Ludzie nie mają futra. Ma to dwie duże wady. Po pierwsze, szybciej marzniemy i dlatego na wielu obszarach ziemi potrzebujemy ciepłych ubrań. Po drugie, nie możemy - jak chociażby małpy - nastroszyć sierści, żeby wydać się większymi i przestraszyć przeciwnika.

Brak futra ma jednak też zaletę. Możemy za pośrednictwem skóry sygnalizować, w jakim znajdujemy się stanie psychicznym. Czerwienimy się, kiedy jesteśmy zdenerwowani lub zawstydzeni, a także zagniewani.

Bladą skórę odbieramy jako oznakę choroby. Opalona skóra świadczy o tym, że byliśmy na urlopie w jakimś egzotycznym kraju - albo przynajmniej w solarium. Przed dwustu laty było inaczej. Ci, co mieli opaloną skórę, pracowali w polu. Opalenizna świadczyła o przynależności do niższych warstw społecznych. Członkowie wyższych warstw natomiast unikali słońca. Ukrywali skórę pod parasolami i pudrowali się na biało. Ludzie szlachetnie urodzeni nie pracowali fizycznie, dlatego ich ciała nie były przyzwyczajone do wysiłku. Mieli słabe mięśnie i źle ukrwioną skórę. Ponadto większość czasu spędzali w nie ogrzewanych zamkach i pałacach.

W chłodnym otoczeniu ciało ciepłą krew ze skóry zabiera do wnętrza, żeby oszczędzać energię. Bezpośrednio pod skórą płynie krew mało utleniona, która jest ciemniejsza i bardziej sina od krwi bogatej w tlen. Dlatego u mieszkańców zamków i pałaców dłonie, ręce i szyja wydawały się bladoniebieskie.

Twoja Ocena



Facebook Conversations