.

Włączenie na postoju ssania i automatycznego rozruchu także jest szkodliwe, bo jeszcze więcej benzyny wtryskiwane zostaje do cylindrów i więcej oleju zmywane jest ze ścianek. Obie metody zresztą bardzo powoli rozgrzewają silnik. Aby silnik szybko osiągnął właściwą temperaturę, najlepiej rozgrzewać go następująco: po uruchomieniu zimnego silnika ruszyć powoli i dodawać tylko trochę gazu. Jak silnik będzie obciążony, benzyna się szybciej zapali i spalanie będzie dłużej trwało. Mniej benzyny osadzi się na cylindrach.

Także katalizator woli wyższą temperaturę. Naprawdę efektywnie oczyszcza spaliny dopiero w optymalnej temperaturze.

Twoja Ocena



Facebook Conversations