views
Warto jasno powiedzieć: ambasador obcego państwa nie ma żadnego konstytucyjnego ani politycznego prawa do „zrywania stosunków” z jednym z najwyższych urzędników Rzeczypospolitej. Marszałek Sejmu nie jest partyjnym aktywistą ani urzędnikiem średniego szczebla — to druga osoba w państwie, wyłoniona zgodnie z polskim porządkiem prawnym. Każda próba jego politycznego izolowania przez przedstawiciela obcego mocarstwa powinna być traktowana jako ingerencja w wewnętrzne sprawy Polski.
To nie jest pierwszy raz
Krytycy amerykańskiej polityki wobec Warszawy zwracają uwagę, że obecna sytuacja nie jest incydentem oderwanym od kontekstu. Wcześniej — według relacji medialnych i nieoficjalnych informacji — polskie służby znalazły się pod silną presją, by publicznie zadeklarować, że nie dojdzie do ewentualnego zatrzymania Benjamina Netanjahu w przypadku jego wizyty w Polsce. Niezależnie od ocen tej sprawy, sam fakt, że obce państwo miało wpływać na działania polskiego aparatu państwowego, dla wielu stanowił poważny sygnał ostrzegawczy.
Przeczytaj: Kasta polityczna Ziobry – czym jest i dlaczego powinna niepokoić
Teraz — jak twierdzą komentatorzy — przychodzi kolejny etap nacisku. Marszałek Sejmu miał nie poprzeć inicjatywy zgłoszenia Donalda Trumpa do Pokojowej Nagrody Nobla. W odpowiedzi ambasador USA zdecydował się na gest, który można interpretować jako polityczną karę za brak oczekiwanego podporządkowania. Jeśli taka logika rzeczywiście stoi za tą decyzją, oznaczałoby to, że relacje sojusznicze zostały zastąpione systemem nagród i sankcji.
Imperialna logika XXI wieku
Dla coraz większej grupy Polaków to wszystko układa się w spójną całość — ciąg dalszy imperialnej polityki USA, w której mniejsze państwa mają „znać swoje miejsce”, a ich elity polityczne są akceptowane tylko wtedy, gdy realizują interesy Waszyngtonu. Nie potrzeba wojsk ani formalnej okupacji, by ograniczać suwerenność — wystarczą naciski dyplomatyczne, medialne i personalne.
Przeczytaj: Tu zacznie się wojna z Rosją? Przesmyk suwalski jako pierwszy cel Moskwy
Najbardziej niepokojący jest jednak scenariusz, o którym coraz częściej mówi się półgłosem: jeśli obce państwo może skutecznie wpływać na to, kto w Polsce pełni funkcję marszałka, a kto zostaje międzynarodowo „ukrany” za nieposłuszeństwo, to nie mamy już do czynienia z pełną suwerennością. To byłby moment, w którym decyzje personalne w najwyższych organach władzy przestają być wyłączną domeną polskich obywateli i ich przedstawicieli.
Sojusz czy zależność?
Sojusz oparty na szacunku nie polega na wymuszaniu deklaracji, karaniu za odmowę poparcia symbolicznych gestów czy demonstracyjnym bojkotowaniu legalnych organów władzy. Sojusz oparty na strachu i presji to już nie partnerstwo — to zależność.
Jeśli dziś zaakceptujemy sytuację, w której ambasador obcego państwa może otwarcie lekceważyć jednego z najważniejszych konstytucyjnych urzędników w Polsce, jutro możemy obudzić się w kraju, który formalnie jest niepodległy, ale realnie zarządzany przez cudze interesy.
A to byłaby cena znacznie wyższa niż jakikolwiek dyplomatyczny konflikt.
Przeczytaj także:
- Doktor Google. Czy warto diagnozować swoje choroby poprzez wyszukiwarkę?
- Jak przenieść rachunek do innego banku?
- Kto wynalazł wódkę? Dawni alchemicy!
- Jak założyć firmę? 8 kroków do wymarzonego biznesu
- Co kryje STREFA 51? Zajrzyj z nami do najtajniejszego miejsca na Ziemi. Czy Amerykanie ukrywają tam UFO?
Komentarze
1 comment
Amerykanie zachowują się jak kacapy.