views
Recenzja Filmu::Pacific Rim (2012)
Akcja rozgrywa się w niedalekiej przyszłości. Ziemia jest w stanie wojny z potwornymi bestiami. Kaijū wynurzają się z oceanicznych głębi, gdzie znajduje się kosmiczny portal. Gigantyczne jaszczurowate monstra atakują w pojedynkę, siejąc za każdym razem spustoszenie w miastach które nawiedzają. Do walki z nimi ludzie konstruują odpowiadające im rozmiarem roboty - Jaegery. Sterowane zawsze przez dwóch pilotów, którzy wchodzą ze sobą w tzw. dryft (synchronizują mózgi, by operować maszyną jak wspólnym ciałem) roboty początkowo dobrze radzą sobie w najeźdźcami. Piloci tacy jak Raleigh (nieco drewniany Charlie Hunnam) stają się międzynarodowymi gwiazdami. Potworów jest jednak coraz więcej i bezpośrednia walka przestaje się opłacać. Rządy państw stawiają więc na budowę wielkiego muru przybrzeżnego. Kiedy po latach ta metoda zawiedzie Raleigh będzie jednym z kilku wojowników, którzy wezmą udział w ostatecznej bitwie o Ziemię…
"Pacific Rim" zebrał sporo pozytywnych recenzji za oceanem, nie obyło się jednak bez głosów na nie. Krytyka zasadzała się głównie na porównaniach do filmów z serii "Transformers" skrzyżowanych z "Godzillą". Obraz Del Toro wiele łączy z serią Michaela Baya - przynależność do tego samego gatunku, to, że obydwa opowiadają o inwazji na Ziemię i mają sekwencję z robotami w 3D. "Transformers" promuje gotowe zabawki, a twórcy "Pacific Rim" mają nadzieję, że dobra sprzedaż filmu pozwoli im zainicjować produkcję gadżetów tematycznych. Słowem w obydwu przypadkach mamy do czynienia z produktem dla małych i dużych chłopców. (Kiedy superprodukcja Hello Kitty dla dziewczynek?)
Mimo wszelkich podobieństw to nie "Transformersi" byli inspiracją do powstania tego filmu. "Pacific Rim" jest hołdem dla tzw. kaijū-eiga czyli japońskich horrorów o potworach, a konkretnie jednego z nich - "Godzilla kontra Mechagodzilla". Jeśli to was nie zniechęca, zapewne będziecie się znakomicie bawić. Bo Guillermo del Toro włożył kawał serca w swoje bestie, które zaskakują anatomiczną różnorodnością (mają nawet drugi mózg gdzieś w trzewiach), nie mówiąc już o Jaegerach, - to najwspanialsze roboty, jakie stworzyło kino! Sceny walk między nimi dostarczą wszystkim "mechamaniakom" prawdziwie ekstatycznych przeżyć. Szkoda tylko, że poza tym w filmie nie ma już praktycznie nic godnego uwagi. Fabuła przypomina swoją monotonią grę wideo: z morza wychodzi potwór, robot rusza go zniszczyć, potem wychodzi kolejne monstrum itd. Twórcy nie dbali zbytnio o dopracowanie wizji przyszłości, nie ma tu oceny gospodarczych i społecznych konsekwencji inwazji, a skecze na temat handlu organami bestii, w których Ron Perlman błyszczy złotymi trzewikami raczej nie usatysfakcjonują widzów wychowanych na "Łowcy androidów". Można było chociaż oddać więcej ekranowego czasu głównym bohaterom, którzy są nam prawie całkiem obojętni (bardziej drżymy o to, czy roboty się nie porysują).
Owszem "Pacific Rim" to wielki popis możliwości współczesnej technologii obróbki obrazu, widowisko za 200 mln dolarów, co widać niemal w każdym kadrze. Niestety wkrótce po wyjściu z kina większość tych obrazków ulatuje z głowy. A wydawałoby się, że po Guillermo del Toro można się spodziewać dzieła bardziej zapadającego w pamięć. Widocznie nie każdy potrafi być jak Tarantino i ze swoich śmieciowym fascynacji z dzieciństwa tworzyć arcydzieła popkultury.
Komentarze
0 comment